Wywiady

RADIO FRANCE INTERNATIONAL 22/10/2019 „VOUS M’EN DIREZ DES NOUVELLES”

https://www.radio.fr/p/rfidirezdesnouvelles

Piosenka „Tiny Love”

Q: „Tiny Love” to piosenka, która otwiera twój nowy album słowami : „my name is Michael Holbrook I was born in 1983”. Skąd ten pomysł o potwierdzeniu, przypomnieniu swojej tożsamości?

Mika: To raczej chodziło o przypomnienie po 12 latach kariery.. pod wpływem presji, jaką wywiera przemysł muzyczny, pod wpływem wyzwań, jakie ten biznes stawia. Największym niebezpieczeństwem jest utrata miłości do muzyki. Po 12 latach znalazłem się w sytuacji, kiedy moja opinia i uczucia związane z biznesem muzycznym zatruły moja miłość do muzyki. Musiałem dokonać podziału. A żeby to zrobić musiałem zacząć od siebie samego. Trzeba dokonać resetu tego, kim się jest.

Q: Zacząć wszystko od zera? Zapomnieć o przeszłości?

M: Nie zapomnieć o przeszłości, ale pozbyć się kilku walizek.

Q: Co było zbyt ciężkie, Mika?

M: Wszystko po trochu. Kiedy zaczyna się pracę w tym zawodzie, pisze się piosenki i wszystko jest nowe. Mi pomogło… myślę, że każdy, kto tworzy muzykę zamyka się w pewnego rodzaju kapsule. Najpierw pracujesz u siebie w domu, potem z przyjaciółmi i nagle coś, co wydawało się należeć tylko do nas – mówię tutaj o wszystkich pisarzach kompozytorach i wykonawcach – to wszystko nagle zaczyna być oceniane, zaczyna mieć swoje konsekwencje. Te konsekwencje mogą być komercyjnie pozytywne, ale również dobrze te osoby mogą być rozczarowane. Co jest absurdalne. Tworzymy coś bardzo osobistego, a ma to konsekwencje komercyjne. To taki dziwny układ. Poza tym ja nie rozpocząłem mojej kariery płytą „Live in Cartoon Motion” . Pomysł stania się Miką pisanym przez K powstał jeszcze kiedy miałem 8 lat. To właśnie wtedy zacząłem dostawać pieniądze za moją pracę. Przez pół roku nie chodziłem do szkoły i zacząłem śpiewać zawodowo. I wtedy zaczął powstawać ten związek między mną i Miką. Zacząłem separować się od tej osoby, która występowała na scenie. I żebym mógł wyobrazić sobie moją przyszłość teraz, kiedy mam 36 lat i jednocześnie pozostać autorem przejrzystym, bez kompleksów, potrzebowałem tego odkrycia siebie na nowo. A także pozbycia się kompleksów, abym mógł pozostać wiarygodny w moich utworach. Co wcale nie oznacza, że się sprzedaję. Raczej odwrotnie. Chciałem raczej się chronić moimi albumami. Ponieważ gdybym nie pozostał szczery w moich utworach, to byłoby to marnotrawstwo.

Q: Czy ten „reset”, jak to nazwałeś, udało się osiągnąć idąc śladami twojego ojca w Stanach Zjednoczonych w stanie Georgia? Opowiesz nam o tym?

M: Byłem szkolony przez moją mamę. Byłem przez nią tresowany jak koń bojowy, albo jak koń sportowy. Oczywiście w związku z tym, moja mama zajmowała ważne miejsce w moim życiu. jestem jej oczywiście bardzo wdzięczny. W czasie tworzenia tego albumu wiele rzeczy się działo wokół mnie. Zmarło 5 osób bardzo mi bliskich. Straciłem moją babcię… to były również osoby bardzo obecne w moich tekstach. I kiedy zacząłem zastanawiać się nad moją przyszłością, musiałem wyobrazić ją sobie bez pewnych osób. Musiałem zrozumieć kim jestem z obu stron mojej tożsamości, abym mógł wyobrazić sobie siebie piszącego piosenki w wieku 60 lat. Dlatego postanowiłem odkryć tę część mojego życia, którą trochę zaniedbałem.

Moja mama, z jej libańskim pochodzeniem zajęła dużą część mojego życia w porównaniu z moim tatą, który jest WASP, z rodziną pochodzącą z Savannah/Georgia i jest osobą dyskretną. To taka trochę dziwna mieszanka, ale pasująca do siebie. Postanowiłem zacząć od jego tożsamości, aby dowiedzieć się skąd pochodzę, aby poznać to drugie 50 %, którego kompletnie nie znałem. Pojechałem do Savannah/Georgia, gdzie odwiedziłem cmentarz Bonaventury i tam odkryłem miejsce poświęcone rodzinie mojego taty. Zobaczyłem moje oficjalne nazwisko wyryte na nagrobkach, które było częściowo zatarte przez czas. I moja reakcja wcale nie była makabryczna, ale raczej w stylu Tim’a Burton’a. Bardzo spodobało mi się to, że pochodziłem z miejsca, którego w ogóle nie znałem.

Q: I wtedy narodził się pomysł?

M: O tak! To bardzo mnie poruszyło. Pomyślałem, że to prawie perwersja. Widzisz swoje nazwisko na nagrobku. I ja tu nic nie znaczę, a tutaj to takie ważne. Takie pomieszanie. I to mnie bardzo zainspirowało. Powiedziałem sobie: nazywam się Michael Holbrook. Nigdy nie mogłem się z tym pogodzić. Za każdym razem, kiedy ktoś nazwał mnie Michael, miałem takie dziwne uczucie w żołądku. Jakby to nie o mnie chodziło. I to się zdarza przede wszystkim, kiedy dostajesz rozliczeni podatku, albo mandat do zapłaty.

Postanowiłem użyć mojego imienia jako pseudonimu literackiego, aby odtworzyć mój związek z moim imieniem scenicznym.

Q: Piosenka „Tiny Love” otwiera album i zamyka go trochę inną wersją. Posłuchajmy.

Q: W tej piosence usłyszeliśmy głosy twojej mamy Joannie i twojej siostry Palomy. Chciałeś nagrać płytę rodzinną?

M: Nie. Po prostu zdarzył się taki moment. To nie było zaplanowane. Ale zdałem sobie sprawę, że jeśli opowiadam o mojej tożsamości, o tożsamości osoby, która rozwinęła się przez 12 lat, to powinny też pojawić się osoby, które są blisko mnie. Pomyślałem sobie, dlaczego to zawsze ja opowiadam historie i śpiewam o tych osobach? To byłby piękny gest, gdyby na końcu płyty te prawdziwe osoby opowiedziały o sobie. I jeśli jest to tylko mały fragment, w którym słyszymy ich głosy, które należą do innych piosenek, to nigdy wcześniej czegoś takiego nie było. No, może zdarzyło się to w filmach, ale tam to są postacie filmowe. A tu jest odwrotnie: to efekt trochę filmowy, ale to są prawdziwe osoby, które opowiadają o ich własnym życiu na albumie, w którym ktoś inny opowiada o ich historiach. Pomyślałem, dlaczego nie? Żyjemy w świecie Spotify i Deezer. Co jest wspaniałe, bo to daje nam bardzo dużo niezależności. Dzięki temu ktoś, kto zaryzykuje z komercyjnego punktu widzenia i zaprezentuje swoje utwory… Ja nigdy nie miałem przeboju w radio w Stanach Zjednoczonych, a jednak wszystkie bilety na moją trasę koncertową zostały wyprzedane. A to dlatego, że istnieję w świecie cyfrowym. Ale są też niedogodności. Choćby fakt, że wszystko jest podzielone na fragmenty. Nasze opowiadania są teraz jak małe pigułki, które trwają 3 i pół minuty. Ale prawda jest taka, że ludzie słuchają tylko 45 sekund. I w tym kontekście dnia dzisiejszego ja postanowiłem iść kompletnie w przeciwnym kierunku. Napisałem coś, co jest podróżą trwającą 55 minut. Jeśli chcecie tam wejść, to bardzo dobrze. Jeśli nie, to uważam, że siła i temat przewodni zawarte w niektórych utworach są w stanie funkcjonować we współczesnym świecie.

