cytaty

TETU 27/11/2019 -chciałem mieć swobodę kochania mężczyzn

Wywiad: Romain Burrel

Zdjęcia: Jules Faure

Stylista: Nicolas Dureau

Dawno go nie widzieliśmy. Mika wykorzystuje swój nowy album „My Name Is Michael Holbrook” aby swobodnie mówić o seksie, show biznesie i polityce. I mówi to głośno.

Trudno jest uciec od Miki. Dlaczego? Bo piosenkarz jest wszędzie. W The Voice na kanale TF1, w reklamach, w wieczornych wiadomościach, w metrze. Wszechobecny do tego stopnia, że staje się niewidzialny. Świadomy faktu, że może wtopić się w tło, piosenkarz zrozumiał, że musi wrócić do muzyki, odkładając na bok wszystkie inne sprawy. Ale czy dwanaście lat po swoim pierwszym albumie i po sześciu sezonach The Voice Mika wciąż ma coś do powiedzenia? Czy ma czego bronić? Czy ma wystarczającą ilość muzyki w sobie?

Trzy razy „tak”. Jego nowy album jest również najlepszy od czasu „Life in Cartoon Motion”. Ta płyta, która nazywa się po prostu „Nazywam się Michael Holbrook” (prawdziwe nazwisko brytyjskiego piosenkarza) jest jak obietnica przejrzystości. Ponieważ w rzeczywistości są dwie osoby o imieniu Mika. Ta która nie wie, jak powiedzieć „nie” pierwszemu programowi telewizyji francuskiej, mająca obsesję na punkcie bycia popularnym artystą. I ta, która chce być szanowanym twórcą piosenek.

W ciągu ostatnich lat zmieniła się twarz muzyki pop, wypychając na przód sceny całe pokolenie otwarcie queerowych piosenkarzy z ostrymi piosenkami i zaznajomionych z mediami społecznościowymi. W wieku 36 lat piosenkarz odczuwa teraz na karku oddech „Year and Years”, „Christine and The Queens” czy Troye’a Sivan’a. Wydaje się, że jest im obojętne, że to Mika (i oczywiście kilku innych artystów) zrobił swój „coming out” w amerykańskim magazynie „Instinct” w 2012 roku i otworzył im drogę, rozkładając czerwony dywan w stronę tęczowej muzyki pop i na szczyt list przebojów.

Piosenkarz ma już za sobą dziesięć lat kariery i przyjął kilka ciosów, ale wciąż jest gotowy na nowe, co udowadnia w tym szalonym wywiadzie, w którym odpowiadał na pytania z rzadko spotykaną otwartością.

Pytanie: Minęło sporo czasu, odkąd rozmawialiśmy o muzyce. Mogliśmy cię zobaczyć w telewizji w The Voice. Czy nie miałeś już ochoty śpiewać?

Mika: Moja muzyka wymaga wielkiej determinacji. Nie jestem artystą, który może pójść i kupić gotowe piosenki tu czy tam. Nawet jeśli tak się teraz robi w tym biznesie. Dziś płyty są tworzone przez zespoły z 14 akredytowanymi autorami. I jest wytwórnia płytowa w USA, Francji, Anglii … i wszyscy ci ludzie decydują o tym, co będzie na albumie. Jeśli chodzi o mnie, sam piszę moje piosenki. I muszę czuć pełne zaangażowanie. To uczucie odsunęło się ode mnie, to prawda. Aby napisać ten album musiałem odzyskać moje kolory, ducha i pewną szczerość. Musiałem się cofnąć.

Q: Czy telewizja zabierała ci zbyt dużo czasu?

Mika: Programy telewizyjne są drogie, więc powstają w krótkim czasie. Nagrywałem pewną liczbę odcinków w bardzo intensywnym okresie, a następnie były one emitowane przez kilka tygodni. Nie odczuwałem tego, że jestem wszechobecny. Ale chciałem wrócić do jedynej rzeczy, która naprawdę daje mi poczucie wartości: do muzyki. Gdybym pozwolił telewizji znaleźć się ponad muzyką, to bardzo bym się zmienił. Byłbym bardziej rozmyty. I to mnie przeraża. Artyści są jak kochankowie. Muszą być szczerzy. Jestem niezwykle świadomy bardzo brutalnej prawdy o mojej pracy. Jedyny sposób zachowania świeżości to pozostać zaangażowanym, ewoluować. Chcę zachować ciekawość, ale nie ma nic bardziej postarzającego, jak udawanie bycia młodym. Nie interesuje mnie, aby mieć znów 22 lata.

P: Na tym albumie odkrywamy kolejnego Mikę, prawie bojownika. Na przykład w teledysku „Sanremo” pokazujesz homofobię …

Mika: Film przedstawia Włochy pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy homoseksualizm nie był przestępstwem, ale gdzie nietolerancja była bardzo silna, że miało to straszne konsekwencje: mogłeś stracić rodzinę, pracę. Musiałeś prowadzić podwójne życie. Byłeś narażony na nienawiść, na zdradę. Chciałem opowiedzieć o historii, która miała miejsce nie tak dawno temu i której piętno trwa do dziś.

Tydzień przed wydaniem teledysku burmistrz Sanremo mówił wszędzie, jak dumny jest z tego, że poświęciłem piosenkę jego miastu. Potem ukazał się teledysk. Nie wiem co sobie pomyślał. (Wybucha śmiechem) Nie lubię robić filmów promocyjnych, ale pomyślałem, że mogę to zrobić, jeśli będę mógł przy okazji coś powiedzieć. Po co być upartym, jeśli 17-letnia Amerykanka może zrobić niezwykle skuteczny teledysk do muzyki pop? Myślę o Billy Eilish – którą uwielbiam. To co ona robi jest bardzo pop, ale nie jest to fałszywy grunge wyprodukowany przez dr Luke’a. Nowa generacja jest bardziej autentyczna i mniej „kardashiańska”

Dzisiejszy pop to Szwedzi, którzy piszą dla ludzi z Disney Clubu. To może być postrzegane jako wspaniałe – ja jestem pierwszym, który lubi te melodie – ale ten pop nie ma nic do powiedzenia.

P: Czy zaangażowana gwiazda pop może coś zmienić?

Mika: Każda osoba może coś zmienić. Kogo to obchodzi, czy jestem gwiazdą popu? Mam pewien głos, ale nie liczy się on bardziej niż inny. Tak samo jest, kiedy otwarcie mówię o związku, w którym jestem. Jestem z tym samym facetem od trzynastu lat. Dzięki miłości znalazłem siłę, aby zrobić „coiming out”. Wobec mojej mamy, która zawsze to wiedziała i której to kompletnie nie przeszkadzało. Wobec moich sióstr, którym znacznie trudniej było zaakceptować fakt, że jestem gejem. Wobec moich przyjaciół również. I branży, która nękała mnie, żebym zrobił to ze względu na media. Mój „coming out” wzmocnił mnie. To pozwala mi dawać koncerty w krajach, które jednak nie tolerują mojej seksualności.

P: W ostatnim wywiadzie opowiadałeś o dziennikarzach, którzy wywierali na ciebie presję, abyś dokonał „coming outu” …

Mika: To było okropne. Czułem się prześladowany. Uważam, że ściganie ludzi, aby zmusić ich do „coming outu”, jest bardzo przestarzałe. Dziś łatwiej jest zrozumieć, że takie rzeczy wymagają czasu. To, co wyrażasz poprzez przebudzenie seksualne, ma również wartość. I to, że w pewnym momencie kariery artysta nie jest jeszcze gotowy określić swojej seksualności wcale nie jest kłamaniem. Podążanie za nim, by wydrzeć mu z niego tę intymną prawdę, jest obrzydliwe. Tym ludziom zależy tylko na mediach i pieniądzach, nie przejmują się istotą ludzką.

P: Czy ten okres twojego życia był dal ciebie trudny?

Mika: Byłem przede wszystkim rozczarowany. Chciałem odnaleźć drogę, aby osiągnąć zgodę z samym sobą. Chciałem móc swobodnie kochać mężczyzn i wyrażać to pragnienie, które zawsze miałem w sobie. Zrozumiałem, że jestem gejem już w wieku ośmiu lat! Kiedy gejowskie media prosiły Jimmy Sommerville’a i Patricka Wolfa, aby skomentowali moją seksualność, poczułem głębokie rozczarowanie wobec ludzi, których podziwiam: „Tworzyliście moją młodość. Ukształtowaliście moje pragnienia i zainspirowaliście do znalezienia równowagi, której poszukiwałem każdego dnia mojego życia. A teraz mnie oceniacie, choć w ogóle mnie nie znacie? ” Nie jestem na nich zły. To był kontekst, który uznałem za wredny. Nie sądzę, żeby byli złośliwi. Z wyjątkiem może Patricka Wolfa. Dzisiaj, nawet jeśli jestem całkowicie otwarty na bycie gejem, nie oznacza to, że będę próbował udzielać lekcji innym.

P: W „Blue” śpiewasz „niebieski to kobiecy kolor”. Czy ma to wkurzać francuskich prawicowców, którzy demonstrują przeciwko małżeństwom homoseksualnym i gejowskiej rodzinie? (La Manif pour tous)

Mika: Całkowicie! Rzeczy nie są binarne. Myślę, że formalne etykiety seksualności to stare idee. Ale to nie znaczy, że musimy przestać bronić homoseksualizmu, transseksualizmu itp. Jest to przykład zaangażowania politycznego, na które możesz sobie pozwolić, gdy jesteś popularnym artystą.

P: Na płycie znajduje się również „Ice Cream”, bardzo erotyczna piosenka, w której opowiadasz o swojej niepohamowanej chęci ssania ch*** ...

Mika: Całkowicie! Ale z takim naiwnym podejściem. To oko puszczone do „Lollipop” z mojego pierwszego albumu. Wtedy wiele osób nie rozumiało tekstu: „Zbyt mocno ssąc twojego lizaka miłość doprowadzi cię do upadku” (śmiech). Jest to seksualna piosenka jak „Les sucettes” France Gall, którą kocham. Podczas koncertów publiczność nie zawsze zna znaczenie tekstu. I muszę wyznać, że to mnie bardzo bawi. Dobrze jest swobodnie rozmawiać. Dlaczego tylko heteroseksualni ludzie mieliby mówić o swojej żonie lub mężu? Dlaczego nie możemy rozmawiać o seksie? Co do mnie, kiedy pierwszy raz spałem z chłopcem, to była katastrofa! To było poniżające! Miałem 15 lat – tak mi się wydaje – i niczego nie rozumiałem. Ludzie powinni częściej mówić, że seks gejowski nie jest łatwy. Teraz mnie to śmieszy, ale nie zawsze tak było! Powinniśmy mieć możliwość rozmawiania o tym.

P: Jest piosenka zatytułowana „Dear Jealousy”. Czy jesteś z natury zazdrosny?

Mika: Jestem szalenie zazdrosny. To jest paranoja.. Wiesz, mam bogate życie, ale życie ze mną jest okropne. Zawsze jestem między dwoma samolotami i trzema krajami. Zawsze mam coś do powiedzenia, zawsze kradnę historie z życia moich bliskich i wrzucam je do moich piosenek. To powoduje konflikty. Naprawdę nie jest łatwo żyć z kimś takim jak ja. Dlatego jestem bardzo wdzięczny Andy’emu (jego partnerowi). Nie ma „ciemnej” strony Miki. Ale jest Mika wojownik. Chcę bronić mojego punktu widzenia. Nakręcam się. Nigdy się nie poddaję, nigdy. To jest wyczerpujące.

P: Czy łatwo jest być wiernym? Kiedy jesteś gwiazdą popu ścigają cię dziewczyny i chłopcy, prawda?

Mika: W przypadku Andy’ego, ufamy sobie nawzajem. Nasz związek narodził się w nietypowych okolicznościach. Tuż przed jego spotkaniem byłem w bardzo krótkim, ale bardzo intensywnym związku z facetem z Irlandii Północnej. To jak postać z „Trainspotting”. Był bardzo przystojny. Ciągle zrywaliśmy ze sobą. Szalałem za nim, ale on wcale nie szalał za mną. (Śmiech) Życie z facetem, który ma skoki nastroju, bierze narkotyki i tak dalej, jest bardzo okrutne … To było dla mnie bardzo trudne. Pewnej nocy wpadł w szał i wyrzucił mnie z domu o 4 nad ranem. Stałem w samych bokserkach w okolicy Shepherd Bush w Londynie, a on wyrzucił moje rzeczy przez okno. Byłem w takim szoku, że zwymiotowałem. Następnego dnia piłem piwo w małym pubie i był tam Andy. Zaczęliśmy rozmawiać. Spodobaliśmy się sobie. On mieszkał poza Londynem, więc zaproponowałem mu, że pojadę z nim razem taksówką na stację Victoria. Kiedy mieliśmy się pożegnać, powiedział do mnie: – „Chcę zostać z tobą” – „Masz na myśli dzisiejszą noc?” – „Nie, na całe życie”. Nie byłem zainteresowany. Co do niego, on był całkowicie pewny. Andy wierzył w naszą historię za nas dwojga.

P: Wychodziłeś w nocy do gejowskiego Londynu?

Mika .: Oczywiście. Jak tylko skończyłem 14 lat, kręciłem się w nocy w gejowskiej dzielnicy. W Earl’s Court chodziłem do szkoły. A w Soho były gejowskie bary, prostytutki, ludzie, którzy mówili mi, jak radzić sobie nocą. Był taki wspaniały klub nocny Astoria. Wszystkie te balony i konfetti na moich koncertach inspirowane są końcem wieczorów w Astorii. Znałem facetów przy drzwiach i nigdy nie płaciłem za wstęp. Od czasu do czasu czekali na nagrodę i wtedy musiałem uciekać, żeby tego uniknąć! To ukształtowało moje nastoletnie lata. W dzień śpiewałem Schuberta, Brahmsa w Westminster School, a wieczorem wychodziłem na miasto. Tak powstały moje pierwsze piosenki: „Love Today”, „Grace Kelly”, „Relax Take it Easy”.

P: Czy masz przyjaciół wśród zadeklarowanych gejów?

Mika: Nie bardzo. Uważam, że brakuje nam poczucia wspólnoty. W każdym razie jedno jest pewne, że nie należę do gangu Eltona Johna … (Milczy przez chwilę i uśmiecha się złośliwie) Ale dzięki Instagramowi artyści zaczynają ze sobą rozmawiać. Od kilku tygodni rozmawiam codziennie z Samem Smithem. Jednak nigdy się nie spotkaliśmy fizycznie. Jedynym, którego słucham, jest Ian McKellen. Bardzo mi pomógł. Nazywam go „moją babcią z Londynu”. (Śmiech) Często dzwonię do niego z prośbą o radę. Na początku mojej kariery powiedział mi: „Pewnego dnia zdasz sobie sprawę, że twoje preferencje seksualne nie ograniczają się tylko do twojej sypialni, ale stanowią tło inspiracji, która otworzy wiele przyjaźni. Nie tylko gejów czy osób biseksualnych, ale także także heteroseksualnych przyjaciół, którzy kochają życie ”. On miał rację. Pewnego dnia zadzwoniłem do niego, aby powiedzieć mu, że otrzymałem medal „Chevalier des Arts et des Lettres”. Powiedział mi: „O mój drogi, nie bądź taki wulgarny! Ja mam już wszystkie medale. Możesz je nosić z dumą, ale po wewnętrznej stronie marynarki”.

P: Niedawno zostałeś zaproszony do Pałacu Elizejskiego (siedziby prezydenta Francji). Czy masz okazję przekazywać komentarze politykom, kiedy ich spotkasz?

Mika: Próbuję. Ale kiedy rozmawiasz z mężczyzną takim jak Emmanuel Macron, rozmawiasz z profesjonalnym politykiem. To nie jest spotkanie, które wpłynie na pozytywną decyzję. Ale trzeba to robić. Doświadczenie, które najbardziej mnie poruszyło w dorosłym życiu, to wizyta w schronisku dla młodych uchodźców LGBT + w Bejrucie.

Pochodzili z Iraku, Afganistanu, Libanu, Syrii. Słuchając ich historii, zrozumiałem ich cierpienia. Na świecie istnieje ponad 70 krajów, w których homoseksualizm mężczyzn jest nielegalny, karany śmiercią, karami cielesnymi lub całkowitą dyskryminacją. Jeśli okaże się, że jesteś gejem, możesz stracić wszystko w ciągu jednego dnia. I jest to rzeczywistością w krajach, które czasami mają silne powiązania z Francją, takich jak Algieria, Maroko czy Liban. Ten ostatni jest dla mnie ważny, ponieważ tutaj mam swoje korzenie. Jestem uchodźcą, ale doceniam swoje przywileje.

P: Czy Francja powinna zrobić więcej dla migrantów LGBT +?

Mika: Myślę, że zapominamy o człowieczeństwie tych ludzi. Musimy opowiadać ich historie. Aby uchodźcy nie stali się statystykami. Dzisiaj mamy tak wiele informacji o ludziach, którzy zginęli w ciężarówkach, o ludziach zamkniętych w klatkach i tak dalej … Czy możemy powiedzieć prawdę o Kadhafim? Że dostał pieniądze z wielu rozwiniętych krajów, aby zabezpieczyć granice i zapobiec przybyciu uchodźców do Europy? Ci, których spotkałem w Bejrucie, byli w różnym wieku – był tam gej, który miał 65 lat i młoda dziewczyna trans, która miała 15 lat. Wszyscy zostali odrzuceni przez rodziny, ścigani przez ekstremistów, zdradzeni przez przyjaciół, przez własny kraj – ale także przez kraj, w którym szukali azylu – wyrzuceni na ulicę przez właścicieli, którzy nie chcieli „dziwaków”. Gdzie więc mogą udać się ci ludzie? Idealnie nadają się do wykorzystania w sieciach prostytucji lub przemytników. Nie mają pieniędzy, wsparcia, ochrony politycznej … Nie istnieją. Musimy opowiadać ich historie, aby przywrócić im człowieczeństwo.