Słuchamy piosenki „Paloma”.

Q: Cały album jest bardzo osobisty, ale ta piosenka „Paloma” jest chyba najbardziej osobista. I najbardziej wzruszająca. Możesz nam powiedzieć kim jest Paloma? To twoja siostra?

M: Paloma to moja druga siostra. Jest nas pięcioro w rodzinie. Yasmine, Paloma, potem ja i.. Paloma przeżyła wypadek, który miał związek z jej inwalidztwem. Od urodzenia jej lewa strona ciała jest słabsza. I jest to dla niej duże wyzwanie. Rzeczy proste stają się bardzo skomplikowane. Miała dużo problemów z tym związanych. To ograniczało jej niezależność. Ona jest starsza ode mnie ale miała mniej swobody niż ja. Było w niej dużo negatywnych uczuć. Cierpiała w milczeniu. My nic o tym nie wiedzieliśmy. Nie wiedzieliśmy z jakim bólem musiała się zmagać każdego dnia. Często, kiedy miała dosyć wszystkiego, chowała się płakała. My nigdy nie widzieliśmy jej płaczącej. Mówiliśmy, że ona jest najsilniejsza z nas. Ale to jej nie pomagało. Wręcz przeciwnie – zamykała się coraz bardziej. W końcu Paloma podjęła decyzję, żeby przeprowadzić się do samodzielnego mieszkania. Oczywiście rodzina była temu przeciwna. Ale moi rodzice w końcu zrozumieli, że nie mają wyboru. Paloma znalazła mieszkanie – można powiedzieć poddasze – w budynku w Londynie. Jest dzień „parapetówki”, Paloma zamieszkała z dwiema przyjaciółkami. Poszedłem tam i wypełniłem całe mieszkanie bukietami białych kwiatów. Naprawdę było ich bardzo dużo. To był taki gest, aby uczcić niezależność tej kobiety, która już nie jest dzieckiem. Było bardzo przyjemnie. Wróciłem do siebie. Mieszkałem 250 metrów od jej nowego mieszkania. A o czwartej nad ranem wydarzył się wypadek. Paloma paliła papierosa stojąc w oknie. Poziom parapetu znajdował się poniżej kolan. Nikt nie wiedział, że ona pali papierosy, ponieważ się z tym kryła. I drzwi do jej pokoju były zamknięte. Paloma wypadła z wysokości czwartego pietra na metalowe pręty, którymi otoczony był budynek. To budzi sąsiada mieszkającego na parterze. Koleżanki, które z nią mieszkały, przybiegły po mnie. Na boso, w samych bokserkach wybiegłem na ulicę i zobaczyłem moją siostrę nabitą na pręty ogrodzenia. Przeżyła. Ale to ja musiałem powiadomić rodzinę. To był dzień sześćdziesiątych urodzin mojego taty. Był wtedy w Bahrainie, gdzie pracował. Kiedy obudziłem go rano, myślał, że dzwonię, żeby mu powiedzieć, że przylecieliśmy i odpowiedział „zaraz przyjadę”. Ja mu na to, że nie, to ty musisz tutaj przylecieć. Już ci mówię, co się stało. Bądźcie gotowi na wszystko. Sprawa jest bardzo skomplikowana.

To jest historia, którą schowałem bardzo głęboko. Wydaje się nam, że łatwo jest się z tym pogodzić. Ale to nieprawda. I każdy z nas ma takie historie.

I któregoś ranka siadam do pianina i piszę „oh, Paloma, the sky has not been kind for you” i bam! Nagle zdaję sobie sprawę, że nawet w najgorszych chwilach naszego życia można odnaleźć piękno.

Q: Tak, bo ta piosenka wcale nie jest dramatyczna. Jest pełna nadziei.

M: Dokładnie tak. Cały album nie jest smutny. Mój poprzedni album „No Place in Heaven” był o wiele bardziej melancholijny. Ten album zaprasza do tańca. Dwie piosenki, które dziś usłyszeliśmy nie są może do tańca, ale cała reszta zaprasza do tańca.

Q: W jaki sposób postrzegasz życie? Jak cartoon? Jak film rysunkowy? Czy widzisz wszystko w Technicolorze?

M: Widzę świat w Technikolorze, ale nie jak cartoon. Ponieważ cartoon oznacza banalizowanie rzeczy, ukazywanie je w prosty sposób w kolorach podstawowych. Technikolor ma całą masę niuansów i jest psychodeliczny. Może nie chodzi o szaleństwo, ale Technikolor nie jest głupi. Psychodelia jest równie dobrze „dark” jak i radosna. I uważam, że właśnie w taki sposób należy zmierzyć się z życiem. Trzeba je przeżywać i akceptować.

Q: Czy twoją misją, jako artysty, jest wymyślanie świata? Sprawianie, aby ludzie marzyli? Dodawanie im nadziei?

M: Ja nie myślę o ludziach. ja staram się po prostu przetrwać. Ja i moja rodzina. Ale dzielę się tym w kontekście muzycznym. Ponieważ ten album jest bardzo osobisty, jest dla mnie bardzo ważnym, żeby wyjaśnić pewne rzeczy. I robię to, czego z zasady wcześniej nie robiłem. Opowiadam publicznie o takich historiach, żeby nie zostały zdeformowane, czy przekręcone w mediach. Czasami to bardzo ważne. Ale potem, trzeba pozwolić, aby muzyka przemówiła. Bo inaczej można przesadzić.

Słyszymy piosenkę „San Remo”

Q: San Remo jak wiemy to małe miasteczko niedaleko granicy francuskiej. To z pewnością ukłon w stronę tego miasta. To także tęsknota za „dolce vita” . Czy „Carpe diem” jest twoją dewizą?

M: Nie. Nie jest zbytnio „Carpe diem”.

Q: Nie? A my możemy wyobrazić sobie Mikę z kieliszkiem Campari nad brzegiem basenu …

M: A więc nie widziałeś teledysku. (śmiech)

Q: Nie. Wytłumacz więc. W radio nie widzimy obrazu.

M: Przede wszystkim to ma niewiele wspólnego z miastem. Znam je oczywiście. To jest pierwsze włoskie miasto, jakie odwiedziłem we Włoszech. My jeździliśmy do Villeneuve-Loubet kiedy mieszkaliśmy w Londynie. Tam spędzaliśmy wakacje w domu mojej ciotki. Jak w każdej rodzinie zdarzały się potężne kłótnie, które wybuchały co jakiś czas. Wtedy wskakiwaliśmy do naszej Toyoty Previa i udawaliśmy się do Włoch. Tam życie było łatwiejsze dla naszej wielkiej rodziny, dla naszej bandy: 5 dzieci, rodzice, moja babcia… Tam ludzie byli bardziej tolerancyjni dla naszej trupy niż na deptaku na południu Francji.Dobrze pamiętam, kiedy miałem 14 lat i z zachwytem patrzyłem na tych młodych chłopców i dziewczyny, którzy byli tacy wyluzowani, modnie ubrani… Ja nosiłem moje szorty GA i białą koszulę włożoną w spodnie. Nie byłem wtedy taki szczupły jak dzisiaj… Było gorąco i oni biegali we wszystkie strony, tacy piękni … a ja pociłem się, było mi gorąco i piekły mnie uda, które ocierały się o siebie. Cierpiałem… i to właśnie chciałem opowiedzieć w piosence. Ale kiedy ją słuchacie nigdy tego sobie nie wyobrazicie. I to właśnie jest ta różnica między obrazem, który ja mam w głowie a tym, co słychać w piosence. To zawsze pochodzi z czegoś innego. Jakby z czegoś, co nie istnieje. To takie wrażenie jak pocztówka z wakacji, piosenka Pattie Page „Old Cape Cod”…. Dla mnie piosenki są jak… w kawiarniach mają takie małe saszetki z cukrem… piosenki są dla mnie jak te saszetki z cukrem.