Koniec

tv8 16/11/2019 „W SZWAJCARII ŁADUJĘ AKUMULATORY”

Wywiad ze szwajcarskiego tygodnika TV8

Q: Ten album dedykowałeś swojej mamie. Słyszymy ją w piosence „Tiny Love”. Czy trudno było ją przekonać do śpiewania?

Mika: To nie było ewidentne, ponieważ moja mama miała akurat poważne problemy ze zdrowiem (mama Miki ma raka mózgu). Ostatecznie ta rzeczywistość, ta słabość uchwycone na nagraniu są dla mnie bardzo cenne.

Q: Twoja mama jest wojowniczką. Czy wam również przekazała tę cechę?

Mika: Na pewno. Myślę, że to bierze się z siły całej mojej rodziny i ze sposobu patrzenia nie tylko na siebie samego, ale postrzegania tego co jest wokół. Na przykład: wyjechaliśmy z Bejrutu do Paryża, a potem do Londynu i to na pewno wpływa na nasze życie. Kiedy nie potrafisz określić dokładnie miejsca swojego pochodzenia, sam tworzysz sobie swój świat i musisz go bronić.

Q: Czy stąd może pochodzić ta otwartość umysłu? Na przykład to twoja mama doprowadziła do tego, że pogodziłeś się z twoim partnerem, kiedy rozstaliście się.

Mika: Absolutnie. Ten sposób patrzenia z dystansem jest ciągle obecny. Jesteśmy rodziną jednocześnie bardzo tradycyjną, jak również pełną wolności i szanującą innych. Jak każda rodzina doświadczamy bolesnych chwil. Przygotowując płytę zastanawiałem się, czy powinienem ukryć to, co wtedy przeżywałem ja i moja rodzina. Ale dla mnie było czymś oczywistym, żeby o tym opowiedzieć. Za to dla nich było to o wiele trudniejsze.

Q: Na przykład dla Palomy? To twoja siostra, która wypadła z balkonu i doznała poważnych obrażeń. Czy to prawda, że nie spodobała się jej piosenka?

Mika: To nie chodzi o to, czy piosenka jej się nie podobała. Ale ona w ogóle nie zareagowała, kiedy usłyszała ją po raz pierwszy. To było okropne. Jakby ją sparaliżowało. Po chwili zapytała: „Dlaczego o mnie opowiadasz”? Ja jej odpowiedziałem: „To jest twoja historia, ale moje wspomnienia. Widziałem to wszystko na własne oczy, a więc ta historia należy do nas obojga”. Tak naprawdę Paloma nie lubi, kiedy zwraca się na nią uwagę. Ale teraz już wszystko jest w porządku. Ona to zaakceptowała.

Q: Mało mówisz o swoim ojcu i bracie. Czy to dlatego, że kobiety odgrywają większą rolę w twojej rodzinie?

Mika: Miejsce, jakie zajmuje mój ojciec w tym albumie odpowiada temu, jak to wygląda w naszej rodzinie. Tytuł płyty nosi jego imię. Ja jestem Michael Holbrook junior. To jest obecność mająca bardzo dużą ale i łagodną siłę. Jeśli chodzi o mojego brata, to jest to wspaniały chłopak, artysta, grafik, architekt, ale który chce pozostać dyskretny. Z szacunku dla jego sposobu bycia, nic o nim nie mówię.

Q: Twoje trzy siostry i brat zajmują się sztuką wizualną. Ale tobie również zdarza się w niej zaistnieć. Na przykład dwa lata temu zaprojektowałeś zegarek Swatch.

Mika: To był mój pierwszy raz i bardzo mi się spodobało, że mogłem opowiedzieć historię poprzez ten zegarek. Moja siostra i ja mogliśmy zrealizować ten projekt samodzielnie od początku do końca. Pracowaliśmy przy stole w kuchni mojego domu. To była czysta przyjemność.

Q: Do piosenki „Sanremo” powstał teledysk mówiący o homoseksualizmie. Czy były reakcje homofobiczne?

Mika: Ten teledysk nie mówi o walce. Jest piękny, poetycki, łagodny i pełen niuansów. Nie, w mediach społecznościowych nie było reakcji homofobicznych. Natomiast odczułem nietolerancję w niektórych ekipach promocyjnych, z którymi pracowałem. Oni nie wiedzieli jak sobie z tym poradzić i próbowali mnie zniechęcić. Odpowiedziałem im: „Obrażacie inteligencję mojej publiczności”! I nie poddałem się. Ci ludzie myślą tylko o pieniądzach; są pod presją, że muszą mieć zysk. Na szczęście trzymałem się swojej opinii. Teledysk został dobrze przyjęty.

Q: Czy zdarza ci się przyjeżdżać do Szwajcarii nie tylko ze względu na pracę?

Mika: Tak. Ale nikt o tym nie wie. Przyjeżdżam niedaleko Montreux. Cztery razy w roku spędzam tam tydzień z moim włoskim przyjacielem Simone i trenuję. Co rano wstaję o godzinie 4 rano i godzinę później wychodzę i chodzę po górach. Później medytuję w centrum medytacyjnym razem z bretońskim trenerem, który przyjeżdża z Lozanny. W Szwajcarii ładuję akumulatory.

Q: Czy to prawda, że nigdy nie oglądałeś odcinków The Voice?

Mika: Ani jednego odcinka. Ponieważ nie chciałem zmienić mojego sposobu bycia, mojej spontaniczności. I zgodziłem się na udział w emisji tylko dlatego, że nie mieszkam we Francji. Przyjeżdżałem do studia prosto z lotniska, a potem wyjeżdżałem. Nie czułem więc żadnej presji, byłem wolny.

Rozmowę przeprowadziła Patricia Martin

ELLE 18/10/2019

ELLE 18/10/2019
ELLE 18/10/2019

Uśmiechnięty, zabawny, ciepły, elegancki, szczery… Ma się ochotę zasypać Mikę deszczem komplementów podobnym do kolorowego konfetti, które spada na widzów pod koniec jego koncertów. W aksamitnym garniturze w stylu „dandy” amerykańsko-libański piosenkarz zamawia lane piwo na tarasie kawiarni w 19ej dzielnicy Paryża. Jego widok wywołuje uśmiechy i pozdrowienia w stylu „witamy w naszej dzielnicy” ze strony mieszkańców, którzy rozpoznają byłego jurora The Voice. Jednak dziś Mika przyszedł, aby z nami porozmawiać o swoim nowym albumie „My Name Is Michael Holbrook”. To płyta bardzo autobiograficzna, która nawiązuje do radosnego popu z początków kariery artysty.

ELLE: Bardzo się otworzyłeś w wywiadzie w Paris Match (koniec września) mówiąc również o poważnej chorobie twojej mamy i pozując z rodziną do zdjęć…

MIKA: Okładka i wywiad w tym magazynie mógłby dać wrażenie, że szukam reklamy za wszelką cenę. Ale kiedy się go przeczyta, to się okaże, że chodziło o coś innego. Chciałem szczerze opowiedzieć o pewnych rzeczach, aby uwolnić się od czegoś, co mogło mnie zniszczyć. A w każdym razie było dla mnie bolesne. To było ryzykowne, ale się zdecydowałem. To pomaga wejść w kontakt ze swoimi emocjami.

ELLE: Ta płyta jest pełna emocji, na przykład w piosence „Paloma”, kiedy w ukryty sposób opowiadasz o wypadku twojej siostry, który mógł skończyć się tragicznie. Albo o miłości do swojej mamy w „Tiny Love”…

MIKA: Zanim wydałem płytę przestałem pisać piosenki ze względu na presję związaną z tym, że miałem opowiadać o rzeczach, na które moje serce nie było jeszcze gotowe. Co ciekawe, moja poprzednia płyta była bardziej melancholijna, mimo że moje życie osobiste było mniej skomplikowane. Ta płyta jest bardziej radosna, pełna kolorów i bardzo pop. Przypomina moją pierwszą płytę i to nie jest przypadek. W wieku 17 lat, kiedy pisałem piosenki do „Life in Cartoon Motion”, miałem problemy z otaczającym mnie światem. Dziś, kiedy mam 36 lat, mam problemy życiowe i znów piszę piosenki, które zamieniają to wszystko w coś dodającego sił i pięknego. I nie chodzi o to, by uznać te rzeczy za nic nie znaczące. Chodzi o uporządkowanie tego, przetrawienie i uznanie, że w smutku jest zawarte również piękno.

ELLE: To rodzaj uzdrawiania?

MIKA: Absolutnie. Za każdym razem, kiedy znajdowałem się na krawędzi, zaczynałem pisać piosenki. Dla mnie muzyka jest schronieniem, bańką, w której mogę się zamknąć. Może dlatego nie jestem nigdy sam? Mam moje pianino. Wszystko inne: promocja, media, przemysł muzyczny – to są tortury.

ELLE: Ale żeby się otworzyć w piosenkach, trzeba zapomnieć o naturalnym wstydzie…

MIKA: Tak. Jestem osobą dyskretną i wstydliwą. Ale wiem, że wstyd może mieć negatywną stronę. On może być przeszkodą w stosunkach międzyludzkich. Wspomniałem o piosence „Tiny Love” w mediach społecznościowych. Dostałem mnóstwo odpowiedzi. Ludzie opowiadali o sprawach bardzo osobistych, o problemach z narkotykami, o stracie dziecka. To było bardzo poruszające. Jestem obecnie na rozdrożu mego życia: zrobiłem bilans mojej przeszłości i zastanawiam się nad przyszłością. Wydając ten album mam wrażenie, że wiele rzeczy w sobie odblokowałem.

ELLE: Czy myślisz, że zawsze dobrze cię rozumiano?

MIKA: Nie wiem. W każdym razie ja nigdy nie próbowałem manipulować swoim wizerunkiem. Może właśnie dzięki tej formie odcięcia się mogłem odejść spokojnie z programu tak popularnego jak The Voice. Poza tym nie mieszkałem w tym czasie we Francji, przyjeżdżałem na nagrania prosto z lotniska i potem wyjeżdżałem. Przez te sześć lat nie obejrzałem ani jednego odcinka programu. To pozwoliło mi zachować pewien dystans i nie podciąć sobie skrzydeł. Najważniejsze jest to co piszę i co śpiewam. Cała reszta mnie nie obchodzi.

ELLE: Czy najważniejsze jest to, co jest trwałe?

MIKA: Tak. Telewizja, ludzie, to nie jest wieczne. Pieniądze też nie. To co trwa to są piosenki i historie, które opowiadamy o ludziach, których kochamy lub których nienawidzimy. Jednak na tej płycie nie mówię o ludziach, których nienawidzę, ponieważ pozbyłem się ich z mojego życia. Problemy, które przechodzę obecnie z moją rodziną, dały mi to poczucie potrzeby i odwagę, żeby posprzątać moje otoczenie: odciąć się od ludzi, którzy myślą tylko o pieniądzach i którzy chcieli mną kierować. Miałem syndrom Sztokholmski. Teraz już nie.

ELLE: Jakie są twoje wady?

MIKA: Jestem bardzo niecierpliwy. I uparty. I nie rozumiem koncepcji budżetu. Kiedy przygotowuję występ, wydaję wszystkie pieniądze. Na mój show w AccorHotels Arena (chodzi o koncert „Mika Loves Paris” z 2016 roku) wydałem wszystkie pieniądze zarobione w ciągu roku w The Voice. Jestem gotowy na wszystko, aby stworzyć coś pięknego i poetyckiego.

ELLE: Konfetti jest drogie?

MIKA: Konfetti jest drogie i niedobre dla środowiska. Ale znalazłem konfetti biodegradowalne z papieru z recyklingu. Tak naprawdę, w mojej ostatniej trasie koncertowej po Stanach Zjednoczonych nie było żadnych dekoracji na scenie, a mimo to publiczność szalała. Sprzedałem trzy razy więcej biletów niż na wcześniejszej trasie koncertowej cztery lata temu. To pokazuje siłę mediów społecznościowych i internetu. Instagram może zmienić twoją karierę.

ELLE: Czy twoje życie zmieniło się, kiedy zaakceptowałeś swoją homoseksualność?

MIKA: Wiedziałem, że jestem gejem, jeszcze kiedy byłem bardzo młody. Tego się nie wybiera. A mimo to negatywne uwagi wynikające z niewiedzy albo z dyskryminacji bardzo mi przeszkadzały w samoakceptacji. Bardzo łatwo jest rozwinąć w sobie nienawiść do samego siebie, wstydzić się siebie. I to może mieć konsekwencje psychologiczne, społeczne, emocjonalne. Aby się uwolnić zacząłem pisać piosenki, rysować, zainteresowałem się sztuką, modą. To mi pomogło wyrazić siebie i być bardziej tolerancyjny wobec siebie samego.

END

LE FIGARO 27/09/2019 „AUTOPORTRET EKLEKTYCZNEGO ESTETY”

Mika napisał „list” do Michael’a Holbrook’a”. Oto on:

Ty nazywasz się Michael Holbrook Penniman Jr., urodziłeś się w 1983 roku w Bejrucie. Dzieciństwo spędziłeś w drodze między krwistoczerwonym Libanem, pozłacanym Paryżem i fluorescencyjnym czarnym Londynem. Ja nazywam się Mika, urodziłem się w 2006 roku w Miami. Cztery piosenki wysłane do wytwórni muzycznych w kolorowych pudełkach, surfowanie po świecie. Ty jesteś tym dziwnym chłopcem wędrującym nocą po ulicach szesnastej dzielnicy Paryża. Tym niemym chłopcem, ofiarą sadystycznej nauczycielki, która uniknęła kary. Ja jestem tą psotną postacią, która rozkwita w pięknym i ciepłym burdelu. Tą wesołą postacią, która marzy stepując w salonie, zamienionym w jedwabny warsztat krawiecki. Kiedy byłem młodszy, nienawidziłem kiedy wołano na mnie Michael. Jednocześnie nigdy tak naprawdę nie straciłem cię z oczu … „Life In Cartoon Motion” to byłem ja, to już wtedy byłeś ty. Dla mnie to były kwaśne rytmy pop jak gumy do żucia z naszego dzieciństwa. Te gumy zostawiały swój zapach w torebce naszej babci. Dla ciebie były słowa o gwałtownym przejściu z okresu dojrzewania do dorosłości.

Ty zawsze uważałeś, że w smutku jest pewne piękno, pewna elegancja o zabarwieniu orientalnym. Ja zawsze walczyłem z tą osobistą melancholią, z tym niepokojem, który często mnie gryzie. Przesadzałem, byłem wiecznie niezadowolony, nie chciałem cię rozczarować, Michael. Kiedy wiosną nagrywałem ostatni album, straciłem nawet głos. Po podpisaniu pierwszego albumu cierpiałem na świnkę. Oto skutki uboczne wyzwań, które mnie uspokajają, i niebezpieczeństwo, które mnie biczuje. Czy jestem odpowiednio dobry? Czy mnie zrozumieją? Czy znów uda mi się przekonać moich wyimaginowanych sędziów? Za co się tak karam? Nawet w tym, co jest „dark”, można znaleźć „fun”. Jeśli czujesz, że chce ci się płakać, ja mówię „tańcz”.

„Albo będziesz sławny, albo skończysz w więzieniu” – powtarzała nasza matka. Czasami obie te rzeczy są do siebie podobne, więc aby cię uwolnić, tworzę. Artysta i rzemieślnik. Tworzyć to jak oddychać, jeść, pić. Commedia dell’arte dla mnie samego. Potrząśnij tą gigantyczną szklaną kulą pełną śniegu i muzyki. Tą hałaśliwą kochanką, kolorowymi kostiumami i absurdalnymi dekoracjami. Magiczny gabinet osobliwości, którego źródłem są walizeczki pełne kaset audio, sklasyfikowanych według emocji i kolorów, albo makiety scen teatralnych, które z pasją zbierałeś.

Tworzyć, aby rozwijać różnicę, podtrzymywać radość i dbać, aby demony nie wyszły z ciemności. Michael siedzący na czerwonej kanapie widział, jak komornicy opróżniają nasze duże mieszkanie. Michael w swojej muszce i różowych szortach, w którego głowę trafiały rzucane puszki i kamienie. Tworzyć, aby ukryć cię przed spojrzeniami tłumu. Przed tymi spojrzeniami na ciebie na scenie Royal Opera w Londynie, kiedy śpiewałeś w „Die Frau ohne Schatten” Richarda Straussa. Te spocone ciała, które krzyczą moje imię, gdy śpiewam „Grace Kelly” w Parc des Princes. Dałem temu tłumowi część twojej intymności. Nauczyłem się mu ufać. Od samego początku, poprzez drobne akcenty w moich utworach, broniłem się . „Nie chcę być zaszufladkowany, liczy się tylko moja muzyka” – brzmiała moja odpowiedź, gdy ciekawscy pytali mnie o twoją seksualność. Oburzało mnie ich naleganie, aby przypiąć ci na stałe etykietkę. Małymi kroczkami zgodziłem się oddawać im twój śmiech, łzy i zaangażowanie. Naszą jedyną tożsamością jest kultura. Kultowy kundel, jak mawiali nasi rodzice, stał się eklektycznym estetą. Ukrywasz się za malarstwem, muzyką klasyczną, literaturą, modą.

Karmię się tobą, Michaelem, ale też cię chronię. Nasze plemię nas chroni. Silne kobiety … Nasza waleczna matka, która wysyłała cię do parku i powierzyła rosyjskiej śpiewaczce operowej. W języku angielskim słowo „growing up” jest używane zarówno do człowieka jak i do kwiatu. Rosnąć, kwitnąć dzięki Joannie.

Nasze wspólne siostry.

Paloma cudem ocalona. O mało nie straciłeś jej w tę noc 2010 roku. Ona sprawia, że niemożliwe staje się możliwe.

Yasmine, najważniejsza malarka snów, która wkracza do twojego umysłu, aby przelać moją wyobraźnię na papier.

Zuleika, drogocenna jak kamienie, które szlifuje dla swojej delikatnej biżuterii.

Zaufani mężczyźni …

Nasz ojciec, obecny we wszystkich kluczowych momentach życia, który nauczył cię co to wolność.

Michael, były zakładnik, którego nazywałeś po imieniu po jego powrocie z Kuwejtu, ponieważ nie był już tą samą osobą.

Nasz brat, który wygląda tak jak ty. Fortuné, architekt zrodzony z kaprysów przeznaczenia.

Wreszcie nasz chłopak, Andy. Skromny, który daje mi stabilizację pomimo różnych zagrożeń.

Wszyscy oni są jak Archanioł Gabriel, który idzie żeby spotkać się z Dziewicą w „Zwiastowaniu” namalowanym przez Fra Angelico na ścianach klasztoru San Marco we Florencji.

Florencja, Londyn, Paryż, Los Angeles … Czy pamiętasz jak stałeś nad stawem Kensington Square i marzyłeś o zamienieniu się w kaczkę, w ptaka wędrownego, który potrafi latać i pływać. Dziś mieszkam od miasta do miasta, od kontynentu do kontynentu. Samoloty zastąpiły białą Toyotę Previa naszych rodziców. Nie oszukujesz już w hotelach, żeby spać w siedem osób w jednym pokoju. Raczej jestem sam w apartamencie, w którym cała rodzina i przyjaciele mogliby ucztować do wczesnych godzin porannych. Ale jeśli jutro wszystko się skończy, jeśli jutro wszystko zniknie, odrodzę się na nowo, jak linoskoczek, czując się równie swobodnie w pałacach, jak i na dnie. Mam 36 lat, kocham odcisk czasu na twojej skórze, ślady bólu na twojej twarzy. Przyszłość cię nie przeraża, bo ja zawsze czuję głód.

Z tym nowym albumem noszącym twoje imię, zostawiam ci ogromne miejsce, wracam na twoje ślady. Zaczynam od zera, podobny i inny równocześnie. Przez dwa lata nie mogłem nic napisać. Żyłem w mojej bańce, podróżowałem, obserwowałem, ale milczałem. Płyty, trasy koncertowe, promocje, programy telewizyjne tu i tam. Pozwoliłem Mice, gwieździe popu, zająć zbyt dużo miejsca w twoim życiu. Straciłem iskrę. Płomień ożył w momencie, gdy światło było słabsze … Było to białe światło z gabinetów medycznych, dla mojej mamy. To było ciemne światło ceremonii pożegnalnych. Najpierw śmierć Odette, naszej babci, którą nazywaliśmy mamą, ponieważ w wieku 34 lat uważała się za zbyt młodą, by mieć wnuki.

Ostatecznie czas wygrał. Zabrał także Bellę, która czuwała nad naszą rodziną w Londynie. „My Name is Michael Holbrook” urodził się z tego okresu introspekcji i strat. Moje teksty to twoje wspomnienia, twoje uczucia. Moje melodie, to twoje stare zdjęcia z Polaroidu, które zapełniają cały strych. Życie przesuwa się niczym krajobraz wyświetlany zza okna za nieruchomym samochodem w filmie w Technicolorze … Blond włosy Grace Kelly na wietrze … Radio samochodowe grające na maximum.

Więc wybrałem się w drogę na południe Stanów Zjednoczonych. Papa dorastał tam na swobodzie, był synem dyplomaty. Tam moja mama obudziła się pod koniec amerykańskiego snu w dniu krachu na giełdzie. W alejkach cmentarza Bonaventure w Savannah odnajduję wszystkich tych Michael’i Holbrook’ów Penniman, których nazwiska wyryto w kamieniu. Michael, imię zarejestrowane w Urzędzie Stanu Cywilnego, według tradycji ojcowskiej … Mika, imię nadane kilka godzin po urodzeniu z matczynej miłości. Mieszamy się jak topiące się na intensywnym słońcu kolorowe kulki lodów. A więc „enfant terrible” prosi Wolnego Człowieka: „Proszę, pozostań dziwny. „(Stay weird).

MICHAEL HOLBROOK PENNIMAN JR./MIKA

http://www.lefigaro.fr/musique/mika-par-mika-autoportrait-d-un-esthete-eclectique-20190927?fbclid=IwAR2SWDGtdGHS6QEoM7Yu7EUgT57uqEFu64PmhkWocRXAL05HjCoEIUQZNOs

PARIS MATCH 26/09/2019 „ma mere, ma force, mon hero”

Marc-Olivier Fogiel, wieloletni przyjaciel Miki przeprowadził ten jakże osobisty wywiad dla Paris Match.

„Moja mama, moja siła, moja bohaterka”.

Marc-Olivier Fogiel: Na twojej nowej płycie „My Name is Michael Holbrook”, co jest twoim oficjalnym imieniem, twoja mama śpiewa. Pojawia się na okładce, pojawia się w teledysku „Tiny Love” i na zdjęciu na scenie… Dlaczego jest tak obecna?

Mika: Moja mama mnie stworzyła. Miała w głowie „cel” i powiedziała sobie, że muszę go osiągnąć za wszelką cenę. Dziś jestem jej za to wdzięczny. Wcześniej nie czułem potrzeby okazywania wdzięczności za jej poświęcenie i intensywność naszej więzi.

Twoja mama chciała cię uratować?

Uratowała mnie. Ona widziała we mnie wiele cech, które mogły być dla mnie niebezpieczne. Zawsze mi mówiła: „Albo odniesiesz sukces i będziesz szczęśliwy, albo będziesz miał wiele problemów.” Dziwnie jest słyszeć coś takiego, kiedy jest się dzieckiem. Nie było innej alternatywy. Stąd ta ogromna presja.

Powiedziała ci to łagodnie czy stanowczo?

Stanowczo. Ale jednocześnie z pewnym dualizmem. Ponieważ równocześnie była wyjątkowo delikatna, macierzyńska, opiekuńcza. Zostałem usunięty ze szkoły, miałem problemy. Aby nie stać się ofiarą, musiałem dorastać szybciej.

Czy rozumiałeś wtedy, że to było dla twojego dobra?

Wydawało mi się to niesprawiedliwe. Dlaczego ja musiałem męczyć się przez trzy godziny dziennie ucząc się muzyki, podczas gdy moje siostry nie musiały tego robić? Wiele razy nie mogłem śpiewać przez pół godziny, ponieważ płakałem! Zmuszała mnie wtedy: „Poczekam tutaj, dopóki nie przestaniesz płakać i nie zaśpiewasz poprawnie tej piosenki ”.

Dzisiaj mówisz o potrzebie podziękowania jej …

Bardzo bym żałował, gdybym nie oddał jej hołdu, kiedy jeszcze żyje, kiedy jest przy mnie. Jedną z pierwszych piosenek, które napisałem na ten album jest „Tiny Love”. Opowiada o przechodzeniu samego siebie, o wspinaniu się jak najwyżej dzięki temu, co mamy, aby poczuć się wartościowym. I tego nauczyła mnie moja mama. Kiedy kończyłem pisać „Tiny Love”, dowiedziała się, że ma poważny problem z sercem. Musiała być operowana w ciągu 24 godzin. Tego samego wieczoru siedziałem w samolocie, aby dołączyć do niej w Dubaju. Kiedy usiadłem obok niej, poczułem się opanowany przez chaos związany z tym zbiegiem okoliczności:w dniu, w którym skończyłem tę piosenkę, wydarzyła się katastrofa. Pomyślałem: „A co, jeśli operacja się nie powiedzie?” Wszystko poszło dobrze, ale były komplikacje. Moja mama była przykuta do łóżka z otwartymi ranami na nogach. A jednak chciała walczyć, bo jej serce się nie zatrzymało. Postanowiła że znowu będzie chodzić i zrobić wszystko, aby się tak się stało. Miała zaprojektować kostiumy do programu telewizyjnego, który nagrywałem w Mediolanie. Kategorycznie zabroniłem jej przyjeżdżać. I oto w dniu pierwszej próby we Włoszech, ona się pojawia! Na wózku inwalidzkim w towarzystwie pielęgniarki i jednej z moich sióstr. I mówi do mnie: „Przyszłam do pracy”.

Nawet chora, musiała być przy tobie?

Nawet jeśli była mniej obecna, podejmowała ryzyko … Myślałem: moja mama przechodzi ciężkie chwile, życie jest trudne, więc poświęcę się pisaniu. Chcę stworzyć piękny album, rodzaj leku, nie tylko dla mnie, ale dla mojej rodziny.

Coś, co dodaje nadziei ponieważ byłeś trafiony w samo sercu?

Ponieważ dotknęła mnie świadomość kruchości życia.

Czy myślałeś o najgorszym?

Gdyby coś stało się mojej mamie, gdybym ją stracił, bałem się, że nie będę w stanie pracować. Powiedziałbym sobie: „To ja ją skrzywdziłem, wyczerpałem ją, to ja ją zabiłem.” Błagaliśmy ją, żeby przestała, a ona leci samolotem, przez pół świata. Dla kogo? Dla mnie.

Jak zdefiniowałbyś waszą relację?

Jest bardzo, bardzo intensywna. Łatwo się zapalamy. Kiedy ludzie nas słyszą, często są zszokowani naszą szorstkością: jesteśmy szczerzy, ponieważ nie mamy nic do ukrycia. Ale zawsze kieruje nami miłość.

Twoja mama w końcu wyzdrowiała, jeśli chodzi o problemy z sercem …

Tak i powiedziała mi: „Teraz wymienię sobie stawy biodrowe, więc nie będę już na wózku inwalidzkim i będę mogła być z tobą podczas następnej trasy koncertowej”.

Ona robi to dla ciebie czy dla siebie samej?

Ona chciała dalej pracować. Możliwość samodzielnego poruszania się była dla niej bardzo ważna. I wszystko szło dobrze. Życie toczyło się dalej. Do lata 2018 roku. Napisałem połowę albumu i znaleźliśmy dom we Włoszech, gdzie założyliśmy studio nagraniowe. Mama przyjechała zobaczyć, jak mi idzie. Zauważyłem, że stała się dla mnie trochę ostra, ale nie za bardzo, tylko trochę. No dobrze, robię swoje. Potem były moje urodziny i spotkaliśmy się wszyscy w hotelu na Sardynii. I zauważyłem, że jest bardzo zmartwiona, bardzo zmęczona. Moje siostry też zaczęły się zastanawiać. Pojechałem zagrać koncert. Siostry zabrały mamę na badania. Po odebraniu wyników ja dostaję on nich wiadomość: w jej mózgu jest dużo zmienionej tkanki i muszę natychmiast wrócić do Mediolanu. Rozpoczyna się nowa faza, nowa walka.

Twoja mama ma guza mózgu …

Bardzo dużego guza. Właśnie dlatego tak dziwnie się zachowywała. Zdecydowaliśmy, że będzie operowana w szpitalu La Pitié-Salpêtrière. Powiedziano nam, że cierpi na wyjątkowo agresywnego raka mózgu. Od tego momentu życie, album, wszystko jest zawieszone. Moje siostry, mój brat, mój ojciec i ja zamknęliśmy się , ukryliśmy się. Po operacji wróciliśmy do tego małego domu we Włoszech. Zamknęliśmy drzwi i przebywaliśmy razem. Potem we Francji rozpoczęła się chemioterapia. I życie musi toczyć się dalej. I ja muszę żyć dalej.

Czy to oznacza, że nadal komponowałeś, mimo że świat wokół się walił?

Tak, zdałem sobie sprawę, jak bardzo ona była częścią moich fundamentów … Nie zastanawiałem się nad tym wcześniej. Potem przerwałem pracę na chwilę, żeby odpocząć. Ale pewnego ranka dostaję e-mail od mojej mamy, która pisze [Mika wstrzymuje głos]: „Nie odpowiadasz. Sądzisz, że za bardzo się wtrącam do twojej pracy. Mylisz się. Komu najbardziej zależy na twoim sukcesie, jeśli nie mnie? Jestem już stara, niedługo umrę z powodu guza mózgu, ale mogę ci tylko powiedzieć, że nic nie robię dla siebie. Pragnę tylko, abyś zawsze był najlepszy. Nigdy nie uczyłam cię, jak być przeciętnym . Teraz martwię się o to, aby zbyt duża presja nie doprowadziła cię do banalności. Banalność prowadzi to do anonimowości i samozadowolenia. Porozmawiaj ze mną, póki nie jest za późno. Dlaczego mnie nie odwiedzasz”?

Jak zareagowałeś?

To było okropne, nie uważasz? Wpadłem w gniew. Starałem się być powściągliwy, byłem dla niej łagodny, okazywałem szacunek. Kilka dni później zdałem sobie sprawę, że ta furia, którą poczułem, nie była skierowana przeciwko niej, ale przeciwko mnie samemu, ponieważ się pomyliłem. Uświadomiłem sobie, że był to taki sam proces, jak wtedy, gdy ona mnie sprowokowała, abym mógł sobie poradzić ze sobą, kiedy miałem 10 lat.

Zamiast komponować, nie powinieneś był spędzać z nią więcej czasu, ciesząc się jej obecnością?

Ja myślałem o dniu dzisiejszym, a moja mama była przerażona przyszłością. Nie jej przyszłością, ale moją, naszą, naszej rodziny. Przerażało ją to, że wpływ jej choroby na ludzi, których kocha, powoduje, że ten czas poświęcamy jej, a nie budowaniu przyszłości.

I znowu wróciłeś do pracy?

Zmusiło mnie to do wejścia z desperacją w emocje zamiast ograniczania się do pewnego rodzaju niewłaściwego wstydu. Popchnęło mnie to do bycia jak najbardziej autentycznym.

Twoja mama przyszła do studia „The Voice”, widzieliśmy was na przyjęciu Christian Louboutin. Była tam, silna, piękna. Zwykle w przypadku tej choroby jest to niemożliwe …

Mama jest po szóstej sesji chemioterapii i pracuje nad trasą koncertową, nad stylizacją. Wychodzi z domu, idzie do opery, do teatru … Moja mama absolutnie chce żyć pełnią życia. I to jest niebezpieczne. Ta choroba powoduje złe samopoczucie. Jest to bardzo ryzykowne dla mózgu i serca. Próbujemy ją uspokoić, ale ona absolutnie chce wychodzić. Nic jej nie zatrzyma.

Ty też masz taką energię?

Ona mnie inspiruje. Punktem wyjściowym albumu jest choroba mojej mamy i mieszanka niepokoju i emocji, które się pojawiły. Ona sprawiła to, że czujemy potrzebę tworzenia.

W rzeczywistości poprosiła cię, żebyś stał się dorosły. Czy tak się dzieje od dwóch lat?

Stajemy się dorośli, gdy mamy do czynienia ze strachem przed utratą kogoś. W takim momencie musimy otworzyć oczy, otworzyć serce. Może się to zdarzyć w wieku 15 lat, może się zdarzyć w wieku 60 lat. Ta transformacja oznacza, że nieuchronnie przestajemy polegać na innych. Przeciwnie, to inni mogą na nas polegać.

I tak jest?

Tak, teraz tak jest.

Twój album emanuje radością. Ale śpiewa na nim także twoja siostra Paloma, która urodziła się z niepełnosprawnością, a następnie w cudowny sposób przeżyła upadek z wysokości w 2010 roku. I dowiadujemy się o następnych dramatach…

[Mika wstrzymuje głos] Tak, rzeczywiście były dramaty, które groziły dalszą destabilizacją mojej rodziny i mogły spowodować jeszcze większy smutek mojej mamy. Jednak w obliczu tych katastrof nigdy nie pozwalaliśmy się pokonać. Przeciwnie, stawaliśmy się jeszcze silniejsi.

To cała wasza historia …

Nasza rodzina została zbudowana w duchu wytrzymałości, aby podnosić się po każdej stracie, zniszczeniu. Moja mama nazywa to „wykluwaniem, rozkwitem”. Tego lata miałem właśnie dostarczyć finalną wersję albumu. Były moje urodziny i postanowiłem wziąć trzydniowe wakacje. Jestem w samochodzie, w drodze do mojego hotelu, kiedy mama dzwoni do mnie wściekła: „Nie chciałeś być ze mną, bo ciężko jest ze mną wytrzymać! Nie pomyślałeś, że byłoby miło wrócić na urodziny? ”Wkurzony krzyczę:„ Chciałem tylko odpocząć. Dlaczego mi to robisz? ” Pokłóciliśmy się. Docieram do hotelu, idę do swojego pokoju. A tam dziewięć bukietów kwiatów od niej! I znajduję rysunek mojej ukwieconej głowy i mały list, w którym napisała: „Pamiętaj, niech twoja głowa zawsze kwitnie”.

A potem …

Byłem przepełniona radością. Dzwonię do niej … nie odpowiada. Dzwonię bez przerwy. Telefon odbiera moja siostra. Krzyczy, podaje telefon ojcu, który włącza głośnik i woła: „Rozmawiaj z matką, rozmawiaj z matką.” Mama miała atak. I zamiast być przy niej, jestem w swoim pokoju hotelowym, próbując jej podziękować, uspokoić ją. Podano jej leki i zabrali do szpitala. Kiedy się rozłączyłem, patrzyłem na te wszystkie kwiaty … Ona pewnie przez cały dzień myślała tylko o tych kwiatach. Tego dnia podjąłem decyzję, by nigdy więcej nie reagować impulsywnie. Ponieważ teraz w naszych relacjach liczy się najmniejszy gest. Następnego ranka oddałem finalną wersję albumu i pomyślałem sobie: dobrze, że namówiłem ją, żeby zaśpiewała.

Dlaczego?

Ponieważ zwróciłem jej całą siłę. Postawiłem w pełnym świetle tę kobietę, która zawsze była w cieniu. Kiedy wiemy, że moja mama nagrała ten fragment zaledwie trzy tygodnie po operacji mózgu i dzień przed rozpoczęciem sesji chemioterapii, zdajemy sobie sprawę, jak jest silna. Ostatnie słowo należy do niej i do mojej siostry Palomy. Są do siebie podobne.

Dlaczego tak ważne jest dla ciebie, aby opowiedzieć o sobie w ten sposób?