Q: A to ciekawe. Czy to znaczy, że lubisz słodkości?

M: Nie, wolę cierpki smak.

Q: Cierpkość i cukier dobrze się komponują.

M: Bardzo dobrze się komponują. Dlatego cierpko-słodki smak jest idealny.

Q: Na tym nowym albumie nie ma piosenki w języku francuskim. Były takie na przykład na „The Origin of Love” jak na przykład „Elle Me Dit”. Czy tak było zaplanowane? Bez piosenki francuskiej? Czy dlatego, że to bardzo osobista płyta?

M: To jest pierwsza inkarnacja tego albumu. Jak wiesz, obecnie płyty nie pozostają bez zmian, jak to było kiedyś. Być może ukaże się inna wersja. Myślę, że w obecnych czasach albumy powinny ewoluować przez półtora roku, dwa lata.

Słyszymy piosenkę „Ice Cream”

Q: I temperatura poszła w górę. Czy to jest piosenka, żeby uwodzić? Czy to jest piosenka, żeby uprawiać seks? Może obie rzeczy po trochu?

M: Trochę tak. To dlatego, że na początku pisania albumu poruszałem tematy dosyć trudne. I to mi dało poczucie wolności. Mogłem mówić bez kompleksów o tematach bardziej przyziemnych, cielesnych, zmysłowych. Odrobiłem lekcje, uwolniłem się od wielu rzeczy i bum! Zamiast ciągnięcia ze sobą ciężkich walizek, porzuciłem je i wreszcie poczułem się bardziej zwinny. I w tej zwinności zawiera się zmysłowość. Zdałem sobie sprawę z przyjemności jaką daje włożenie pożądania i seksualności w piosenkach pop. Ja może piszę trochę dziwne piosenki. Melodie są radosne, melodyjne, ale kiedy przeczytacie tekst odnajdziecie ten kontrast. Uważam, że można obecnie w piosenkach pop opowiadać różne historie. Historie i wiadomości nie są tylko dla listonoszy, żeby je włożyć do koperty. Żyjemy w czasach, kiedy muzyka pop została ocenzurowana, praktycznie pozbawiona seksu. Mamy obrazy (teledyski), które są ekstremalnie seksualne, zmysłowe, ale nie w warstwie tekstowej, dźwiękowej. W R&B jest tego więcej.

Q: Jak to wytłumaczyć?

M: Nie wiem. Dokonała się chyba wielka zmiana i łatwo jest pomylić kulturę pop z popularnością. Ja nie boję się dotykać obu tych rzeczy. Przez kilka lat brałem udział w bardzo popularnym programie telewizyjnym. Ale pozostałem sobą. Mówiłem o różnych rzeczach, to co myślałem, ale nigdy nie chodziło mi o to, aby się podobać. Kompletnie mnie to nie interesuje. Uważam, że można pogodzić obie rzeczy (pop i popularność) w piosenkach, jeśli pozostanie się wiernym swoim korzeniom. Moje korzenie to muzyka pop lat 70′ 80′ , początki lat 90′. Chodzi mi o pop w stylu „warholienowskim”. To była popkultura. Nie „popularna”. To są dwie różne rzeczy. Pod koniec lat 90′ zauważany zmianę i komercjalizację muzyki pop. W roku 2000 odczuwa się to jeszcze bardziej.

Q: A ty pogodziłeś obie te rzeczy?

M: Tak. I kiedy myślę o moich początkach, wtedy nie doceniałem tego tak bardzo jak teraz. Byłem w Londynie i pisałem utwory pop, szukając czegoś, co było by inne. Nie zdawałem sobie sprawy, że znalazłem się w mały klubie. Starałem się prezentować moje utwory na pokazach razem z Lily Alen, Amy Winehouse. Była tam też Adele, która występowała na początku programu. To był taki mały klub artystów, którzy szukali chcieli tworzyć pop pełen naszych własnych kolorów. Pamiętam, że kompletnie nie zależało nam na tym, co ludzie myśleli na nasz temat. Teraz wiem, ze byliśmy grupą dosyć szczególną.

Q: Słuchając tego albumu myśli się o takich artystach jak George Michael, Prince, Freddie Mercury… nawet Michael Jackson.

M: To są ostre barwy; pop był wtedy romantyczny, niebezpieczny, był sexy. Był bardzo osobisty, a w pewnych momentach nawet radośnie „trashowy”. Chcecie mówić o seksie, to będziemy mówić o seksie. Chcecie bawić się zmysłowością? To idziemy na całość! uważam, że trudno to znaleźć w obecnej muzyce pop.

Q: Czyli musimy wrócić do przeszłości, aby odnaleźć źródło tworzenia?

M: Obecnie ten pomysł o powrocie do źródeł jest bardzo ważny. Nie należy się wstydzić swoich poszukiwań, swoich inspiracji przeszłością. To wcale nie znaczy, że trzeba się cofać…

Q: Chodzi o nostalgię?

M: Nie, absolutnie nie o to chodzi. Jeśli posłuchacie mojego albumu, to nie ma tam nostalgii. nawet „Ice Cream” nie jest nostalgiczny. Nie chodzi o sentyment za czasami, które minęły. Kierunkiem jest przyszłość. Ale muszę przyznać, że kiedy słucham poezji Joni Mitchell, kiedy mówi o miłości, o smutku… kiedy słucham Prince’a, który mówi o pożądaniu… kiedy słucha George’a Michael’a, kiedy mówi o seksie… to przepraszam, ale mogę się zagubić na kilka dni, słuchając tej muzyki i szukając inspiracji.

Q: Twoja twórczość jest muzyką pop. A przecież masz wykształcenie klasyczne. Uczyłeś się w prestiżowej szkole londyńskiej. Uczyłeś się gry na fortepianie, śpiewu lirycznego w Royal College of Music. czy muzyka klasyczna przydaje się, kiedy pisze się piosenki pop?

M: To jest bardzo ważne. Jeśli zapytasz mnie o nazwiska najważniejszych kompozytorów muzyki, wymienię Joni Mitchell, Joan Baez, Prince, Kurt Vile, Benjamin Britten, jest też Schubert, Brahms, Hindermith, Schtockhausen. To antysnobizm wymieniać te nazwiska. Nawet taka muzyka może poruszyć bardzo głęboko. Na przykład ballada Curt’a Vile’a o dziewczynie, która się utopiła. Jeśli chcecie zrozumieć, co to jest smutek w muzyce, posłuchajcie tego utworu. Jeśli chcecie zrozumieć co to jest pożądanie…. to znajdzie wszędzie. To nie przypadek, że Schtockhausen znajduje się na kolażu z fotografii na okładce płyty The Beatles „Sergeant Pepper”. On miał bardzo duży wpływ na ich muzykę. Dźwięk na tej płycie, brzmienie głosów były wzorowane na utworach Schtockhausena. Dla mnie to sama radość tworzenia. To jak pudełko czekoladek. To nie tylko Milka, ale wszystkie smaki świata.