W życiu liczą się tylko ludzie, których kochamy i historie, które o nich opowiadamy. Kiedyś wstydziłem się, gdy mówiłem o sprawach osobistych. Teraz rozumiem, że z tymi trudnymi rzeczami trzeba zmierzyć się i zrobić z nich piękne rzeczy. W piosence „Paloma” znajdują się dwa wersy: „I found you fighting in the dark”(„Znalazłem cię walczącą w ciemności”) „ And there was beauty in that too” („I było w tym także piękno”). Wydaje się to niewiarygodne: gdzie piękno w kimś, kto umiera? A jednak daję ci słowo, że jest w tym piękno. Piękno dzikie, mordercze, ale jednak piękno.

W chorobie twojej mamy także tkwi piękno …

Jest też piękno w sposobie, w jaki nasza rodzina, a zwłaszcza moja mama, radzą sobie z tak przerażającą sytuacją.

Czy nadal się boisz myśleć o przyszłości?

[Mika wstrzymuje głos] Tak, to nieuniknione. Ale ten strach rekompensuję wyzwalającym uczuciem wdzięczności za pragnienie życia, które choroba wstrzyknęła naszej rodzinie.

Czy twojemu chłopakowi trudno jest znaleźć miejsce w tym wszystkim?

Andy ma bardzo silne relacje z moją mamą. To razem z nim ujawniłem homoseksualizm mojej rodzinie. Siedzieliśmy wtedy w kuchni. Moja mama powiedziała do mnie: „W końcu, co to za różnica? Zawsze to wiedziałam. Jeśli ty nie wiedziałeś, to twój problem. ”[Śmiech] Był moment, kiedy Andy i ja na krótko się rozstaliśmy. Mama przez dwa miesiące walczyła o to, żeby wrócił.

Album nazywa się „My Name Is Michael Holbrook”. Moglibyśmy dodać „Son of Joannie and Michael”, prawda?

Tak, jestem Mika, syn Joannie i Michaela. I jestem dumny, że mogę być częścią tej linii.

KONIEC

His Name is Michael Holbrook, but You Know Him as MIKA 06/09/2019

Frank J. Avella dla EDGE Media Network

Zabawna, ale prowokująca osobowość alt-popowa, MIKA, nieustannie nurkuje w ciemnych wodach, pisząc zwodniczo tanecznie, ale zręcznie i niuansując nową muzykę swoim piątym albumem studyjnym „My Name is Michael Holbrook”, który ukaże się w październiku.

Mika niedługo rozpocznie też swoją najbardziej ambitną trasę koncertową, która rozpocznie się 13 września w Brooklyn Steel, a następnie zagra kilka koncertów w Ameryce Północnej, po czym rozpocznie występy w całej Europie.

Debiutancki album z 2007 r. „Life in Cartoon Motion”, który według MIKI nie miał odnieść sukcesu, był ogromnym sukcesem, a porywający singiel „Grace Kelly” był światowym hitem. Potem ukazały się trzy platynowe albumy, „The Boy Who Knew Too Much”, „The Origin of Love” i „No Place in Heaven”.

Często porównywany jest do Eltona Johna, Freddiego Mercury, George’a Michaela, a nawet Prince’a, MIKA jest niepowtarzalnym i wyjątkowym artystą, który zawsze rzuca sobie wyzwanie, mocno zagłębiając się w swoje życie i miłości, bóle serca i radości oraz dając nam muzykę, która może być grzesznie niewinna, słodko dekadencka lub uniwersalnie osobista – powoduje, że ogarniają cię sprzeczności i paradoksy.

Mika urodził się jako Michael Holbrook Penniman, Jr. w 1983 roku, a nowy album to „przegląd mojego życia, mojej rodziny i mężczyzny, którym się stałem”.

Disney spotyka Larsa von Triera


EDGE: W „My Name is Michael Holbrook” stworzyłeś te niesamowite piosenki, które są ostre i melodyjne, ale jest w nich wiele niepokoju i ciemności związanych z próbą wędrowania przez życie. To tak, jakby Disney spotkał Larsa von Triera …

MIKA: To zabawne … Pracuję z facetem o imieniu W.I.Z., który jest reżyserem moich teledysków. Nakręcił film „Tiny Love”, a teraz robimy kolejne wideo do piosenki „San Remo”, bazującej na homoseksualizmie w latach 60. Wszystko to będzie nakręcone jak prawdziwy film. I on powiedział coś bardzo podobnego do tego, co powiedziałeś: „to jest jak rodzaj bajki, naprawdę wyrafinowany, naiwny, vintage’owy Disney, a potem trochę apokaliptycznego sentymentu Larsa von Triera lub Gus Van Sant podczas słuchania muzyki”. … I ty mówisz to samo. To jest OK, ponieważ mój proces pisania jest rodzajem terapii … Piszę muzykę, aby zrozumieć rzeczy, które dzieją się w życiu, rzeczy, których nie rozumiem. To pozwala mi na znalezienie kontekstu do tego, co się dzieje. Mogę znaleźć się w nieciekawej sytuacji, a nawet w miejscu, które mi się nie podoba lub jestem tak bardzo zły na kogoś, że mógłbym ryzykować pójście do więzienia, aby go ukarać. Kiedy jednak w jakiś sposób wrzucam to do piosenki i przechodzę przez proces pisania, zmuszając się do patrzenia przez obiektyw, przez który musisz patrzeć, kiedy decydujesz się coś napisać, nagle wszystko nabiera sensu, a życie staje się trochę piękniejsze.

EDGE: Jest jakaś paradoksalna mieszanka w twoich utworach …

MIKA: W „Sanremo” wcale nie chodziło o San Remo, ale o dorastanie jako gej, o byciu 13-letnim gejem spacerującym po ulicach San Remo i czującym się kompletnie onieśmielonym wobec każdego mężczyzny, który wydaje się piękniejszy, szczuplejszy, bardziej heteroseksualny – po prostu fajniejszy i lepszy niż mogło by się wydawać. O tym jest ta piosenka. To nie jest oczywiste, ale to tam jest.

Jeśli chodzi o piosenkę „Paloma „…Opowiada o mojej siostrze i o nocy, kiedy znalazłem ją nabitą na ogrodzenie, kiedy spadła z okna z czwartego piętra jej mieszkania … I stałem tam boso w samych bokserkach . A ona umierała na tym ogrodzeniu. A ja patrzyłem na nią, na całą tę sytuację … kiedy zacząłem o tym pisać … znalazłem piękno w tej chyba najbardziej groteskowej sytuacji … ona przeżyła, dlatego łatwiej jest zobaczyć w tym piękno. Dlatego w procesie pisana nie bycie Miką było bardzo ważne. Chodziło o bycie Michael’em Holbrook’iem, tym facetem, który pisze piosenki o sobie, o swoim życiu, dzieciństwie, kobietach w rodzinie – i o lękach przed przyszłością … chodziło o włożenie całej swojej niepewności w coś, co nadal będzie atrakcyjne, strawne i dające pocieszenie… na tym właśnie polegał proces pisania tego albumu.

Otwartość na odmienność (seksualną)?

EDGE: Czy osiągnąłeś coś jak katharsis? A jeśli tak, to kiedy to się stało?

MIKA: Tak, osiągnąłem to. Odleciałem. Nie chodziło o katharsis, ale raczej o odnalezienie tego uczucia, kiedy zaczynasz pisać – masz 15 lat i zaczynasz pisać i dostajesz tego przypływu dopaminy i endorfin i czujesz się jak milion dolarów. Choć tak naprawdę milion dolarów nigdy nie sprawi, że poczujesz się tak, jak wtedy, kiedy napiszesz, coś co wydaje ci się dobre. I to jest naprawdę wspaniałe, kiedy znów odnajdziesz to uczucie. Szczególnie w branży muzycznej, która sprawia, że ​​przez większość czasu czuję się tak niesamowicie przygnębiony. Nienawidzę tego biznesu. Nienawidzę większości ludzi, którzy w nim pracują. Nienawidzę tego, że coś co tworzymy przez lata, jest konsumowane szybko i bez uwagi. Myślę, że to naprawdę niebezpieczne. Jednak teraz jeszcze bardziej kocham muzykę, koncerty i tworzenie. Tak więc katharsis powstało z rozdzielenia tych dwóch rzeczy.

To zadziwiające, że w branży muzycznej jest tak wielu ludzi, którzy po prostu nie dbają o muzykę. I to jest coś, z czym musimy się zmagać na co dzień i tak naprawdę nikt o tym nie mówi … Musiałem odnaleźć bezpieczną strefę, aby pisać bardziej ryzykownie. A kiedy mówię, o bardziej ryzykownym pisaniu, mam na myśli to, że najtrudniej jest przestać się martwić tym, co powiedzą inni, czy to się im spodoba czy nie. Czasami najtrudniejszą rzeczą na świecie jest pisanie o czułości. To sprawia, że ​​otwierasz się na atak, piszesz o swojej rodzinie, piszesz o sobie … A te rzeczy są naprawdę trudne do zrobienia, ale kiedy znajdziesz bezpieczne miejsce, wtedy jest ok. Znalezienie tego bezpiecznego miejsca zajęło mi sporo czasu – kilka lat.

EDGE: Jestem zwolennikiem teorii uniwersalności poprzez indywidualność i czuję, że twoja tożsamość, seksualna i nie tylko, jest bardzo obecna w twojej muzyce. Czy uważasz, że dzisiaj łatwiej jest nagrywać artyście o innej orientacji? Czy może nadal jest to tabu?

MIKA: Szczerze mówiąc, myślę, że teraz jest w porządku. Ale to nie znaczy, że jest łatwo. A to jest bardzo duża różnica … Od dziesięcioleci mówiono w mediach związanych z popkulturą o związkach heteroseksualnych, o piosenkach o miłości i polityce i wszystko w bardzo artykułowany sposób, ale również w bardzo tandetny sposób. Jeśli chodzi o miłość homoseksualną i homoseksualną intymność, po prostu nie minęło jeszcze tyle czasu.

Wydaje mi się, że należy to robić we właściwy sposób. I każdy ma na to swój własny sposób. To nie jest prosta rzecz, ale nie sądzę, aby był z tym jakiś problem. I to jest dla nas ogromnie ważne. Ale to oznacza, że ​​należy robić to w odpowiedni sposób, robić to dobrze.

Więcej pewności siebie

EDGE: Jak niektórzy artyści …

MIKA: Byłem tak niesamowicie ukształtowany i niesamowicie poruszony, słuchając autorów tekstów, którzy w okresie mojego dzieciństwa stawiali czoła tego rodzaju problemom z prawdziwą złożonością i wdziękiem. Kiedy słuchasz wczesnych płyt Rufusa Wainwrighta, są one tak ważne, jeśli chodzi o gejowską muzykę pop. To są bardzo ważne płyty. Ponieważ zawierają te wszystkie kolory, wszystkie niuanse. Są takie złożone. Rufus Wainwright opisuje świat, który jest głęboki i szeroki. Tam wszystko jest możliwe. W żaden sposób cię nie ogranicza. I na pewno ktoś taki jak on jest świetnym przykładem i kiedy byłem młodszy, bardzo ukształtował moją opinię o tym, jaką rolę odgrywa seksualność w pisaniu mojej muzyki i jak bardzo powinna ona być jej częścią. I wszystko odbywa się etapami. Myślę, że coraz więcej do mnie dociera. I jestem coraz bardziej pewny siebie i czerpię coraz większą przyjemność z wykorzystywania mojej seksualności w mojej muzyce, bez obawy o konsekwencje. Niezależnie czy chodzi o opinię moich fanów czy mojej rodziny. I to jest wspaniałe, że mogę to powiedzieć. I zdaję sobie sprawę, że to właściwie jest przywilej. A – ze względu na rodzaj muzyki, którą tworzę. B – bo jestem niszowym artystą. I głównie dlatego, że mieszkam w krajach, w których nie muszę ponosić tych konsekwencji … Ale nie zawsze tak jest w innych częściach świata.

Dlatego uważam, że to nie jest proste i trzeba więcej rozmawiać … Tyle jest do nadrobienia. Jeśli nadrabianie zaległości zaprowadzi nas do miejsca, w którym nie będziemy zauważać już różnic, a pierwszą rzeczą, która przyjdzie nam na myśl, nie jest czy ktoś jest heteroseksualny czy homoseksualny, ale zauważymy piękno gestu, to myślę, że dotrzemy do celu.

EDGE: Jako homoseksualny artysta, który podróżuje i występuje za granicą, czy miałeś do czynienia z formami dyskryminacji i nienawiści w krajach zachodnich, w których się tego nie spodziewałeś?

MIKA: Tak. Zdarzyło mi się to już wcześniej. Od wpisów w Internecie po plakaty z zamalowaną twarzą lub pokryte graffiti. Może to dziwne, ale zawsze jestem przygotowany na atak. I zdaję sobie sprawę, że to jest niezdrowe. To nie znaczy, że nie chcę walczyć. Smutne jest to, że czasami oczekujesz walki … Myślę, że żyjemy w bardzo dziwnym czasie. Jesteśmy na etapie tak dużej transformacji społeczno-politycznej, że za coś oczywistego – pod względem kultury zachodniej i porządku rzeczy – przyjęliśmy gwarancje, w których wyrośli nasi rodzice, czy to w Europie, czy w Stanach. Wiele z nich jest kwestionowanych. A w niektórych miejscach są one nawet podważone. I to wywołuje polaryzację postaw i polityki. A kiedy przechodzisz przez tego rodzaju polaryzację, ludzie złapią się wszystkiego, aby odróżnić „my” od „oni” …

Ambitna trasa koncertowa

EDGE: Porozmawiajmy trochę o trasie koncertowej. Zaczynasz w Nowym Jorku, masz kilka dat w Ameryce Północnej, a potem będziesz w całej Europie aż do lutego. Czy to dla ciebie najbardziej ambitna trasa?

MIKA: Jest dosyć ambitna. Ilość miejsc wynosi od 1800 w Brooklyn Steel do 19 000. Jest to więc duże wyzwanie dla mojego zespołu. Podjąłem świadome decyzje. Na przykład w Ameryce skupię się na muzyce i już. Pomyślałem, że mam te wszystkie piosenki i teraz jestem przy piątej płycie. Nie chcę, żeby sztuczki wizualne przeszkadzały w tym, co mam do powiedzenia. Chcę, żeby to była naprawdę czysta rozmowa. Nie tylko przedstawienie, ale faktyczna rozmowa z publicznością … Nazywam się Michael Holbrook. To moje oficjalne imię. Jestem również MIKĄ. I w ciągu półtorej godziny wyjaśnię wam, dlaczego robię to, co robię … To niezwykle klarowna trasa koncertowa. Muzycznie jest bardzo ambitna … czasami sprowadzając wszystko tylko do emocji możesz osiągnąć zaskakujące efekty. Bez tych wszystkich fajerwerków.

EDGE: Na każdym z albumów Miki mam swoje ulubione piosenki, które gram na okrągło. Takie jak „Billy Brown”, „Blame It On The Girls” itd. Na tym albumie to „Tomorrow” i „Platform Ballerinas”. A które są twoje ulubione?

MIKA: Moja ulubiona piosenka to „Blue”, ponieważ jest to najbardziej romantyczna piosenka. Podważa twoje uprzedzenia. I gra na tak wielu różnych poziomach. „Blue” jest o płci, seksualności. Jest o tym, że myślisz, że wszystko jest w porządku, jeśli jesteś cholernie optymistyczny i uśmiechasz się do wszystkich przez cały czas. Jednak czasami jest to największy znak, że wszystko spieprzyłeś. Jest to też list miłosny do ludzi, których kocham, mówiąc, że z głębi mojego serca zawsze będę kochał ten niebieski kolor w tobie. Ponieważ kolor niebieski jest najgłębszym kolorem i najgłębszą wersją ciebie … Piosenka zaczyna się jako jedna rzecz i kończy się jako coś zupełnie innego. I właśnie ten rodzaj piruetu sprawia, że jestem szczęśliwy jako pisarz i fajnie jest ją śpiewać, ponieważ zabiera cię w podróż.

Kolejny krok to Brodway?

EDGE: Piszesz teksty pełne paradoksów, sprzeczności, o wielu znaczeniach. Jedną z rzeczy, które tak bardzo podobają mi się w „Tomorrow” jest to, że czułem, że może to być opowieść o przygodzie na jedną noc, ale równie dobrze o dwóch osobach, które spotykają się już od jakiegoś czasu …

MIKA: A jeśli przyjrzysz się temu jeszcze bliżej, to może być o jednej nocy spędzonej z kimś, z kim byłeś od bardzo dawna, ale przysiągłeś sobie, że już nigdy jej nie spotkasz.

EDGE: Gdybyś musiał wybrać jednego artystę, z którym najbardziej chciałbyś teraz współpracować, kto by to był?

MIKA: Gdybym miał wybrać artystę klasycznego dziedzictwa, byłaby to… Joan Baez. Dla mnie ona jest na samym dole listy tych, który nie zyskują tyle uznania, na ile – tak uważam – zasługują. Ona jest wspaniała. I nie czuje się w niej zła.

A z młodszego pokolenia chciałbym pracować … Chciałbym napisać musical z Tegan i Sarą. To byłoby fajne.

EDGE: Myślałeś kiedyś o aktorstwie?

MIKA: Współpraca z W.I.Z. jest naprawdę interesująca, ponieważ on stara się, żebym grał jak najwięcej. On uświadamia mi, że mniej znaczy więcej i że oczami można przekazać więcej niż ciałem …

Chcę grać więcej. Chciałbym wystąpić na scenie w Ameryce. I wiem, że mógłby to nawet być Broadway … Chodzi przede wszystkim o odpowiednie przedstawienie. I zabawne jest, że kiedy W.I.Z. mnie naciska, dostałem dwie propozycje filmowe od pewnych reżyserów. Są tak zaskakujące, że nigdy nie myślałem, że mógłbym coś takiego zagrać … ale wygląda na to, że coś zmierza w moją stronę, więc kto wie? Może pewnego dnia?

Link to artykułu w wersji angielskiej

https://www.edgemedianetwork.com/entertainment/music//281448#.XXLrOpLXWkA

.

MIKA – The boy who knew too much is all grown up 29/08/2019

Wywiad przeprowadzony przez Richard Burnett dla kanadyjskiego „FUGUES” .

Kiedy po raz pierwszy spotkałem Mikę dziesięć lat temu, w 2009 roku, siedział przy fortepianie w Old Montreal. Odwrócił się do mnie ze skrzyżowanymi nogami i udając Freddie’ego Mercury udawał, że trzyma w dłoni papierosa.

„Tak, dahling” – powiedziała Mika à la Mercury. „Dzień dobry, dahring!”

Mika wyglądał wtedy bajecznie.

„I tak trzymał piwo” – kontynuowała Mika, naśladując Mercury’ego ze słynnego wywiadu dla brytyjskiej telewizji „Za kulisami: Queen – We Will Rock You: Live in Montreal 1981 DVD. „I prawie wcale go nie pił!”

„Ten wywiad jest jak wyjęty z ‚Absolutely Fabulous! ‚” Mika roześmiał się.

W sierpniu spotkaliśmy się ponownie, aby porozmawiać o jego nowy albumie i nadchodzących koncertach w Corona Theatre w Montrealu.

Twój nowy przebój „Ice Cream” to wspaniały hymn o lecie. Teledysk jest również bardzo fajny. Czy nadal lubisz kręcić teledyski?

Mika: To bardzo trafne pytanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, przez co teraz przechodzę. Niektóre teledyski lubię robić, a inne mniej. Wideo, które kończę teraz dla piosenki o nazwie „Tiny Love”, jest jednym z najbardziej niesamowitych doświadczeń wideo, jakie kiedykolwiek miałem. Całkowicie zmieniło to moje spojrzenie na to, czym jest teledysk, ponieważ obecne teledyski – jeśli weźmiemy stereotyp teledysku – to żałosne, bezużyteczne gówno. Jeśli mają tylko służyć do promocji, są do dupy. Czułem, że (moje) filmy są zbyt kojarzone z promocją i miałem tego dość. Podjąłem świadomą decyzję, aby tworzyć ciekawe teledyski i podążam w tym kierunku w moim nowym wideo „Tiny Love”. Od teraz chcę tworzyć teledyski, które nie są filmami promocyjnymi, ale małymi filmami eksperymentalnymi. Jako dojrzały artysta chcę tworzyć coś, pod czym w całości mogę się podpisać. W przeciwnym razie nie miałoby to sensu.

Nazywasz się Michael Holbrook Penniman Jr. Dlaczego zdecydowałeś się nazwać swój nadchodzący album „My Name Is Michael Holbrook”? Czy to oznacza reset?

Myślę, że to bardziej wyzwolenie i resetowanie parametrów. Zacząłem pracować, kiedy miałem osiem lat, i to zdecydowanie uformowało mnie w określony sposób. Pomyślałem, że to wymaga zmiany, jeśli chcę nadal być artystą, który ma coś do powiedzenia. Więc użycie mojego oficjalnego imienia, a nie pseudonimu, na moim nowym albumie, było rodzajem lustra, w którym mogłem na siebie spojrzeć.

Świat zmienił się od czasu, gdy po raz pierwszy pojawiłeś się na scenie muzycznej. Pojawiła się nowa fala gwiazd pop LGBT, takich jak Troye Sivan, Olly Alexander, Hayley Kiyoko, Janelle Monae i Brendon Urie. Czy uważasz, że łatwiej jest dziś zostać gwiazdą popu o innej orientacji seksualnej niż wtedy, gdy pojawiłeś się na scenie?

To zależy. Myślę, że pod pewnymi względami tak jest. W najbardziej cynicznej części tego biznesu, który jest bardzo komercyjny, jest teraz łatwiej. Ale nie zapominajmy, że może jest łatwiej tylko w pewnych specyficznych rodzajach muzyki. Inne gatunki muzyki zdecydowanie nie są tak tolerancyjne. I nie zapominajmy, że Ameryka Północna nie jest światem, a uznanie Ameryki Północnej za świat jest ogromnym błędem. Niebezpiecznie jest generalizować na temat jednostek. Każdy musi przeżyć własną podróż, przejść własną ścieżkę, własne wyzwania.

Wiem, że bardzo chronisz swoją prywatność, ale i tak zapytam: czy trudno jest ci poznawać nowych ludzi lub chodzić na randki?

Prawda jest taka, że ​​nigdy nie zapraszano mnie na randki! Ale tak naprawdę nie jestem do wzięcia. Jedyną osobą, która zaprosiła mnie na randkę raz w życiu, jest osoba, z którą jestem od ponad 10 lat. Ale nadal miło mi, że ktoś chciałby mnie zaprosić, ponieważ ludzie nie wiedzą, że nie jestem dostępny. Nie noszę obrączki na palcu. To oczywiście nie znaczy, że chcę iść na randkę. Jestem bardzo szczęśliwy z związku, w którym jestem. Ale flirt pomaga!

Kochasz Montreal, zwłaszcza po trzech wyprzedanych wieczorach w Maison Symphonique w 2015 roku, kiedy wykonałeś nowo aranżowane interpretacje swoich piosenek z Orchestre Symphonique de Montréal (OSM). Co lubisz w tym mieście i Montrealczykach?

Uwielbiam spędzać czas w waszym europejskim mieście ze względu na moje frankofońskie wychowanie. To połączenie współczesnej kultury amerykańskiej i głębokiej francuskości. W rzeczywistości poczułem ulgę, kiedy odkryłem Montreal, ponieważ to jest miasto pełne ludzi, którzy są tacy dziwni jak ja. W Ameryce mogę czuć się wyobcowany, ale w Montrealu nigdy nie czuję się wyobcowany. Montreal ma również najwięcej przystojnych ludzi na świecie, szczególnie mężczyzn!

Przez dwa wieczory wystąpisz we wspaniałym Teatrze Corona w Montrealu podczas zbliżającej się trasy koncertowej „Tiny Love Tiny Tour” po Ameryce Północnej.

To będzie bardzo intensywny show. Znam też dobrze ten teatr. To tam OSM zaoferował mi występy. Dla mnie to wyjątkowe miejsce, ponieważ przyniosło mi szczęście.

Mika wystąpi w Teatrze Corona 15 i 16 września 2019.
Nowy album Miki „My Name Is Michael Holbrook” ukaże się 4 października 2019.

Link do wersji oryginalnej:

https://www.fugues.com/254713-article-the-boy-who-knew-too-much-is-all-grown-up.html

Wired.it „Muzyka pop została wykastrowana w najgorszy możliwy sposób”19/06/2019

Ice Cream” odnosi się do popu z lat osiemdziesiątych, myślę o George’u Michale, Frankie Goes to Hollywood …

Mika: „Tak, to był wesoły pop, ale jednocześnie niebezpieczny, nie uważasz?”

Ale jest także bardzo sugestywny: możesz interpretować „Ice Cream” na wiele różnych sposobów …

Mika: „Nie tylko możesz, ale musisz zinterpretować to w najbardziej brudny sposób! To nieprzyzwoita piosenka. A równocześnie … w ogóle nie jest obsceniczna”.

Czy dostrzegamy jej nieprzyzwoitość lub niewinność zależy od tego, co jest w umyśle słuchacza …

Mika: „Dokładnie. Każdy ma swoje problemy psychiczne”.

Mówiąc o piosence, powiedziałeś, że chciałeś „odważyć się być zmysłowym mężczyzną, ośmielić się wyrazić jasno pragnienie, które zawsze miałeś w głowie. Fantazjowałeś o byciu mężczyzną, którym zawsze chciałbym być ”: czy własnie to dla ciebie znaczy „niezwykle seksowny mężczyzna”?

Mika: „Ale każdy marzy o byciu bardziej seksownym niż osoba, którą widzą nago w lustrze! Nieprawda?”

Czy nie czułeś się tak wcześniej? Czy broniłeś się przed tą częścią ciebie?

Mika: „Bardziej nie akceptowałem niż broniłem się przed tym. Nie korzystałem z tego. Trzymałem to w miejscu, które Francuzi nazywają „jardin secret” (sekretnym ogrodem). Ale kiedy wszedłem w tę nową fazę mojego życia i pracy, zdałem sobie sprawę, że ta część mnie zawsze była dla mnie największym źródłem inspiracji. Więc poszedłem do mojego ogrodu i wyjąłem to.

„Myślę, że to także moja reakcja na obecną aseksualność muzyki pop: pop został całkowicie pozbawiony seksu. A jeśli się pojawia, to jest obecny tylko jako ilustracja, jest uprzedmiotowiony, nie jest radosny. W popie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mieliśmy bardzo wyrafinowaną, świadomą energię seksualną, to był dialog seksualny. Nie chodziło o wykorzystywanie seksu, ale była to wyrafinowana prowokacja, która sprawiła, że ​​czułeś się dobrze i wyjątkowo. Dlatego nawet dziś to działa, kiedy oglądamy na YouTube fragmenty „Princese Lovesexy Tour”. Ponieważ to jest wyrafinowane. To nie jest pornografia, to nie jest tylko ciało w kontakcie z innym ciałem, ale jest dialogiem , to jest taniec. Analizuję to, żeby w jakiś sposób wprowadzić to do moich występów. ”

Jaki będzie wyglądał show?

Mika: „Ten album jest rezultatem wielkiej zmiany. Zdałem sobie sprawę, że coś zostało we mnie odblokowane, coś się otworzyło, można to nazwać emancypacją, wyzwoleniem lub objawieniem. W rzeczywistości trasa będzie się nazywać „Revelation Tour”. Kiedy rozmawiałem o tym z moimi nowymi muzykami, opowiedziałem im o Mice i Michaelu Holbrooku, które jest moim prawdziwym imieniem. O człowieku ukrywającym się za artystą, a oni powiedzieli mi: „Cool! Pierwsza część koncertu będzie z Miką, a druga z Michaelem Holbrookiem, który mógłby siedzieć przy fortepianie. „Powiedziałem im: ” Nie! Ta część z Michaelem Holbrookiem musi być brudnym, pełnym seksu, fantastycznym, popowym show. A Mika może siedzieć na podłodze w pięknej eleganckiej sukni ”.

Czy nie boisz się, jak fani zareagują na ten zmysłową zmianę?

Mika: „Absolutnie nie. Ludzie dziś nie są przyzwyczajeni do takiej seksualności. W hip-hopowych teledyskach widzimy dziewczyny oblewające się szampanem. Seks stał się produktem. Kiedy rozpocznie się trasa koncertowa, moi fani będą mieli pełny obraz; zobaczą jak wszystkie elementy tej układanki znajdą swoje miejsce. A potem zrozumieją, że to jest taniec, że jest w tym myśl, a ja nie odgrywam roli heteroseksualisty. Nie mówię tego, bo się boję, ale ponieważ muzyka pop została wykastrowana w najgorszy możliwy sposób. Zmysłowość została usunięta i to jest prawdziwa zbrodnia. Zwłaszcza jeśli wiem, jak wyglądał najlepszy okres muzyki pop w przeszłości ”.

Którzy artyści zainspirowali tę zmianę?

Mika: „George Michael i Prince, oczywiście, ale nie tylko. Piosenki na płycie były inspirowane słodkim i delikatnym napięciem seksualnym, które brzmi od zawsze w „Antony and the Johnsons”. Antony teraz zmienia płeć, ale kiedy był Antony’m, zawsze uważałem go za pełnego zmysłowości, radości i poezji. Na mojej płycie jest piosenka „Blue”, której pierwsze słowa są: „Niebieski to kobiecy kolor”. Jest to list miłosny do kobiety od mężczyzny który seksualnie nie jest zainteresowany kobietami. Inną inspiracją jest Michael Hutchence; jego postawa, jego ładunek seksualny … Krótko mówiąc, jeśli usuniesz seks z lat dziewięćdziesiątych, pozostanie tylko polityka, gówniane stosunki międzynarodowe i cała masa złych filmów ”.

Jakie jest znaczenie poszczególnych obrazów, które składają się na kolaż na okładce „Ice Cream”?

Mika: „Pomysł na okładkę albumu polegał na tym, aby mój portret przeplatał się z fragmentami obrazów, które coś o mnie mówiły. Okładki kolejnych singli zostaną skomponowane z fragmentów innych obrazów, które odnoszą się konkretnie do piosenki i dlatego na przykład wśród obrazów na okładce „Ice Cream” znajdują się pszczoły, obecne w tekście ”.

Zacznijmy od pszczół, a potem …

Mika: „Jest to związane z historią, która mnie zasmuca: skończyłem pisać album w małym domku, który moja siostra wynajęła w Toskanii. I kiedy siedziałem na zewnątrz, zdałem sobie sprawę, że ciała martwych pszczół, leżące wokół były wynikiem zwalczania szkodników, którego dokonano kilka dni wcześniej”.

Jest rzeźba Dawida Michała Anioła …

Mika: „Jest David, ponieważ żartowałem, że dzień w Toskanii był tak gorący, że jedynym człowiekiem, a raczej jedyną częścią ludzkiego ciała, która mogła pozostać chłodna w tym upale, był marmurowy tyłek Dawida (który zresztą uważam, za najpiękniejszy tyłek, jaki ludzkość miała ”.

Jest twój pastelowy portret.

Mika: „Został stworzony przez moją siostrę. Ale inspiracją była twórczość artysty, który kiedyś często przedstawiał Davida Bowie. Podoba mi się miękkość jego stylu i jego styl niepodlegający modzie”.

Jest tam też basen, który wygląda jak z obrazu Davida Hockneya

Mika: „Dokładnie. Inspiracją był jego obraz mężczyzny pływającego w basenie. Jest to dla mnie bardzo ważny obraz, ponieważ udaje się w nim bardzo dobrze zawrzeć zarówno frustrację, jak i pożądanie. Nie widzisz twarzy mężczyzny, nawet nie widać dobrze jego ciała, ponieważ jest pod wodą. Nie wiemy nic o tej osobie. Ale wywołuje ona pożądanie i czujesz przypływ energii ”.

Jest też zdjęcie nagich ciał …

Mika: „Hockney robił portrety, zestawiając setki zdjęć. Zainspirował mnie, więc zrobiłem kolaż, używając obrazów nagich ciał wyciętych z czasopism pornograficznych, z których usunąłem oczywiście pewne partie. Można tylko zobaczyć skórę, poczuć pociąg seksualny, ale nic nie jest pokazane wprost ”.

I oczywiście są lody.

Mika: „Tak, ale plastikowe, bardzo pop.”

Mówiąc o lodach, czy wiesz, że istnieje również słynna włoska piosenka, która opiera się na podwójnym znaczeniu lodów …?

Mika: „Oczywiście! ” Gelato al limon” Paolo Conte. Jedna z najpiękniejszych włoskich piosenek w historii”.

W rzeczywistości miałem na myśli piosenkę ” Gelato al cioccolato „, napisany przez Cristiano Malgioglio i zaśpiewaną przez Pupo …

Mika: „Och. Mój Boże. Masz rację! Znam to, ale … jak to powiedzieć … Wolę lody Paolo Conte”.

Link do tekstu włoskiego: https://www.wired.it/play/musica/2019/06/19/mika-ice-cream-intervista-revelation-tour/?refresh_ce=

Brainy Quote

Za każdym razem, gdy zaczynam i kończę płytę, przechodzę kryzys wieku średniego.

Wychowałem się w wielu różnych kulturach, podróżuję cały czas i odnajduję swoją tożsamość w moich piosenkach. W piosenkach, które tworzę Wymyślam moją tożsamość.

Zawsze mi mówiono, że jestem zbyt dziwny albo że jestem zbyt tandetny. Różne grupy ludzi, tak jak wytwórnie płytowe mówili, że jestem zbyt dziwny, a muzycy niezależni nawet nie wpuścili by mnie do swojego zespołu.

Kiedy nie należysz do żadnego klubu, to musisz znaleźć inny sposób na przetrwanie.

Nie potrafię słuchać muzyki idąc ulicą, chyba że mam ku temu powód. Nie potrafię po prostu słuchać muzyki jako szumu w tle. To doprowadza mnie do szaleństwa.

Mój związek z moją matką nie jest słodki.

Jeśli naprawdę podoba mi się jakiś zapach, to może być cokolwiek – kawałek smoły lub plastikowy kawałek lalki mojej chrześnicy – wkładam taki malutki kawałek do buteleczki z etykietą. Trzymam to wszystko w lodówce w mojej  łazience.

Nie jestem dobrym tancerzem. Wiem, o tym. Ale wiem, że umiem się ruszać. Mogę wykonać choreografię, ale nie w odpowiedniej kolejności.

Moje życie nie nadaje się do tabloidów.

Robię błędy. Mówię głupie rzeczy. Robię głupoty. I, szczerze mówiąc, jestem z nich dumny. Dlaczego nie popełniać błędów?

Za każdym razem, gdy wypuszczam coś nowego, słyszę obawy. Kiedy rozpoczynam trasę, ludzie zawsze mówią: „Oh, czy to się uda?” A kiedy rozpoczynam album: „Oh, czy to się uda?” Lub nowy teledysk. ‚No coś ty?” Tak jest zawsze – ale ja zawsze działam na zasadzie, że nie mam nic do stracenia.

W przeszłości mój homoseksualizm bardzo mi ciążył, ponieważ nikt w mojej rodzinie nie jest gejem. Nie miałem modeli do naśladowania, więc musiałem znaleźć własną drogę.

W moich starszych piosenkach chowałem się za fikcyjnymi postaciami, aby odwrócić uwagę od siebie.

Piszę piosenki, aby stać się kimś innym. I kiedy już nim jestem, to znowu chcę się zmienić w kogoś innego.

Zawsze mi mówiono, że jestem brzydki. Nadal uważam, że jestem brzydki. Wiem, że mam dziwną twarz i nie powiesz mi, że jest inaczej.

Część mnie widzi siebie jako utalentowanego, a druga część postrzega mnie jako coś dziwnego. Jak coś wejdzie ci do głowy to nic tego nie może zmienić. Nawet sława.

Stylista może powiedzieć ci, że wyglądasz wspaniale w czymkolwiek. Twoja rodzina zawsze powie ci, jeśli wyglądasz jak kompletny idiota.