Q: No właśnie: twój głos. Pracowałeś nad nim. Jaką masz skalę? prawie 4 oktawy?

M: Nie pracowałem nad nim. To właściwie był przypadek. Zacząłem śpiewać, kiedy miałem 8 lat. Byłem sopranem. Uczyłem się śpiewać w stylu belcanto. Kiedy przeszedłem mutację musiałem uczyć się od nowa stylu klasycznego… falset… Kiedy się wygłupiam z przyjaciółmi, którzy są pianistami klasycznymi śpiewam pieśni barokowe ze siedemnastego, osiemnastego wieku głosem kontratenorowym. Nie zrobię tego tutaj w studio, ale robię to czasami dla zabawy.

Q: Proszę, zaśpiewaj choć parę nut.

M: Nie, nie. Ale kiedy tak śpiewam, technika jest całkiem inna od tej, jakiej używam śpiewają moje własne piosenki. Ja bardzo źle gram na fortepianie. Gram bardzo prosto. Dlatego muszę to nadrobić głosem. Melodią i technikami wokalnymi. Dlatego używam różnych możliwości mojego głosu i bawię się nim. Bo szczerze mówiąc jestem przeciętnym pianistą.

Słyszymy piosenkę „Tomorrow”.

M: Chciałeś, żeby mówił o głosie lirycznym, o kontratenorze. Słuchałem nagrań Philippe’a Jaroussky’ego, który jest wielkim kontratenorem.

Q: On udziela również lekcji śpiewu. Ty brałeś lekcje śpiewu?

M: Oczywiście. Codziennie ćwiczę śpiew. Mam dwóch nauczycielu śpiewu i codziennie uczę się z nimi na Skype’ie. Albo na Face Time. Zależnie od Internetu.

Q: I jak pracujesz nad głosem? Robisz wokalizy? Ćwiczenia wokalne?

M: Dla mnie bardzo ważne są dwie rzeczy: zdrowie i głos. Struny głosowe są bardzo małe, ale to jest najważniejszy mięsień w naszym ciele. A najbardziej niesamowitym mięśniem jest język. On może zrobić wszystko. Jest jak istota z innej planety. Jeśli spojrzy się na wyizolowany język, to zauważymy, że to jest niesamowity mięsień. Jeśli kiedyś uda się skonstruować robota, który potrafi poruszać się tak jak język, to można powiedzieć, że poznaliśmy tajemnicę życia fizycznego sztucznej inteligencji. Ale wracając to tematu strun głosowych. Struny głosowe i te wszystkie małe mięśnie, które je otaczają… Bardzo uważam na struny głosowe i na ćwiczenia strun głosowych. I jeśli wspomniałem Philippe’a Jaroussky’ego, którego głos uwielbiam, to kiedy on śpiewa, jego krtań jest bardzo mocno otwarta. Wszystkie mięśnie są bardzo rozluźnione i to pozwala mu śpiewać bardzo wysokie dźwięki. Zazwyczaj kiedy śpiewamy wysoko, napinamy mięśnie. Tajemnicą osób takich jak Philippe Jaroussky jest to, że nie słyszymy żadnego napięcia. Podparcie przepony, całe ciało się poci, ale nie ma napięcia. Wszystko płynie. Gdy słyszymy mityczny głos Pavarotti’ego, kiedy śpiewa wysoko, nie ma w tym napięcia. I wszystko opiera się właśnie na tym, żeby nie było napięcia, kiedy śpiewasz. Jest to bardzo trudne, kiedy się tańczy, rusza, kręci głową we wszystkie strony… I nie napinać mięśni gardła, aby czysto śpiewać. Podobnie jest, kiedy słuchamy Johny Halliday’a. Kiedy śpiewał swoim potężnym, bardzo rezonującym głosem, to jeśli było napięcie emocjonalne w piosence i w ciele, to wokalnie, nie było tam napięcia.

Q: Co więc robisz, żeby tak śpiewać? To kwestia ćwiczeń?

M: Ja ćwiczę codziennie. Cały czas. Tak bardzo chciałbym mieć wysportowane ciało… Ale muszę wybrać: albo ciało atlety, albo dbam o mój głos. Na razie wolę dbać o głos. Kiedy patrzę na siebie w lustrze, mówię sobie: chciałbym więcej czasu popracować nad ciałem niż nad głosem.

Q: Ale czy śpiew jest równie wysiłkiem fizycznym co sztuką?

M: To jest trochę inny rodzaj sportu. Ale jest to proces fizyczny. To rodzaj tresury.

Q: To już po raz drugi używasz słowa „tresura”. To słowo zawiera w sobie dawkę brutalności.

M: Bo to jest tresura. Ile książek tygodniowo czytasz?

Q: Tygodniowo? Pięć albo sześć.

M: A więc,to jest tresura intelektualna.

Q: Tak myślisz?

M: I w określeniu „tresura intelektualna” też jest sporo brutalności. Wczoraj wróciłem z Meksyku. I wczoraj oglądałem film dokumentalny – wiem, że to trochę była propaganda – o Bill’u Gates’ie. On jest szalony! On czyta coś około 25-35 książek miesięcznie. W tym książki bardzo trudne. On czyta z prędkością 150-200 stron na godzinę. On czyta i zapamiętuje to, co czyta. To się nazywa tresura, zgodzisz się ze mną? Ach, ja jeszcze jeżdżę konno. Od niedawna. Zawsze chciałem jeździć konno. I zdałem sobie sprawę, że to trochę jak z psami. Kiedy chcesz mieć grzecznego psa, wydaje ci się, że trzeba go wytresować. A wcale tak nie jest. To ty się musisz wytresować, żeby twój pies był dobrze ułożony. Podobnie jest z końmi. Koni się nie tresuje. Trzeba siebie wytresować tak, aby umieć porozumieć się z koniem.

Q: To kwestia dyscypliny.

M: Tak, to kwestia dyscypliny. Ale czujemy się szczęśliwi.

Q: Czego nauczył cię udział w The Voice? Uczyłeś innych, ale czy sam też czegoś się nauczyłeś?

M: Dobrze się bawiłem.

Q: To już jest coś.

M: To ważne, żeby umieć się dobrze bawić. Zwłaszcza wykonując taki zawód, w którym przez większą część czasu inni cię denerwują. Tylko kiedy jesteś na scenie, wszystko jest jasne. Na scenie jesteśmy wolni. Ale przez resztę czasu można się wkurzyć. A więc, dobrze się bawiłem. Myślałem, że będę w The Voice może przez rok, może przez dwa. Zostałem na sześć lat. I myślę, że to dlatego, że nie mieszkam we Francji. Zaraz ci wyjaśnię, o co mi chodzi. Prosto z lotniska jechałem do studia. Po nagraniach jechałem do hotelu. Spałem. Na drugi dzień rano, koło 8-9 byłem na lotnisku, ponieważ miałem trasę koncertową, albo kontynuowałem pracę. To pozwoliło mi zachować dystans do programu, który był podzielony na 18 odcinków. Czyli trwało to długo. Ale ja tego nie odczuwałem. Nie odczuwałem również konsekwencji tego, co mówiłem w programie. W studio mówiłem, mówiłem, mówiłem, dobrze się bawiłem, po czym wyjeżdżałem. Dzięki temu mogłem zachować świeżość i lekkość mojego zachowania. Nie miałem kompleksów. I to mi bardzo pomogło. Jestem również wdzięczny, że mogłem dać się poznać. Poprzez muzykę, poprzez śpiew. I chociaż program jest komercyjny, nie musiałem o tym myśleć.