Wszyscy ostatecznie jesteśmy jak żarcie na talerzu, to sposób sprzedawania się. Ale nie mam zamiaru być tanim chińskim bufetem, w którym jesz tyle ile ci się zmieści.

Moja pierwsza płyta opowiadała o moim dzieciństwie. Było tam wiele rymowanek i baśniowych odniesień; wszystko było takie naiwne.

Nigdy nie miałem idoli. Nigdy nie miałem plakatów na ścianie, kompletnie żadnych.

Wszystko, co robię, jest bardzo wizualne i bardzo dźwięczne. Nie umiem czytać nut , rysuję równie dużo co piszę teksty.

Mam opinię na każdy temat. Jestem uparty jak osioł. Największym moim problemem jest trzymanie buzi na kłódkę.

Muszę przyznać, że większość moich strojów jest zaprojektowana i wykonana przez moją mamę.

Z pewnością nie podążam za modą. Myślę, że moda, jeśli chodzi o branżę i cały świat, który ją otacza, jest ohydna i to mnie od niej odpycha.

Niektórzy mówią, że mam skalę głosu na pięć oktaw, co jest śmieszne. To by znaczyło, że mogę śpiewać jak Mariah Carey albo ta kosmitka w „Piątym elemencie”. Absolutnie nie przypominam tego niebieskiego kosmity. Mam zakres około 3 i pół oktawy.

Ciągle dzwonię do mojego lekarza, ponieważ nieustannie robię sobie krzywdę, kiedy jestem w trasie. A to zerwę sobie więzadło, albo uszkodzę sobie słuch, a to stracę głos. W dodatku jestem kompletnym hipochondrykiem.

Psychologies

Ogólnie nie lubiłem szkoły! Nawet jeśli tam przeżyłem moje pierwsze muzyczne doświadczenia śpiewając w chórze. Skończyło się na zawarciu umowy z dyrektorem, który powiedział mi: „OK, od czasu do czasu możesz przegapić zajęcia. Ale pod dwoma warunkami: odrabiasz pracę domową i śpiewasz w chórze „.

Muzyka pozwoliła mi radzić sobie z rzeczywistością, wprowadzając mnie w inną, tę z mojej wyobraźni. Od zawsze, kiedy śpiewam, mówię o sobie takim, jakim chciałbym być. Właśnie dlatego dobrze się czuję w muzyce, ona mnie „chroni”. Melodie dodają mi siły, są „mięśniami”, których nie mam. I czułem to bardzo wcześnie. Już w wieku 7 lat miałem „obsesję” melodii. Miałem walizkę wypełnioną kasetami, na których nagrywałem melodie sklasyfikowane według gatunku („ciekawy”, „silny”, „smutny” …). Kiedy chciałem coś powiedzieć koledze, który mnie denerwował albo mojej mamie, pisałem tekst. Towarzyszyła mu melodia, która miała podkreślać moje myśli.

Chociaż teraz jestem raczej szczęśliwy w swoim życiu, wciąż czuję się o wiele silniejszy i bardziej swobodny na scenie.

Najbardziej bolesny jest widok płaczących rodziców. Myślę, że utrata wszystkiego tylko nas wzmocniła. Od tego czasu unikam materialnego komfortu. Nauczyłem się, że stabilności należy szukać gdzie indziej. 

Moja mama nauczyła nas  jak ważna jest umiejętność robienia czegoś własnymi rękami: „Jeśli potrafisz tworzyć, zawsze będziesz przydatny i będziesz w stanie przetrwać wszędzie”. To nie przypadek, że dziś jej pięcioro dzieci to artyści. Trzeba też powiedzieć, że dorastaliśmy w domu pełnym muzyki, malarstwa, książek … i wolności.

Osoba, która choć raz czuła się wykluczona, nigdy tego nie zapomni.  Jestem uczulony na tych, którzy są odrzuceni, który czują się nic nie warci. Więcej, ja ich szukam, staję w ich obronie.  Właściwie to jestem dumny z tego, że byłem jednym z nich. Powinniśmy być dumni z naszej inności.

Wiem co to jest wrażliwość. Ale kruchość jest zbyt niebezpieczna: sprawia, że reagujesz na okoliczności i nie jesteś wystarczająco przewidujący. Trzeba się chronić. Trzeba mieć odwagę, by nie być kruchym. I nie wątpić w siebie. Dlatego pracuję jak szalony! Ponieważ w głębi duszy, nie ufam sobie. Jestem przekonany, że jeśli tylko pozwolę sobie na chwilę odpoczynku, wszystko się zawali.

Czego najbardziej się boję? Nietolerancji. Tego, że nie będę akceptowany przez innych. Sukces ułatwia relacje, ale nie chroni przed odrzuceniem.

Czy moja rodzina z łatwością zaakceptowała mój „coming out”? To nie prawda! Musiałem radzić sobie z bardzo ostrymi reakcjami! Czekałem, nie mówiąc nic, aby pokazać, że pozostałem tym samym, tym, którego zawsze znali i kochali. Niektórzy członkowie mojej dalszej rodziny wciąż mnie odrzucają. Doszedłem jednak do wniosku, że to ich problem, nie mój.

W rzeczywistości, aby się uspokoić, muszę stać nad urwiskiem albo na scenie. Innymi słowy, muszę czuć się zagrożony!

Po czym poznać, że kłamię? Kiedy zaczynam zdanie od „OK super!”, Oznacza to, że tak naprawdę nie zgadzam się z tym, co mi się proponuje.

BlackBook

W życiu prywatnym jestem dosyć zamkniętą osobą i nie byłbym w stanie powiedzieć nawet połowy tego, o czym mówię w moich tekstach.  Chyba dlatego kiedy byłem młodszy miałem wrażenie, że jestem małomówny.  Czułem się inny. zacząłem pisać piosenki, ponieważ mogłem w nich powiedzieć wszystko, co tylko chciałem. Robię tak do dzisiaj. 

Kiedy piszę piosenkę, to tak, jakbym przeglądał się w lustrze , muszę być równie szczery jak sam ze sobą. Jest w tym coś intymnego.  Kiedy zaczynam śpiewać ją na koncercie, coś się zmienia.  Mogę ją lubić albo nie – ale ona już nie jest moja.  Jest teraz czymś innym, czymś na co nie mam wpływu. 

TimeOut Shanghai

Kiedy byłem mały moja mama zawsze zabierała nas na wakacje w różne ciekawe miejsca.  Jeśli tylko mieliśmy wystarczającą ilość pieniędzy, nigdy nie spędzaliśmy wakacji na plaży. Pierwszy raz pojechałem do Chin w 1996. Moje trzy siostry  mówią biegle po mandaryńsku. Przez wiele lat mieszkały w Pekinie i to jest jeden z powodów, dlaczego spędziłem tam sporo czasu. Zawsze coś nas pchało do odkrywania nowych miejsc. Może dlatego, że tak naprawdę moja rodzina nie ma miejsca, do którego naprawdę przynależy.

Bardzo lubię pracować z moją mamą. To ona zaczęła pokazywać mi kreacje nowego zespołu z Maison Valentino. Nie było w nich tego sztucznego pretensjonalizmu, jaki jest obecny w modzie. Powiedziałbym w skrócie, że nie pachną, jakbyś się oblał całym flakonem perfum. 
Im zależy na tym, by strój opowiadał historię. Więc rozwinęliśmy temat i od kilku lat noszę Valentino. Noszę też Valentino Cuture, który jest linia męską i tak naprawdę nie istnieje. Nasze stroje opowiadają historie, a to odzwierciedla się również na okładce płyty („No Place in Heaven”), którą zaprojektowałem z moją siostrą i w dekoracjach scenicznych.

Nie raz jakiś podpity Irlandczyk chciał mi dać po gębie, bo myślał, że się z niego nabijam…. Ale ja już tak mam, że łapię akcent osoby, którą słyszę.  Co śmieszniejsze, jeśli jestem w dobrym nastroju łapię akcent z otoczenia. A kiedy jestem zły, mój angielski akcent staje się mocniejszy, a nawet przesadzony.

Moje relacje z matką są dosyć brutalne. Jesteśmy sobie bliscy, świetnie się rozumiemy, ale od kiedy miałem 12 lat bardziej przypominały relacje między dorosłymi ludźmi. Musiała być dla mnie twarda, bo przeczuwała katastrofę. Kiedy miałem 15 lat powiedziała mi: „Albo skończysz w więzieniu, martwy albo sławny”. 

Windy City Times

W szkole byłem nękany codziennie, godzina za godziną. To było okropne. Nienawidziłem szkoły i większości mojego okresu szkolnego. Zawsze mną poniewierali. O co im chodziło? Trzeba być głupim ignorantem, żeby tak robić. Zwłaszcza, jeśli chodzi o coś czego się nie wybiera, czego nie możesz zmienić. Jakim trzeba być kretynem, by to robić! A jeśli nauczyciele chcą ci pomóc, nigdy nie zajmą się tym, który nęka, nigdy nie powiedzą mu, co naprawdę o nim sądzą. Do dupy z takim podejściem! Dlaczego nie wstaną i nie powiedzą: „Jesteś skończonym idiotą, bo…” Zawsze wybierają łagodne sposoby. A nękanie nie jest łagodne. Całe to gówno sprawiło, że zapragnąłem stworzyć mój własny świat. Chciałem stać się kimś innym. Dlatego zacząłem pisać piosenki, w których mogłem być kim tylko chciałem.

Z jednej strony nienawidzę tej części mojego życia, ale z drugiej strony to ona sprawiła, że jestem tym, kim jestem. Lubię siebie takim jakim dziś jestem. Czy stałoby się tak bez tego doświadczenia?  Teraz to nie ma znaczenia, bo wszystko dobrze się skończyło. Miałem dobrą rodzinę i ich wsparcie. Gdyby nie to, byłbym skończony. 

Revolart

W dniu 11 grudnia 2013 roku Mika został zaproszony na Uniwersytet Ekonomiczny Bocconi w Mediolanie, gdzie wygłosił referat, który miał dotyczyć ogólnie pojętego marketingu. Oto co Mika powiedział:

Ostatnie dwa lata zmieniły moje życie, stałem się prawie ofiarą ludzi wykonujących wasz zawód, albo zawód, który chcecie w przyszłości wykonywać. O mało mnie nie zniszczyli.

Niektórzy z was znają mnie jako muzyka, inni jako jurora w programie telewizyjnym, a niektórzy z was w ogóle mnie nie znają. Nazywam się Mika i tak naprawdę nie jest to moje nazwisko, mam na imię Michael Holbrook Penniman Jr …  Mam 30 lat. W styczniu będę w Los Angeles, aby rozpocząć pracę nad moim czwartym albumem, i to jest naprawdę wszystko, co mam w życiu, to jest dla mnie najważniejsze.

Obecnie jestem sędzią we włoskim X Factor, jestem jednocześnie trenerem we francuskim programie i mam firmę projektową, którą założyłem z moją siostrą 8 lat temu: to dużo rzeczy na raz i o dziwo, nigdy nie byłem bardziej podekscytowany, aby wejść do studia i nagrać płytę. Na początku mojej kariery zrobiłem coś przeciwnego do tego, co wy powinniście zrobić. Byłem bardzo zamknięty i miałem własną wizję idealnej strategii marketingowej, aby chronić mnie przed oczami mediów i społeczeństwa. Myślałem, że to da mi jakąś wolność. Teraz zdałem sobie sprawę, że całkowicie się myliłem. Przez izolację, która, jak sądziłem, miała chronić moją muzykę, faktycznie o mało nie zrobiłem sobie krzywdy. Stałem się bardziej uzależniony od manipulacji mojej wytwórni płytowej. Uważam, że bardzo ważne jest, aby marketingowiec ochraniał osobę, która przechodzi transformację od nieznanego artysty do komercyjnego sukcesu. Mój pierwszy album został zrealizowany w 2007 roku, ale moja kariera w śpiewaniu rozpoczęła się, gdy miałem 11 lat. Zostałem wydalony ze szkoły i po roku nie robienia niczego poza treningiem z rosyjską nauczycielką śpiewu, która biła mnie, gdy nie robiłem czegoś poprawnie, dostałem pracę.

Miałem i nadal mam bardzo dużą dysleksję, która sprawia, że nie potrafię czytać muzyki. Jako chłopiec specjalizowałem się w dwóch rzeczach: grałem i nagrywałem muzykę współczesną, a równocześnie byłem specjalistą od nagrywania najgorszych reklam, jakie kiedykolwiek słyszeliście; naprawdę były gówniane, uwierzcie mi! Tego samego dnia, kiedy wychodziłem ze szkoły, nagrywałem japońską pieśń z dwiema różnymi orkiestrami, a potem dżingiel do reklamy mleka albo dla British Airways lub gumy do żucia Orbit. Fakt, że nie mogłem czytać muzyki sprawiał, że skupiałem się na robieniu obu rzeczy w ten sam sposób; mimo, że to były dwie różne prace. Zarabiałem trochę pieniędzy i nie ma nic brudnego w zarabianiu pieniędzy, jeśli tylko dobrze się przy tym bawisz.  Tylko ludzie, którzy zarobili bardzo dużo pieniędzy mówią ci, że zarabianie pieniędzy jest brudne.

W końcu przeszedłem mutację. Shit happens. I  dzięki Bogu, że to się stało! Po kilku tygodniach straciłem pracę i postanowiłem rozwiązać ten problem, pisząc piosenki i wysyłając dema jak szalony. Nie zaskoczyło mnie to, że zostałem kompletnie zignorowany, więc powiedziałem: „Będę śpiewakiem operowym”. Chodziłem na przesłuchania na każdą uczelnię muzyczną i byłem odrzucany na pierwszym castingu. Rozczarowany w końcu dostałem się do London School of Economics i poszedłem na mój pierwszy dzień.

Miałem pierwsze zajęcia i wydałem 495 funtów na podręczniki. Leżały przede mną, a ja myślałem, że to koniec mojego życia, jakie znałem odkąd skończyłem 11 lat. Moje marzenie o pozostaniu w biznesie muzycznym skończyło się. Miałem chwilę paniki i po dwóch godzinach zostawiłem książki na stole,  opuściłem LSE i już nigdy tam nie wróciłem. Poszedłem do Royal School of Music, gdzie przez cztery godziny stałem na zewnątrz i czekałem na szefa studiów wokalnych, który mnie kiedyś odrzucił. Poszedłem za nim do jego samochodu, a potem błagałem go, prawie płacząc, o drugie przesłuchanie. Potrzebowałam tego! Powiedziałem mu, że opuściłem LSE. Byłem elegancko ubrany, bo uważałem, że ludzie tak się ubierają pierwszego dnia w college’u, ale właściwie nikt inny się tak nie ubrał: byłem jedyny w garniturze i krawacie, myśląc, że to było coś, co robią normalni ludzie, kiedy idą na uniwersytet.  Ale oni wzięli mnie za dziwaka. W końcu zgodzili się na kolejne przesłuchanie, prawdopodobnie dlatego, że byłem taki dziwny i na koniec dali mi roczny okres próbny.

Gdy tylko dostałem roczny okres  próbny, zacząłem dostawać role muzyczne. Łapałem się wszelkich możliwych sposobów, aby nie zostać wyrzuconym, więc zrobiłem poszukiwania i odkryłem, że rząd chroni ludzi niepełnosprawnych. Dysleksja nie jest czymś, co możesz udawać. Możesz łatwo udowodnić, że jest prawdziwa, więc dostałem papier, który zaniosłem do dziekanatu i powiedziałem: „Teraz nie możecie mnie wydalić, ponieważ dałem wam  ten dokument”. Nie wyrzucili mnie, ale nie zdałem wszystkich egzaminów teoretycznych, ale dzięki moim papierom nie musiałem płacić za półtora roku studiów. Zamiast tego wykorzystałem te pieniądze, by polecieć do Miami.

Była tam dziewczyna, która chciała ze mną pracować i tworzyć ze mną muzykę. Miała na imię Jody. W Miami Jody i ja żebraliśmy o wypożyczenie nam studia nagrań, a w zamian dawaliśmy nasze głosy. Jody również tłumaczyła teksty. Ogólnie mówiąc Jody i ja prostytuowaliśmy się, żeby mieć wstęp do studia. Tak naprawdę nigdy nie mieliśmy pieniędzy, więc wchodziliśmy do studia od 8 wieczorem do 3 rano. Nie byłem w stanie prowadzić samochodu, więc zawarliśmy umowę z Jody, że będzie po mnie przyjeżdżać a  potem zostawiać na stacji benzynowej w północnym Miami na rogu ulicy, która nie jest zbyt przyjemna o trzeciej nad ranem.

To tu poznałem Caroline. Była prostytutką koło pięćdziesiątki. Całą noc czekała na klientów, ale tak naprawdę nie znajdywała ich wielu. Zafascynowałem się nią.  A właściwie fascynowała mnie jej niesamowita siła. Pewnego dnia zniknęła i nigdy więcej jej nie widziałem. Napisałem kilka piosenek jej dedykowanych, jedną z nich była „Love Today”. Kilka lat później dostałem nominację do Grammy za piosenkę, która została napisana o prostytutce. To nie jest zabawne, ale to szczera prawda. Prawda była taka, że Jody i ja prostytuowaliśmy nasze głosy i umysły dla pewnych okropnych firm. Nienawidziliśmy tego, ale musieliśmy mieć czas w studio. Różnica między moim życiem a życiem Caroline polegała na tym, że ja byłem na początku mojej podróży, a Caroline była wyraźnie na jej końcu. Caroline pozostanie dla mnie symbolem moich pierwszych lat. 

Wróciłem do Londynu z nowymi piosenkami, pewny siebie, bez wstydu, gotowy na bitwę. Miałem dość odrzucenia za brak odpowiedniego wyglądu czy brzmienia, które było zbyt inne.  Postanowiłem przejąć kontrolę i wraz z moją siostrą Yasmine stworzyłem swój własny świat. Moja idea była prosta: jeśli problem polegał na tym, że nie pasowałem do obecnego świata ludzi, to po prostu stworzyłem swój własny świat i zapraszałem ich do niego. Z tą estetyką pracuję do dziś.

Obecnie liczba artystów, którzy mogliby mieć możliwość większego wejścia na rynek, jest niewielka. Jestem teraz artystą w mniejszości, branża przeżywa kryzys. Jestem uzależniony od ilości emisji w stacjach radiowych i od sprzedaży na całym świecie: jestem sumą wszystkich moich rynków. Mój potencjał jest zagrożony bez większego międzynarodowego zaangażowania.

W zeszłym roku wydałem album zatytułowany „The Origin of Love”, który nie był zbyt dobry dla radia, ale mnie to nie obchodziło, ponieważ wiem, że kariera nie polega w 100% na bieganiu od jednej stacji radiowej do drugiej. Bez radia moja międzynarodowa promocja z Universalem zaczęła topnieć. Szybko rozpocząłem własną promocję, szukałem sponsorów; od pasty do zębów w Indonezji do logo stacji radiowych drukowanych na biletach na koncerty w Europie.

Postanowiłem, wspiąć się na Himalaje przy temperaturze -20 ° C. Podczas jednej nieprzespanej nocy, w mroźnym chłodzie, podjąłem decyzję, która faktycznie zmieniła mój rok 2013: obiecałem sobie, że nie dam się odsunąć na bok i będę pracował bardzo ciężko, ponieważ jestem dumny z muzyki, którą tworzę.

To jest pierwszy rok, w którym nie czekam, aż Universal powie mi, że mogę kontynuować i promować moją płytę.

Chcę dedykować ten wykład sile, którą miała Carolie, która przełożyła się na coś bardzo pozytywnego w moim życiu: na odwagę, brak wstydu, konsumpcję, kreatywność, popularność i wiarygodność. Te słowa nie są przeciwieństwami, mogą współistnieć, a jeśli chcecie nazywać mnie prostytutką, to mi to nie przeszkadza, ale wtedy wy wszyscy jesteście alfonsami.

Prostytutki zawsze były muzami dla artystów, od Traviaty po Roxanne. Freddy Mercury mówił, że wszyscy jesteśmy muzycznymi prostytutkami i całkowicie się z tym zgadzam. Ale najlepszy cytat o prostytucji pochodzi od Winstona Churchilla. Był kiedyś na przyjęciu koktajlowym i zapytał pewną kobietę o prostytucję: „Jeśli powiem, że dam pani 5 milionów funtów za przespanie się  ze mną, czy zgodziłaby się pani na to”? A ona mówi: „Cóż, za 5 milionów funtów moglibyśmy porozmawiać o warunkach”. A potem Churchill mówi:” Jeśli dam pani 5 funtów, to przespałaby  się pani ze mną”? , A kobieta na to: ” Za kogo pan mnie bierze”?!  A Winston Churchill odpowiada:” Już ustaliliśmy jakim rodzajem kobiety pani jest, teraz porozmawiajmy o cenie”.

http://revolart.it/in-honour-of-a-miami-prostitute-this-is-not-a-story-about-a-hooker-this-is-a-story-about-mika-and-life/

.

Paris Match

Wywiad z Paris Match z 4 grudnia 2015 na temat filmu animowanego „Prorok” („Prophete” – do którego Mika podkład głos w wersji francuskiej)

Jakie wrażenie zrobiła na tobie książka Khalila Gibrana „Prophete”?

Mika: Kiedy jako dziecko poznawałem „Proroka”, myślałem, że to opowieści kogoś z mojej rodziny; rodziców, wujka. W końcu zrozumiałem, że oni czerpali właśnie z tej książki. Przeczytałem ją ponownie w całości zanim zabrałem się do pracy nad filmem. Powiedziałem sobie: ciekawe, teraz wreszcie rozumiem to wszystko, co mi opowiadano przez całe moje dzieciństwo.

Podkładając głos, ożywiłeś swoją postać…

Mika: Żeby ożywić postać, potrzeba bardzo dużo dyscypliny. Miałem pozostać sobą, ale równocześnie stać się kimś innym. To było dziwne uczucie. Nie jestem aktorem, nie jestem kimś, kto wciela się w inną postać. Ale… nawet jeśli nie jestem aktorem, jestem kameleonem. Ponieważ muzyk, musi być również kameleonem. Musi się zmieniać, przystosowywać. Czytałem wywiad z Mickiem Jaggerem i on powiedział, najważniejszą rzeczą dla kogoś, kto występuje na scenie, to bycie jak kameleon. Trzeba zmieniać się przy każdej piosence, przy każdej publiczności.

Salma Hayek nie mogłaby ci pomóc w aktorstwie?

Mika: Salma mi nie pomogła. Powiedziała mi: słuchaj, chcę, żebyś zrobił ten film. A ja na to: czy ty zwariowałaś? Dlaczego mam to zrobić? W wersji oryginalnej, to Liam Nisson podkłada głos. Jak można mnie porównywać z Liamem Nissonem? W końcu zrozumiałem, że ona wcale nie chciała, żeby wersja francuskojęzyczna była idealną kopią oryginału. Ona chciała stworzyć coś kompletnie innego.

Jak rozumiesz ostanie zdanie, które wypowiadasz w filmie: „Kiedy żegnasz się z przyjacielem, nie powinieneś płakać”?

Mika : To przykład tej prostoty, tej mądrości, którą znajdujemy w książce. Prorok jest przekonany, że trzeba zniszczyć to wszystko wokół siebie, co zbudowaliśmy, żeby się chronić. Stąd ta myśl, że kiedy trzeba się rozstać, kiedy trzeba się pożegnać, powinniśmy cieszyć się i świętować to, co przeżyliśmy z tą osobą. To może być przyjaciel, to może być ukochana osoba, członek rodziny. To nie ma znaczenia. Kiedy tracimy kogoś, to czy zawsze myślimy o nim z melancholią, ze smutkiem, z bólem? Czy może powinniśmy wypełnić nasze dni radosnymi wspomnieniami.  Uważam, że ta druga opcja jest lepsza.

Zwiastun do francuskiej wersji „Proroka” z głosem Miki.

.

Vulture

V: Dużo podróżowałeś, kiedy byłeś młodszy. Czy muzyka zawsze była ważną częścią twojego życia?
Mika: Zawsze tak było. Od kiedy skończyłem 7 lat śpiewałem i nagrywałem taśmy ze składankami muzycznymi podzielonymi na emocje. Były taśmy radosne, smutne, do tańca. Nie ważne było, kto śpiewał. Chodziło tylko o to, jak się czujesz słuchając tej muzyki.

V: Twój styl wokalny był często porównywany do Freddiego Mercurego. Czy miałeś idoli muzycznych, kiedy dorastałeś?
Mika: Nigdy nie miałem żadnych idoli. Nigdy nie miałem żadnych plakatów na ścianie, nic.

V: Miałeś puste ściany?
Mika: Zawsze miałem puste ściany. Jako dziecko usuwałem wszystko ze ścian. Większość dzieci wiesza na ścianach różne rzeczy. Jako dziecko czyściłem swoje ściany. Moja rodzina uważała, że ​​to dziwactwo.

V: Nowy album jest hołdem dla dojrzewania. Jaki byłeś jako nastolatek?
Mika: Byłem dość introwertyczny. Nigdy nie czułem się na tyle pewnie, żeby komuś powiedzieć coś prosto w twarz. Jeśli spojrzysz na większość osób, które zajmują się muzyką pop, to okaże się, że często są to samotnicy – ponieważ idea populistycznej formy sztuki, którą możesz stworzyć, jest atrakcyjna dla kogoś, kto niekoniecznie był popularny, gdy był młodszy.

V: Opisałeś ten drugi album jako „dorastanie po raz drugi”. Czy możesz to rozwinąć?
Mika: Drugi album określa, jaka będzie reszta twojej kariery. A kiedy twoje życie zmienia się tak samo jak moje, szczególnie w związku z ilością koncertów, które robiłem, zmienił się kontekst tego, co robię. Jeśli robisz coś po raz pierwszy, nie masz żadnego kontekstu. Za drugim razem zaczynasz rywalizować z samym sobą. Zdecydowanie jest to jak dojrzewanie.

V: Na tym albumie odszedłeś od opowiadania historii i piszesz więcej w pierwszej osobie. Czy to była duża zmiana?
Mika: Było to dla mnie trochę trudniejsze, ale było to coś, co musiałem zrobić. Chciałem pisać o postaciach i mieć możliwość pisania w pierwszej osobie. Ale nawet kiedy piszę w pierwszej osobie, wyobrażam sobie siebie jako postać z kreskówki i piszę z tej perspektywy. I to pomaga. To wyolbrzymia prawdziwe życie, upraszcza emocje i sprawia, że ​​rzeczy stają się bardziej wyraźne.

V: Twoje utwory są dość obrazowe. Kiedy piszesz, wizualizujesz?
Mika: Absolutnie. Wszystko co jest tylko napisane nie ma dla mnie żadnego sensu. Bardzo źle szło mi w szkole, dopóki nie wymyśliłem techniki uczenia się wszystkiego z taśmy. Więc nagrywałem, albo dostawałem audiobooki z moimi podręcznikami. Albo nagrywałem lekcje i uczyłem się wszystkiego, słuchając. Nie używałem książek. I wtedy moje stopnie nagle wystrzeliły w górę. Wszystko, co robię, jest bardzo wizualne i bardzo dźwięczne. Nie umiem czytać nut ale dużo rysuję, kiedy piszę teksty.

.

Le Monde – Mika: W szkole byłem kosmitą.

Artykuł z dnia 9/02/2019

„Le Monde” co tydzień zamieszcza rozmowę pytając artystów o decydującym momencie ich życia. W tym tygodniu wokalista Mika opowiada, jak muzyka stała się niezbędna w jego życiu między Bejrutem, Paryżem i Londynem, i zawsze towarzyszącej mu rodziny.

Autor piosenek i wykonawca euforycznego popu, sprzedał ponad 10 milionów płyt na całym świecie od czasu sukcesu swojego pierwszego albumu „Life in Cartoon Motion”. 35-letni libański wokalista od 9 lutego po raz kolejny będzie jednym z członków jury TF1 „The Voice” i wkrótce wyda piąty album.

Nie byłoby mnie tutaj, gdyby …

Gdybym nie był lunatykiem. Od siódmego roku życia do początku okresu dojrzewania nocami przestawiałem meble w mieszkaniu. Wychodziłem nawet na ulicę, a moi rodzice nie zdawali sobie z tego sprawy. Kiedyś śmieciarze przywieźli mnie z powrotem do domu w piżamie i skarpetkach. Moja mama zaczęła blokować drzwi mojego pokoju. Ten somnambulizm był magią w moim codziennym życiu. Nie kontrolując niczego, pozwalając nieświadomości prowadzić mnie bez myślenia o konsekwencjach – tak stałem się osobą i artystą, którym jestem. Bycie nieprzytomnym jest mi potrzebne do przetrwania.

Zanim poznaliśmy Mikę, urodziłeś się jako Michael Holbrook Penniman w 1983 roku w Libanie w chrześcijańskiej rodzinie Maronitów, zmuszonej do schronienia się przed wojną we Francji w rok po twoim urodzeniu…

Życie codzienne w Bejrucie stało się bardzo trudne i niebezpieczne. Pewnej nocy połowa mieszkania została zniszczona przez bombardowanie. Moja matka jest Libanką, a mój ojciec jest Amerykaninem, który urodził się w Jerozolimie, wychował się w Kairze, w Waszyngtonie, w Londynie … Rodzice najpierw wyjechali na Cypr, a potem wybrali Paryż, ponieważ Francja współpracowała z Libanem. Moja mama nauczyła się francuskiego.

Jakie wspomnienia zachowałeś z okresu paryskiego?

Bardzo szczęśliwego dzieciństwa. Mieszkaliśmy w 16 dzielnicy, na placu Lamartine. Mój ojciec miał bardzo dobrą posadę w finansach. Uczęszczałem do małej prywatnej szkoły Cours Victor-Hugo. W domu był Paryż-Bejrut. Jedzenie było francusko-arabskie. Wiele osób przeczekało u nas do końca wojny. Żyliśmy w takim trochę zawieszeniu.

Moja mama szyła ubrania dla dzieci. Pracownia była w jadalni i w salonie. Ponieważ miała wiele zamówień z domów towarowych, nawet późno w nocy można było usłyszeć hałas maszyn do szycia. Mama zabierała nas ze sobą do Sentier (dzielnica tekstylna w Paryżu) i mieliśmy prawo wybrać sobie materiały, z których potem szyła nam ubrania. Moje szorty, koszule, moje muszki były sposobem na wyrażanie siebie, to była zabawa. W Boże Narodzenie musieliśmy zrobić prezenty własnoręcznie, a nie kupować – zresztą i tak nie mieliśmy kieszonkowego. Kreatywność była na porządku dziennym. Tak żyliśmy. A muzyka była częścią tego życia.

No właśnie, w jaki sposób narodziła się ta pasja do muzyki?

Miałem lekcje gry na fortepianie u bliźniaczek, starszawych pań, które ciągle jadły ciastka. Siedziały po obu moich stronach: jedna zajmowała się prawą ręką, a druga lewą ręką. Wszystko było w porządku, czytałem muzykę, zacząłem grać …

W naszym mieszkaniu, gdzie toczyło się intensywne życie, muzyka towarzyszyła nam od rana do wieczora. Moja mama, szwaczki, wszyscy śpiewali piosenki Niny Simone, Boba Dylana, Joan Baez, Georgesa Moustaki, Jeana Ferrata, Gainsbourga, Rolling Stones, Fairouza, Oum Kalthoum … Muzyka stała się dla mnie oczywistością. Miałem pudełka wypełnione kasetami, które nagrałem. Robiłem „playlisty” posortowane według emocji i kolorów – ponieważ czułem kolory muzyki: czerwony, zielony. Kiedy zaczęło źle się dziać, jeszcze głośniej słuchaliśmy muzyki.

Co się stało?

Mój ojciec został wysłany przez bank w podróż służbową do Kuwejtu. Akurat trafił na inwazję Saddama Husseina na Kuwejt podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej i był przetrzymywany w ambasadzie Stanów Zjednoczonych przez osiem miesięcy. Nie mieliśmy z nim kontaktu, tylko od czasu do czasu przychodził faks. Stabilność, którą znaliśmy z moimi siostrami, rozpadła się.

Kiedy mój ojciec wrócił, brodaty, wychudzony, jego oczy się zmieniły. Nie nazywaliśmy już go „tata”, tylko „Mike”. Nie wiem dlaczego. Po traumie, której doznał, miał kłopoty. Został zwolniony. Straciliśmy wszystko. Nauczyłem się jak postępować z komornikami: kiedy dzwonili do drzwi, mówiliśmy, że w domu nie ma dorosłych, że nie możemy otworzyć obcym. Ale podczas czwartej wizyty widziałem, jak zabierają wszystko z domu, nawet czerwoną kanapę, na której siedziałem. Nigdy nie wybaczę systemowi, który na to pozwala. Na inwazję świętego miejsca, jakim jest dom. Nic nie usprawiedliwia takiej krzywdy…

Jak zareagowali twoi rodzice?

Mój ojciec stawał się coraz cichszy. Moja mama, coraz bardziej zdeterminowana. Pewnej nocy spakowaliśmy się do Toyoty Previa i pojechaliśmy do Londynu. Wylądowaliśmy w hotelu typu bed & breakfast. Miało to trwać dwa tygodnie, spędziliśmy tam dwa lata. Kiedy mój ojciec nie zarabiał wystarczająco dużo, moja mama pracowała gotując.

W wieku 8 lat zacząłeś uczęszczać na zajęcia do Liceum Francuskiego w Londynie. Byłeś tam ofiarą nękania, o czym opowiadałeś pod koniec 2018 roku, podczas narodowego dnia przeciwko tej pladze (nękaniu w szkole) … (zajrzyj do zakładki „Działalność społeczna”)

Miałem problemy, ponieważ nagle stałem się dyslektykiem. Zapomniałem co to solfeż, a nawet jak czytać i pisać. Wszystko wyparowało! Mówiłem po angielsku z paryskim akcentem. Nosiłem moje różowe szorty, żółte ogrodniczki w kropki, muszkę uszytą z tego samego materiału. W Paryżu, kiedy towarzyszyłem mamie na pokazach mody, fotografowano mnie. W Londynie byłem kosmitą! Nauczycielka, która zawsze nosiła fioletowy płaszcz i czarny kapelusz, wybrała mnie wraz z dwoma innymi uczniami na ofiary swoich frustracji. Kazała mi wchodzić na krzesło i upokarzała mnie, mówiąc przed wszystkimi, że jestem głupi, leniwy, że wszystko, co chciałem, to bawić się – na szczęście, to mi zostało! Pisała okropne wiersze o nas, które musieli recytować inni uczniowie.

Przestałem mówić, chciałem stać się niewidzialny, zniknąć stamtąd. W domu też prawie nie mówiłem, nie słuchałem już muzyki. Moi rodzice nie rozumieli tego. Aż pewnego dnia moja siostra Paloma przyniosła mój tornister do klasy i słyszała, jak nauczycielka do mnie mówi. Mój ojciec przyszedł, powiedział nauczycielce, że wie o tym co powiedziała, a ona zasłabła. Zostałem zwolniony przez dyrektora. Wracałem do domu skacząc i śpiewając: „Wiedźma nie żyje”! Miałem na myśli obraz nikczemnej czarownicy z „Czarnoksiężnika z krainy Oz”, która topniała po zetknięciu z wodą.

Co robiłeś, kiedy nie chodziłeś do szkoły?

Szedłem do parku z trzema paniami: Hiszpanką, Libanką i Marokanką, które spędzały czas w domu, popijając herbatę i śpiewając. Potem moja mama sprowadziła nauczyciela fortepianu, który właśnie przyjechał z Rosji. Mówił niewiele i czuć było od niego pot, który pojawia się po godzinach gry na pianinie. Kiedy zdał sobie sprawę, że nie mogę czytać nut, jego twarz się zmieniła.