Q: A od strony artystycznej?

M: Od strony artystycznej? To było miłe. … na przykład robiąc The Voice…. coś ci opowiem. Byłem w trasie koncertowej dla mojej poprzedniej płyty „No Place in Heaven”. Mówiłem do moich fanów: jeśli nie ma dla nas miejsca w niebie, to chodźcie, sami stworzymy sobie takie miejsce. I przyjechałem do Bercy. Wcześniej grałem kilka razy w hali Zenith w Paryżu. Pomyślałem sobie, że przyjdzie bardzo dużo ludzi. Dobrze było by przygotować piękne widowisko. I miałem oczywiście świadomość tego, że bardzo wiele osób widziało mnie w The Voice. Dlatego pomyślałem, żeby zrobić coś innego. I wymyśliłem nowy show. Tylko na jeden wieczór. To będzie list miłosny do Paryża po zamachu w klubie Bataclan. Powiedziałem „Paris je t’aime”. Chciałem w różny sposób powiedzieć, że kocham Paryż. To mnie kosztowało więcej niż zarobiłem przez rok w The Voice. Jedna noc. Wszystkie bilety wyprzedane. Zrobiłem też koncert na Stade de France podczas finałów rugby. Wydałem na to nie tylko pieniądze, jakie dostałem za sam występ, ale jeszcze półroczną gażę w The Voice. Za 20 minut występu na Stade de France. A co to mi dało z artystycznego punktu widzenia? Dało mi to artystyczną swobodę do zrobienia czegoś, co nie było wcześniej możliwe. Uważam, że trzeba na to wszystko spojrzeć globalnie. Nie tylko, że dało mi to dostęp do szerokiej publiczności, która przyszła na moje koncerty. Ale że mogłem zainwestować w te koncerty w sposób, który wcześniej był nieosiągalny.

Słyszymy piosenkę „Stay High”

Q: Dziękuję bardzo, Mika. Koncerty we Francji zaczynają się 15 listopada w Zenith Pau….

END

Passage des arts 15/10/2019

RADIO RFM PASCAL NEGRE AND MIKA 12/10/2019

Pascal Negre: Dziś moim gościem jest Mika. Dzień dobry.

Mika: Dzień dobry.

P: No i proszę, nowy album właśnie się ukazał. Zajęło ci to trochę czasu.

M: (śmieje się) To ciekawe, że o to pytasz, bo to ja zazwyczaj przynosiłem ci płytę i ją prezentowałem.

P: Jednak minęło sporo czasu.

M: To prawda. Zajęło mi to cztery lata…. nawet trochę więcej.

P: Ale to dobrze. Będę szczery. To jest super album. Przy słuchaniu dwóch poprzednich nie wpadałem w histeryczny zachwyt, ale ten to jest ten wielki, wielki Mika. I mówię to wprost. Po raz kolejny odkrywamy twój talent. Melodie, aranżacje, głos! No dobrze, włączmy maszynę z pytaniami.

Maszyna: Jak zdefiniować twoją najnowszą płytę: szalone brzmienie pop-funk z niesamowitym głosem czy teksty bardzo osobiste i dosyć mroczne?

M: No właśnie to obie te rzeczy. To jest ten kontrast: teksty bardzo wzruszające, osobiste a muzyka bardzo radosna. Ale jest jedna różnica i ty to zrozumiesz. Ty zawsze słuchałeś moich płyt jeszcze zanim się ukazały. Chodzi o potrzebę tworzenia. Tworzenia, komunikacji, dzielenia się. I to widać w liniach melodycznych, kolorach, intensywności aranżacji… w energii, która jest z jednej strony bardzo łagodna a również bardzo stanowcza. Czuje się, że kiedy pisałem te piosenki wszystko się we mnie gotowało. I w tym wszystkim kompletnie nie obchodziło mnie, co pomyślą o tym inni. Na początku zastanawiałem się, czy to nie jest zbyt melodyczne, zbyt kolorowe. Czy za dużo w tym obrazów? Powiedziałem sobie: nie, trzeba się poddać emocjom i to emocje mną pokierują. I nie obchodzi mnie, czy ktoś pomyśli, że piosenka jest zbyt melodyjna, czy zbyt kolorowa. Bo tylko w taki sposób mogłem odnaleźć moją bezczelność. Bezczelność, którą się ma, kiedy piszę się pierwszy album. A potem życie na ciebie spada, przemysł muzyczny na ciebie spada… I nawet jeśli w tym przemyśle są dobrzy ludzie, to sam przemysł staje się potworem, który cię osacza. I od tego trzeba się uwolnić. A to nie jest proste.

P: I w rzeczy samej najnowszy album Miki jest bardzo udany. Posłuchajmy „Dear Jealousy”.

Maszyna: Michael Holbrook czy Mika?

P: Tytuł płyty to „My Name Is Michael Holbrook”.

M: Tak. Moje pełne nazwisko to Michael Holbrook Penniman Junior. Wiedziałeś o tym? Nie?

P: (ze śmiechem) Skróciłeś je sobie i to mocno.

M: To jest imię mojego taty. I jeśli ja będę mieć syna, nazwę go Michael Holbrook Penniman the Third (trzeci). I wcale to nie jest jakaś arystokratyczna naleciałość. Pochodzi od imigrantów, którzy przywędrowali do Ameryki i przyjęli ten anglo-saksoński zwyczaj. Tak więc, pierwszy, drugi, trzeci… żeby pokazać, skąd pochodzą.

P: Czyli nosisz imiona twojego taty?

M: Tak. I żeby było śmieszniej, w ogóle nie wiedziałem skąd pochodzę. Dlatego ruszyłem śladami rodziny mojego taty, żeby odkryć siebie samego, żeby się zresetować. I rozpocząłem od tej deklaracji „nazywam się Michael Holbrook, urodziłem się w 1983”. Dlatego album rozpoczyna się piosenką „Tiny Love”. Teraz już wiem, że moje imię to Michael Holbrook Penniman Junior, ale jestem Mika, syn Michaela i Joannie. I to jest najważniejsze.

Maszyna: Francja, Włochy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Liban?

M: Jak mam wybrać?

P: To jednak sporo miejsc! No dobrze. Francja – nie masz wyboru. Tu mieszkałeś.

M: Tak, tu mieszkałem, kiedy byłem mały. Teraz mój dom to przede wszystkim ten w Stanach Zjednoczonych. To tam zbudowałem studio nagrań, w którym powstała ostatnia płyta.

P: Jesteś Amerykaninem? Twój ojciec jest Amerykaninem.

M: Tak. I ja mam amerykański paszport. Co jest dziwne, bo równocześnie czuję się bardzo Europejczykiem. I dowodem na to jest to, że nie mam paszportu żadnego z krajów europejskich, a mimo to czuję się Europejczykiem. I to jest właśnie główna idea filozofii uniwersalności Europy.

P: Ale Mika, ty gdzie mieszkałeś? We Francji. W Anglii?

M: Tak, bardzo długo mieszkałem w Anglii.

P: Całe twoje dzieciństwo, młodość, to Europa a nie Stany Zjednoczone.

M: Tak, to była Europa. A potem, kiedy moje rodzeństwo rozjechało się po świecie, zostałem sam. Pomyślałem, że powinienem stworzyć coś nowego. Stany wydały mi się dobrym pomysłem, ponieważ tam byli wszyscy moi współpracownicy. Tam powstały wszystkie moje płyty. Tam mieszka rodzina mojej mamy. I jeśli nawet nigdy tak naprawdę tam nie mieszkałem… mówię po angielsku, jest tam moja rodzina… i kiedy jestem w Miami… tam kupiłem dom, w którym mam studio nagrań…. Miami jest dla mnie trochę dziwne…

P: Miami ma swoją europejską stronę. Jest też bardzo latynoskie.

M: Jest bardzo latynoskie i to bardzo lubię. Strony europejskiej za bardzo nie lubię, bo to przede wszystkim Europejczycy, którzy przyjeżdżają się tam zabawić. Ja taki nie jestem. Jest inna strona … mój dom jest z lat dwudziestych i ma charakter raczej arabski. Zbudowany jest wokół podwórka i dzieli się na część „design” – mamy studio designerskie, część mieszkalną i część, w której tworzę muzykę. Czyli to taki rodzaj miniaturowej wioski. I tam jestem szczęśliwy. W Stanach nigdy nie byłem bardzo popularny…

P: I masz spokój?

M: Mam spokój, ale kiedy daję koncerty, tak jak w czasie mojego niedawnego tourne, bilety wyprzedają się nawet na kilka występów w tym samym mieście. Tam się teraz dużo dzieje. Nawet jeśli w Stanach jesteś muzykiem niszowym, w Europie możesz mieć wielki sukces. I to jest szalone.

Maszyna: Tekst czy muzyka?

M: Obie rzeczy na raz.

P: Piszesz w trakcie komponowania muzyki? To ciekawe.

M: Absolutnie. Zawsze tak robię. Zawsze. Melodia inspiruje tekst. Tekst inspiruje melodię.

P: Czyli totalna synchronizacja? To dosyć rzadkie. Często ludzie zaczynają od melodii. Albo od melodii i kilku słów. Albo najpierw piszą tekst. Bashung na przykład, kiedy napisał wszystkie teksty, uważał, że płyta jest gotowa. Choć ani jedna nuta muzyki jeszcze nie istniała. A u ciebie to dzieje się równocześnie.

M: Tak, u mnie to dzieje się równocześnie. To tak jakbym kopał w ziemi. Siadam do pianina i zaczynam grać. Powtarzam te same słowa i powtarzam i powtarzam… Ze słów powstają zdania… i powstaje zwrotka… i zaczynam szukać refrenu… muszę się wprowadzić w rodzaj transu… i nagle … już wiem, że mam refren. Wtedy zmienia się temperatura mojego ciała….. Dosłownie tak jest. Zmienia się temperatura mojego ciała. Robi mi się gorąco i nagle mam poczucie własnej wartości. To jest eksplozja endorfin i dopaminy. I bam! Mam refren! Czyli piosenka już tu jest. A ja grając w kółko poszukuję jej moimi palcami i głosem. Palcami wykopuję piosenkę. Rzeźbię ją poszukując odpowiednich dźwięków.

Maszyna: George Michael, Prince czy Michael Jackson?

P: Na płycie są różne odniesienia.

M: Tak. Są odniesienia do wszystkich trzech. Zapytam cię o coś. Normalnie to ty zadajesz pytania… znamy się od lat i bardzo cię szanuję… Ty jesteś osobą, która tak naprawdę mnie wylansowała… wiem o tym i dlatego to mówię. Nawet jeśli ty niewiele o tym mówisz… ponieważ jak na osobę bardzo otwartą, jesteś bardzo skromny. I ludzie o tym nie wiedzą. Więc, nadużyjemy twojej skromności i chcę, żebyś mi odpowiedział, dlaczego obecnie muzyka pop nie opowiada historii i jest mniej zmysłowa niż w latach 80′ czy na początku lat 90′? Na przykład zmysłowość, historie o miłości, które słyszymy w tanecznych utworach George’a Michael’a czy Prince’a… I nagle coś się zmieniło. Pojawia się „Backstreet Boys” i KLAM! Bum! Znikła zmysłowość… zwłaszcza w męskim wykonaniu. Dlaczego?

P: Może to co powiem zabrzmi dziwnie. Myślę, że ta zawirowana seksualność obu artystów powodowała, że i w ich muzyce zawierało się to pomieszanie.

M: Hmmm. Że to zawirowanie wpływało na ich muzykę?

P: Tak mi się wydaje.

M: Rozumiem. Ale uważam również, że muzyka pop stała się muzyką popularną. A to jest bardzo duża różnica.

P: I żeby zamknąć ten rozdział dodam, że uważam, że pop się „skurczył”. Przestrzeń dla muzyki pop się skurczyła. To już nie jest „urban music”. To kompletnie coś innego.

M: Dokładnie. Muzyka pop powinna wrócić do opowiadania historii, do wywoływania emocji, co pociąga za sobą również ryzyko bycia bardziej zmysłową. Bardziej seksualną, bardziej w stylu „enfant terrible”. Przez to, że ta przestrzeń się skurczyła, jeszcze bardziej dostrzegamy różnicę. I dla mnie to jest bardzo duży plus. I bardzo chciałem iść właśnie w tym kierunku, aby kolory i duch mojej płyty były jeszcze bardziej wyraźne.

P: Czego teraz posłuchamy? Michael Jackson, Prince czy George Michael?

M: George Michael.

Maszyna: The Voice – stop, czy jeszcze?

M: Stop.

P: Bo nie masz czasu?

M: Niem mam czasu. Ale także dlatego, że … dzięki The Voice bardzo się otworzyłem. Przed The Voice – możesz to poświadczyć – nie byłem zbyt rozmowny. Nie byłem taki otwarty. Zwracałem bardziej uwagę na to, jak byłem postrzegany. A teraz, po sześciu latach The Voice wydałem płytę, na której otwieram się o wiele bardziej. Nawet w wywiadach jestem… pozbyłem się tego niepotrzebnego wstydu w sposobie wysławiania się.

P: Czyli The Voice było wspaniałą przygodą?

M: Wspaniałą przygodą. Ja świetnie się bawiłem.

P: Teraz masz zapełniony kalendarz, będziesz miał trasę koncertową. Trudno byłoby ci robić wszystko jednocześnie. Ale zastanawiam się, czy nie chodziło ci również o chwilę oddechu i zachowanie świeżości.

M: Też. Ale skąd się bierze podstawa inspiracji? Z mojej głównej pracy, czyli z pisania piosenek i występów. Żeby nadal brać udział w takich projektach jak na przykład The Voice, trzeba pozostać wiarygodnym. Kiedy źródło inspiracji wyschnie, to nie zadziała.

Maszyna: Twitter czy Instagram?

P: Ty jesteś aktywny w mediach społecznościowch.

M: Przez jakiś czas opierałem się. Ale zrozumiałem, że stoi za tym również pewna niezależność. Że można coś zrobić bez pytania nikogo o zgodę. I inni to śledzą. Pomyślałem, że to może być dobry pomysł. Oczywiście ma to swoje dobre i złe strony w obu aplikacjach. Myślę, że bardzo łatwo jest zmanipulować zdjęcie. A mówi się, że jeden obraz jest wart tysiąca słów.

P: Można źle zinterpretować zdjęcie.

M: Wbrew pozorom Instagram jest bardziej komercyjny, a Twitter to bardziej informacja. I muszę się wam przyznać, że kiedy dzieje się coś ważnego, nie otwieram stron z wiadomościami, tylko Twitter. Jedyne, co jest istotne to to, że trzeba mieć trochę dyscypliny, aby rozróżnić to co jest prawdziwe od tego co jest fałszywe. Tracimy mnóstwo czasu na czytanie tego, co jest nieprawdziwe i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy manipulowani. Żyjemy w czasach nowego sposobu edukacji, który kiedyś nie istniał. Kiedyś były książki, mieliśmy nauczycieli, wszystko było raczej zinstytucjonalizowane.