W następnym tygodniu przysłał swoją żonę, by go zastąpiła. To była śpiewaczka operowa, która wyglądała, jakby pochodziła z lat dwudziestych XX wieku, z wysokim, haftowanym kołnierzem. Miała mi dawać lekcje gry na pianinie, ale tak naprawdę nie robiła tego. Zaczęła śpiewać pieśni, a ja śpiewałam razem z nią. Melodie były coraz bardziej skomplikowane, aż skończyło się na pieśniach Schuberta, Brahmsa, Brittena.

Trzy miesiące później dostałem pierwszą pracę. Mając 9 lat byłem chórzystą w Royal Opera w „Frau ohne Schatten” Richarda Straussa. Teatr! Covent Garden! To magiczne pudełko pełne czerwieni, złota, gdzie ludzie śpiewają, gdzie ludzie nie pracują w banku, nie chodzą do szkoły, wchodzą na scenę i czas szybko mija. Zdecydowałem, że to właśnie chciałem robić.

Ale po kilku miesiącach musiałeś wrócić do szkoły?

Tak, ponieważ dzieci z małej szkoły, która znajdowała się obok mojego domu widziały mnie bawiącego się codziennie w ogrodzie z moimi dwoma królikami i słyszały, jak śpiewam. Poszły poskarżyć się dyrektorowi. To było nie do przyjęcia, że tylko się bawiłem! Dyrektor kazał mi przeliterować kilka słów i zobaczył, że mam z tym problem. Wróciłem do szkoły, ale moja mama wynegocjowała układ. Traktowali mnie łagodniej i mogłem kontynuować muzykę.

W bardzo młodym wieku zostałeś przyjęty do Royal College of Music. Jak udało Ci się przejść od muzyki lirycznej do muzyki pop?

Royal College był moim marzeniem. Tamtejsza kakofonia dźwięków przypominała mi salon mojej mamy w Paryżu. Ale zdałem sobie sprawę, że nie jestem tak dobry jak inni śpiewacy operowi. Musiałem więc napisać własny materiał. Za pieniądze, które zarobiłem jako kelner i z pomocą innych studentów, stworzyłem demo piosenek pop. Na przykład w „Happy Ending”, śpiewa Ida Falk Winland, która stała się wielką śpiewaczką operową. Pisałem, pisałem, pisałem.

Zacząłem nagrywać piosenki już w wieku 11 lat. W zamian za muzykę, którą stworzyłem dla reklamy, poprosiłem o kilka godzin dostępu do studia nagrań. Później poszedłem do biura Sony, EMI, Warner, z moim „ghetto blaster” (radio kasetowe z 1970-1980 słynące z ogromnych rozmiarów). Przekazałem moje piosenki sekretarce, która nie miała pojęcia, co z tym zrobić i wysłała mnie do innej sekretarki. Tak przeszedłem wszystkie piętra wytwórni. Zawsze jednak przychodził moment, kiedy otrzymywałem list odmowny od wytwórni z ich logo obok mojego nazwiska. Byłem wtedy dumny, istniałem!

Po tych wszystkich odmowach, jak zaczęła się twoja kariera?

Ponieważ nikt nie chciał podpisać ze mną kontraktu, wróciłem do głównego warsztatu: do domu. Moja mama uszyła mi ubrania, zmieniłem „C” w imieniu Mica na „K” bo to dodawało energii. Z moją siostrą Yasmine zrobiliśmy okładkę. Zrobiliśmy zdjęcia „Olympusem” mojej mamy, przeprowadziłem wywiad z samym sobą. Umieściliśmy to wszystko w wielkim czarnym kartonowym pudełku, obwiązanym czerwoną wstążką, jakby był to kolekcjonerski zestaw płyt. I wysłałem to do wszystkich głównych wytwórni.

Trochę to trwało zanim szef Universala w Anglii spotkał się ze mną w hotelu. Poprosił mnie, bym usiadł do fortepianu i zaśpiewał. Półtorej godziny później złożył mi ofertę. Mój pierwszy singiel „Grace Kelly”, to piosenka wyrażająca moją wściekłość na wszystkich tych ludzi w branży muzycznej, którzy mnie nie chcieli!

Wydany w 2007 roku twój pierwszy album „Life in Cartoon Motion” sprzedaje się w 7 milionach egzemplarzy na całym świecie, w tym ponad milion we Francji. A kończysz w Parc des Princes przed 50 000 widzów, w lipcu 2008. Jak sobie poradziłeś z tym olśniewającym sukcesem?

Śpiewałem i niczym się nie przejmowałem. Wciąż wykonywałem swoją pracę, którą zacząłem wcześnie. Z tą samą drużyną, rodziną i przyjaciółmi. Mniej się bałem w Parc des Princes niż w operze: bo to była moja własna muzyka, to było święto!

Twój ostatni album „No Place in Heaven” pochodzi z 2015 roku. Czy wydasz w tym roku swój piąty album?

Tak. Zajęło mi to rok dłużej niż poprzednie płyty. Piszę teksty, muzykę, współprodukuję, robię plakaty z moją siostrą, wszystko jest robione ręcznie. Przemysł muzyczny bardzo się zmienił w ostatnim dziesięcioleciu wraz z trendami miejskimi. Bardziej niż kiedykolwiek, muszę podążać za moimi pragnieniami, pracować nad melodią, opowiadać na mój własny sposób historię obrazami, postaciami, kolorami. Historie czasami bajkowe, czasami wyjątkowo ciemne, brudne, bolesne … Chcę stworzyć świat, w którym można się zagubić przez półtorej godziny.

Jesteś jurorem programu „The Voice” od 2014 roku. Co daje ci telewizja?

Podoba mi się ten sposób mówienia o muzyce. Tak jak w pubie, kiedy rozmawiamy z przyjaciółmi o tym, czego słuchamy. Interesuje mnie także rozwijanie czyjegoś potencjału przez krótki i intensywny okres. Gdyby tego rodzaju show istniał, kiedy próbowałem się przebić, byłaby to dla mnie opcja. Ale nie jestem pewien, czy poradziłbym sobie. Podczas wszystkich przesłuchań, które przeszedłem, byłem zawsze jednym z pierwszych, którzy odpadali. Nie jestem wystarczająco dobry, aby interpretować piosenki innych.

Twój syryjski dziadek ze strony matki wyemigrował do Stanów Zjednoczonych w 1918 roku. Twoi rodzice przybyli z tobą z Libanu … Co sądzisz o losie syryjskich uchodźców próbujących dotrzeć do Europy?

To najważniejsza ludzka historia naszych czasów. Widzieć, że ci ludzie są zredukowani do statystyk, bardzo mnie boli. Nie znam nikogo, kto nie wyciągnąłby ręki do tonącego. Jednak to właśnie robią politycy używając słów.

Mika, Soprano i Jenifer – zdjęcie z The Voice sezon 8

.

„W poszukiwaniu zagubionego światła”- artykuł dla Corriere della Sera, 14/02/2019

Urodzony w Bejrucie i wychowany między Paryżem a Londynem,Mika opowiada o tym, jak Europa stała się jego ojczyzną i dlaczego trzeba jej bronić.

„Nie pozwoliliśmy na to, aby nasze cierpienie nas definiowało, ale nasz opór”. Moja ciotka wyjaśniła mi to, gdy siedzieliśmy w naszym mieszkaniu w szesnastej dzielnicy Paryża. Zapach kawy z dodatkiem kardamonu, z pianką i cukrem, którą piła, mieszał się z zapachem jej oddechu, gdy opowiadała mi o Bejrucie, mieście umęczonym wojną domową, w którym się urodziła. Miałem 7 lat, ona miała 64 lata. Był rok 1990, rok zawieszenia broni. Moja rodzina przeniosła się do Paryża w 1985. Ona dołączyła do nas rok później. Paliła papierosy i powiadała mi historie o Bejrucie „Paryżu Bliskiego Wschodu”, o meczecie na końcu ulicy, o klubie na plaży, gdzie poznała swojego męża i o zakładzie fryzjerskim, gdzie raz uczesali ją w kok a la Elizabeth Taylor. „Był tak piękny, jak Paryż, ale bardziej kolorowy. Zawsze gdzieś wychodziliśmy. Nawet w czasie bombardowań. I tak wychodziliśmy. „

Przez większość mojego życia nigdy nie zadawałem sobie pytania, dlaczego moi rodzice wybrali Francję. Oboje byli obywatelami USA. Ojciec, WASP (biały anglosaski protestant, to termin używany w Stanach Zjednoczonych w odniesieniu do bogatych białych, głównie pochodzenia brytyjskiego) pochodził z Savannah w stanie Georgia, a moja mama była z pierwszej generacji Amerykanką pochodzenia syryjsko-libańskiego. Oboje wybrali Paryż po wcześniejszej ewakuacji na Cypr w środku libańskiej wojny domowej. Nie byli uchodźcami, a ponieważ wszyscy mieliśmy amerykańskie paszporty, mogliśmy z łatwością wrócić, aby tam mieszkać. Dopiero niedawno, kilka lat temu, kiedy przekroczyłem trzydziestkę, zacząłem rozumieć ich wybór. Zrobili to dla nas, dla swoich dzieci, dla mnie.

Opuszczając Bejrut, chcieli mieć inne życie niż to, jakie oferowały im Stany Zjednoczone. Czuli pociąg do pewnego rodzaju kultury, do innego sposobu życia. Mama powiedziała mi, że w Bejrucie jest inne światło, i że chciała, aby część tego światła pozostała w nas, w jej dzieciach, nawet kiedy już tam nie mogliśmy żyć. Wolała światło Paryża od światła Stanów Zjednoczonych.

Rozumiem teraz, że moi rodzice nie wybrali Francji, wybrali Europę, a czyniąc to, uczynili ze mnie Europejczyka. Rozumiem teraz, że światło, które ich przyciągało zrodziło się bezpośrednio z aktu woli stworzenia silnej Unii w latach 50-tych. Ale jej definicja powstała dużo wcześniej, zbudowana na filarach uniwersalności, pokoju i wolności. Od czasów Renesansu artyści i pisarze wspólnie budowali koncepcję Europy.

Artyści z różnych krajów kontynentu podróżowali za pracą, inspirowani ich wzajemną kulturą i siłą artystycznej wymiany. Dzięki swoim pomysłom, nieświadomie powstała kanwa Unii krajów europejskich. Od czasów rzymskich i greckich, wolność nie znająca granic stworzyła najlepszy okres naszych dziejów. Szekspir zainspirowany włoską poezją i literaturą, Ibsen, który mieszkał w Rzymie i zadebiutował swoimi pracami w Niemczech.

„Przenoszenie z kraju do kraju, poprzez języki i wszystko inne, dało mi możliwość zmierzenia się bez lęku, ale z ciekawością i pragnieniem, z kulturami, które nie są moje”.

Woląc Europę od Stanów Zjednoczonych, moi rodzice kierowali się marzeniem, obietnicą. Europejską duszą. Ta europejska dusza jest uniwersalna. Należy ona nie tylko do tych, którzy żyją w Europie, ale do każdego mężczyzny i kobiety na świecie. Oto dlaczego, kiedy jest naprawdę zjednoczona, Europa pomaga nie tylko Europejczykom, ale całej ludzkości. Uniwersalność Europy wykracza poza jej obecny obszar geograficzny.

„I przez Unię , z jej wolnością, braterstwem ludów, zrodzi się empatia dusz, produkt potężnej przyszłości, narodzi się uniwersalność życia ludzkości, a co nazwiemy pokojem Europy” .Victor Hugo, pisarz francuski.

Urodziłem się w Bejrucie, wychowałem się w Paryżu, otrzymałem wykształcenie i zostałem ukształtowany artystyczne w Wielkiej Brytanii. Ogromnie skorzystałem z tej kulturalnej wymiany i możliwości rozwoju i uczenia się w Europie. Przenoszenie z kraju do kraju, poprzez języki i wszystko inne, dało mi możliwość zmierzenia się bez lęku, ale z ciekawością i pragnieniem, z kulturami, które nie są moje. Teraz mieszkam w co najmniej trzech krajach, ale moja tożsamość jest europejska. Technicznie, jak mogę to udowodnić? Nie mam dokumentów. Mam tylko paszport amerykański, ale moja świadomość patriotyczna i moja kultura są związane z Europą.

Nie chcę zaakceptować, że ideologia i Unia, na której zbudowana jest moja filozofia kulturowa i moja tożsamość, może zostać zniszczona lub zdewaluowana. To jest mój patriotyzm, to ja chronię swoją przyszłość i zastanawiam się nad znaczeniem mojej przeszłości. Właśnie to zagrożenie dla mojej tożsamości skłoniło mnie do ponownego rozważenia, czym jest Europa i do ponownej oceny mojej własnej wiary w jej przyszłą wartość. Czuję, że skłaniamy się ku czasom post-nacjonalistycznym.

Muszę przyznać, że sam nie raz podążałem za tym, co nazwałbym antyeuropejską tendencją. Chociaż kocham wiele narodów, które tworzą nasz kontynent, wzdrygam się na zimną i biurokratyczną technokrację reprezentowaną przez Brukselę. Na jej alienujące wewnętrzne mechanizmy polityczne. Oczywiste jest, że sprawy muszą się zmienić, a nierobienie niczego, tylko po to, by zachować ideologię europejską, nie wchodzi w grę.

Europa działa teraz lepiej dla jednych Europejczyków, gorzej dla innych. A czasami nawet nie jesteśmy w pełni świadomi tego, co Europa ma do zaoferowania. Dlatego nigdy wcześniej nie było tak wielkiej potrzeby dokładnego zbadania, czym jest Europa, co ona robi i czego nie robi, co może zrobić i czego nie powinna robić.

Czuję się onieśmielony przez Brukselę i jej biurokrację. I nawet jeśli nie mogę głosować w maju, moja europejska tożsamość chce wiedzieć, czego naprawdę powinniśmy bronić. Obawiam się, że nacjonalizm po prostu zniszczy naszą ideę uniwersalności, redukując ją do zwykłej ideologii.

Wojna określiła część historii mojej rodzinny. Wojna nadal rozdziera nasz świat i rozdziela nas, ludzi. Pojednanie Europy po drugiej wojnie światowej jest niczym niezwykłym. Było to możliwe tylko dzięki odwadze i pewności siebie Europejczyków w latach 50. i 60. XX wieku. Dzięki zaufaniu, które wyleczyło rany i świeciło jak światło. Jest jak to Światło, o którym mówi Todorov i to jest to światło, które łączy Europę.

Światło, które świeciło w epoce Renesansu, w Oświeceniu, w boomie i w optymizmie lat 60-tych, jest światłem narodów, które czuły się pełne mocy, odporne i pewne siebie. Dzisiaj czujemy się mniej pewni siebie i mniej dobrze, niż w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat. Może nie lśnimy tak bardzo, ale nie musimy się skłaniać ku najciemniejszej części naszej europejskiej historii, lat dwudziestych i trzydziestych. W ten sam sposób nie możemy pozwolić nikomu na wykorzystywanie naszych lęków lub braku zaufania. Pokój, jak powiedział Roberto Saviano, „jest największym dziedzictwem tej Europy”. Ja sam, w wieku 35 lat, wyrosłem w Europie pokoju, otoczony słodką i radosną łagodnością, ponieważ pokój, za który inni tak ciężko walczyli, stał się teraz kulturą pokoju, w której żyjemy.

Nasz dom rodzinny, kiedy będąc dzieckiem mieszkałem w Paryżu, znajdował się na trzecim piętrze paryskiej dzielnicy w stylu Haussmanna. Podłogi były nierówne, a ściany białe z gipsowymi listwami, które straciły swój pierwotny kształt i stały się nieostre, pokryte dwudziestoletnimi warstwami białej farby. Architektura całkowicie paryska. Ale w powietrzu unosiły się zapachy i odgłosy odległej kultury, która znalazła dom w Europie. Kawa, kardamon, dym papierosowy zmieszany z aromatem świeżo wyciśniętej pomarańczy i meble pachnące oliwą i cytryną. Wszystkiemu towarzyszy ostry dźwięk strun ze starych kaset Feiruzy, rytm arabskiego bębna i piosenki Houda.

Wypowiadane szeptem rozmowy polityczne miedzy mężczyznami, śmiech kobiet. Ich włosy błyszczące w świetle. Wszyscy połączeni tym światłem, wszystko było w nim zawieszone. Światła, które było w tym mieszkaniu , nie można było znaleźć gdzie indziej. To światło przybywające z innego świata, przynoszone przez tych, którzy nas odwiedzali, miało swoją siłę. Światło pełne mocy, ciepła i delikatności dopełniało całości.

Moja ciotka, nasi przyjaciele, nasi kuzyni, przybyli po to światło, aby je znaleźć, pokazać, ożywić, ale przede wszystkim, w tym czasie walki, wszyscy zebrali się razem, aby ono nie zanikło. To światło, które nas jednoczyło i które znalazło się we mnie, zanim jeszcze dowiedziałem się, czym ono jest i co zrobiło, jest tym samym światłem, o którym mówi Todorov. Światło, które było we mnie i w tobie, w najlepszych momentach historii, to światło, które łączy nas wszystkich jako Europejczyków. Zmiana jest konieczna, ale równie ważne jest zrozumienie tego, czego mamy bronić.

Poniżej link do strony włoskiej, gdzie znajdziecie również zdjęcia rodzinne Miki.

https://www.corriere.it/elezioni-europee/100giorni/mika/

2 myśli na temat “cytaty

    1. Mika nie był łatwym dzieckiem. Jego mama bała się, że Mika albo sobie coś zrobi (przez problemy z rówieśnikami i nauczycielami), albo się stoczy i trafi do więzienia, albo…. i to był plan mądrej matki… wyrośnie z niego artysta! Jak to dobrze, że była konsekwentna i pilnowała lekcji fortepianu, śpiewu, kontroli oddechu itp. Mika sam przyznał, że bardzo bał skończyć w więzieniu i myśl o tym, że może być sławnym artystą i używać sztuki jako broni, pomogła mu przetrwać najtrudniejsze chwile.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.