P: Wiadomości czerpaliśmy z prasy. I wiedzieliśmy, że ta gazeta była bardziej po prawicy, ta po lewicy, inna bardziej komunistyczna…

M: Tak, a teraz nikt nie wie, co się dzieje. Wszystko jest do siebie podobne. I to może nie jest nic nowego, ale problem z Twitterem polega na tym, że przyciągają nas ci, którzy robią najwięcej hałasu. A oni najczęściej nie są odpowiednimi osobami do wypowiadania się w sprawie. I wpadamy w pułapkę.

Maszyna: Studio nagrań czy scena?

M: Ha. To są dwie różne osoby. Może Michael Holbrook to bardziej jest ten w studio. Teraz. Zwłaszcza przy tym albumie. A Mika jest na scenie. Wcześniej tak nie było. Ale z takim albumem, który opowiada te wszystkie prawdziwe historie… to mi pozwala przyjrzeć się na nowo moim starszym piosenkom. Ale show jest całkiem inny. Myślę, że kiedy przyjdziesz na mój występ w Bercy, czy gdzie indziej, zauważysz różnicę. Bercy to 22 grudnia. Pamiętam, ponieważ musiałem anulować mój urlop na Bożenarodzenie.

P: Przypomnę tylko, że koncerty będą we wszystkich halach Zenith.

M: Zaczynamy w Pau.

P: To jest naprawdę duża trasa koncertowa.

M: Tak. Zaczęła się w Stanach Zjednoczonych, potem był Meksyk. Teraz będzie Europa.

P: Pierwsza data (we Francji) to 15 listopada i rzeczywiście jest to Zenith w Pau.

M: I zaprojektowałem scenę, która przypomina promień słońca. I każdy kolor światła „wysyła” mnie w stronę publiczności. Wszyscy muzycy będą dosyć daleko z tyłu. usunąłem tancerzy. usunąłem ekrany LED. Będą oczywiście ekrany, żeby mnie było widać z daleka. Ale nie będzie za mną żadnych ekranów. Nie chciałem programu, gdzie ludzie jedzą pop-corn, piją piwo, wychodzą do toalety. Chciałem zrobić show, gdzie w trakcie półtorej godziny, godziny i 45 minut ludzie nie będą chcieli stracić nawet sekundy. Wzorowałem się na programie one-man-show George’a Michael’a, gdzie orkiestra znajdowała się za kurtyną. Również Jacques Brel potrafił dać przedstawienie z wykorzystaniem kurtyny.

P: I tylko jednym reflektorem.

M: I to jest właśnie to coś. Można zrobić występ, który przypomina wiele innych. Można wydać 14 milionów na scenografię, a jednak będzie to ta sama estetyka, ten sam odbiór, który widzieliśmy już kiedyś. I tego chciałem uniknąć. Ja to ja. Wszędzie są ekrany? To ja mówię im „do widzenia”. I wolę mieć scenografię, którą zaprojektowałem w mojej kuchni.

Maszyna: Twój tata, twoje siostry czy mama?

M: A co to za pytanie? Mam nadzieję, że w przyszłości sztuczna inteligencja nie będzie taka niemiła i stanowcza jak twoja maszyna. Skłócić rodzinę przez robota to niezbyt dobra przyszłość.

P: Rodzina jest dla ciebie bardzo ważna?

M: Nawet bardzo, bardzo ważna.

P: Do tego stopnia, że na nowej płycie są piosenki opowiadające o pewnych członkach twojej rodziny. Prawie o wszystkich!

M: O wszystkich. Jesteśmy klanem. Klanem, który się wspiera. Za każdym razem, gdy spotyka nas w życiu jakieś wyzwanie, to dzięki sile klanu jesteśmy w stanie się pozbierać. To energia każdego członka klanu. To jest energia zbiorowa.

P: Takim wyzwaniem może być potrzeba opuszczenia kraju z powodu wojny. Twój ojciec, który był przetrzymywany przez dłuższy czas, ponieważ znalazł się w Kuwejcie w nieodpowiednim miejscu i momencie. To może być choroba.

M: To może być choroba. Bankructwo. Utrata domu – co nam się przytrafiło kilka razy, kiedy byłem dzieckiem. To może być choroba, albo śmierć. W okresie, kiedy pisałem nowe piosenki, straciłem kilka osób. Osób, które występowały w moich teledyskach, osób, które inspirowały mnie. To były bliskie osoby, żyjące w cieniu. Albo na przykład choroba mojej mamy.

P: Jak ona się teraz czuje?

M: To skomplikowane. Jest szczęśliwa, że…

P: To jest wojowniczka. Niesamowita kobieta!

M: Tak, to jest wojowniczka. ale to skomplikowane. To skomplikowana choroba…. ale wszystkich to spotyka. Chyba w każdej rodzinie zdarzają się podobne przypadki. I pomyślałem sobie, dlaczego nie oddać hołdu osobie, która zawsze żyła w cieniu; osobie, która mnie ukształtowała. Jest wiele osób, które dedykowały swoje dzieła matce, czy ojcu, czy osobie, która zmieniła ich życie i zrobiły to za późno. Moja mama jest wojowniczką i będzie walczyć z całych sił. I kiedy jest się w takiej sytuacji niepewności wobec choroby, czy wobec świadomości kruchości życia, dobrze jest mówić o tym, uszanować to, i rzucić na tę osobę trochę światła. Bo dlaczego nie?

P: Masz rację. To dobrze powiedzieć ludziom, że ich podziwiamy, póki jeszcze są z nami.

M: Tak. Ale wiesz, że moje stosunki z mamą są dosyć dziwne. Widziałeś jak to wygląda. Jesteśmy bardzo do siebie przywiązani, ale bywa ciężko.

P: Trzeba to powiedzieć, jest z niej twarda sztuka. Jest bardzo opiekuńcza wobec ciebie, ale potrafi być bardzo ostra.

M: Ludzie często są w szoku, kiedy nas widzą, jak razem pracujemy. Co? To jest matka i syn?! A równocześnie, to ona mnie szkoliła po trzy godziny dziennie, kiedy miałem siedem lat. A ja wcale nie chciałem tego robić. Absolutnie. Myślałem sobie: ona jest szalona i bardzo niedobra.

Maszyna: Dziecko, nastolatek czy dorosły?

M: Dorosły.

P: Odpowiedziałeś bez wahania.

M: Tak. Nie chcę znów być dzieckiem, czy nastolatkiem. Nastolatkiem? No nie!!!!!! Please!!!! Coś wam powiem. Piekło… Ja chodziłem do szkoły rzymsko-katolickiej…. W piekle nie ma ognia. Ogień jest do grilla, w niebie. W piekle nie ma koloru czerwonego. Ja lubię kolor czerwony. Czerwień nie jest kolorem piekielnym. A chcecie wiedzieć, co jest w piekle? W piekle są pierwsze pocałunki. Na okrągło. Pierwszy pocałunek, to jest coś najgorszego. W piekle jest moment, kiedy po raz pierwszy czuliśmy się zawstydzeni. Ale tak naprawdę mocno zawstydzeni. Są wspomnienia pierwszych dni w szkole, na uniwersytecie. Jest moment, kiedy najbardziej zawiedliśmy. Są tam wszystkie te rzeczy, które nam się przytrafiły, kiedy byliśmy nastolatkami. Są tam te wszystkie egzaminy. Nawet te, o których nawet nie wiedzieliśmy, że istnieją! Wszystkie te doświadczenia się powtarzają, powtarzają…. codziennie. I to jest piekło. Jeśli traficie do piekła, to będziecie cały czas przeżywać swój nastoletni czas.

Maszyna: Prawo do odmienności, czy prawo do obojętności?

M: Aaaaa… Uważam, że tolerancja odmienności jest najważniejsza. Nie tylko prawo do odmienności, ale również tolerancja. Nie wolno pomylić obojętności z tolerancją. Te dwie rzeczy absolutnie nie są tym samym. Jedno jest zrodzone z miłości, a drugie z egoizmu czy egocentryzmu. Tolerancja wypływa z prowokacji, która może być trudna a nawet brutalna. Tolerancja to coś, czego trzeba bronić, trzeba o nią się bić. A kiedy się ją ma, trzeba ją również chronić.

P: Dobrze. Zgadzam się z tobą. To nie zawsze jest ewidentne.

M: To wcale nie jest ewidentne. I powody mogą być różne. To może być orientacja seksualna, rasa… religia. A obojętność wiąże się z niewiedzą. I niewiedzą jest o wiele łatwiej manipulować w kierunku nietolerancji. Dlatego trzeba uważać i nie dać się oszukać ludziom, którzy udają, że bronią naszych interesów. Oni są bardzo sprytni i dobrze wiedzą, jak nami manipulować dla własnej korzyści. I tu wracamy do naszej rozmowy o Twitterze: kiedy wzbudza się gniew i robi się dużo hałasu, żeby mieć jak najwięcej obserwujących. I to jest bardzo niezdrowe.

Maszyna: Silny czy słaby?

M: Silny czy słaby? …. Weźmy na przykład diament. Co to jest? Nosiłeś już kiedyś diament? Nigdy nie nosiłeś diamentu? Nawet takiego malutkiego? Nawet kolczyka?

P: Ja nie noszę kolczyków. Z moimi uszami?

M: Ale jaka jest struktura diamentu?

P: To jest węgiel.

M: I wszyscy myślą, że to coś twardego. Ale kiedy weźmiesz młotek, możesz go rozbić w dwie sekundy. I zamienia się w pył. Podoba mi się ta idea, że można być bardzo silnym, a równocześnie zachować tę kruchość.

P: To widać na twoim albumie. Tę dwoistość. Są momenty mówiące o słabości i są momenty, kiedy jesteś twardy.

M: To prawda. Mogę powiedzieć, że … jak ma na imię ten twój robot?

P: Po prostu maszyna.

M: Maszyna? Jesteś okropny! Przepraszam cię, maszyno, że on nie jest dla ciebie miły. Myślę, że ta twoja sztuczna inteligencja nie rozumie paradoksu. Ona nie widzi kontrastów. Za każdym razem kiedy zadaje pytanie, obie odpowiedzi są poprawne. Silny czy słaby? Oba. Jak to oba? (Mika zmienia głos) Jak to oba? A bo można żyć z pewną dozą dwoistości. (Mika znów zmienia głos) Dwoistość nie jest możliwa. Wybierz inną odpowiedź.

P: To tylko maszyna. Nie zawsze jest odpowiednio wrażliwa.

Maszyna: Kochać czy być kochanym?

M: Ona właściwie nie ma głosu maszyny. Nie mogłeś jej znaleźć głosu bardziej…. bardziej… no nie wiem… jej głos przypomina głos barmanki w kawiarni. Ma 67 lat. Paliła zbyt dużo papierosów. Gra w bingo w każdą sobotę. I ma wielu kochanków. To trochę taka Marge Simpson.

P: Posłuchaj pytania.

Maszyna: Kochać czy być kochanym?

M: (zmienia głos) Kochać czy być kochanym? Ta maszyna jest stara! Sztuczna inteligencja nie powinna przypominać twojej prababki! Kiedy dzwonisz do PKP, albo do Air France, bo zginął ci bagaż, to słyszysz ten głos. One wszystkie są w tym samym wieku. „Witamy w Air France”. „Witamy w PKP”. ” A twoja maszyna skrzeczy: Kochać czy być kochanym? Moja odpowiedź to: kochać…. Kochać i być kochanym! Nie ma dobrej odpowiedzi. To pytanie jest beznadziejne! Nie można mieć jednego bez drugiego. Zgodzisz się ze mną?

P: Ale główne pytanie brzmi: czego bardziej potrzebujesz?

M: Acha!… Kochać.

P: Ciekawe. Bo większość artystów odpowiedziałaby „być kochanym”. Oni szukają miłości. A u ciebie jest odwrotnie. Kochać, czyli dawać. A nie dostawać. Oczywiście w miłości dajemy i otrzymujemy. A u ciebie ważniejsze jest dawanie. To zaskakujące. Ludzie wolą dostawać.

M: Ale kochać jest bardziej ciekawe. Bo to ty jesteś w … nawet kiedy to nie jest miłość platoniczna, musisz przekonać tę drugą osobę. To ty musisz nad tym popracować. To jest coś, co sprawia, że czujesz, że żyjesz. Tak, kochać. A jeśli w pewnym momencie stajesz się również kochanym … to jest twój bonus.

P: Ale czy to jest walka? Czasami ludzie nie odwzajemniają miłości. Mają to gdzieś. Tobie przecież też się to zdarzyło.

M: Można kochać osoby, które mają to gdzieś – to są głupcy… albo po prostu „not a man to be” (nieodpowiednia osoba). Myślę, że można kochać osoby, które nas lubią… To jest OK. …. I nigdy nie kochamy innych w ten sam sposób. Uważam, że nasza miłość do kogoś podlega ciągłym zmianom. I to jest w porządku, że czasami jest jej więcej a czasami dużo mniej. Ale ona zawsze jest obecna.

P: (żartuje) Tak. Tak się mówi, kiedy miłości jest mniej. Że później znów jej będzie więcej.

M: No dobrze. Wróćmy do twojej maszyny. A tak naprawdę, kim jest ta kobieta? Mam nadzieję, że to nie jest twoja koleżanka. Bo jeśli to jest sekretarka z dołu, to na pewno następnym razem nie otworzy mi drzwi.

Maszyna: Diabeł czy Bóg?

M: Ufffffff…. Na płycie jest piosenka, która mówi, że we wszystkim jest odrobina Boga.

P: Widocznie maszyna słuchała twojej nowej płyty!

M: To jest piosenka „I Went to Hell Last NIght”. Wczoraj byłem w piekle. To piosenka, która mówi o uzależnieniu. Ona opowiada o kimś, kogo znam, kogo lubię. To ktoś, kto wrócił do nałogu. I kiedy się o tym wie, bardzo trudno jest patrzeć na taką osobę. To jest…….

P: Uzależnienie, to może być alkohol, narkotyki…

M: Tak. Bardzo trudno jest się z tym pogodzić. Bo z jednej strony zaczynasz nienawidzić tę osobę; masz do niej pretensję. A równocześnie wiesz, że to nie wina tej osoby, tylko czegoś innego, że to choroba. I chciałem opisać te przeżycia w słowach piosenki.

P: Czy ty… wierzysz w Boga?

M: Wierzę w Boga. Chodziłem do szkół, w których było dużo nauki katechizmu. Śpiewałem też w chórach kościelnych. Mogę ci zacytować różne fragmenty mszy. Na przykład po łacinie. Mogę to zrobić nawet teraz. Jeśli poszlibyśmy na mszę, to byłbym chyba jedyną osobą, która znałaby wszystkie fragmenty i odpowiedzi. Ale z drugiej strony nie lubię polityki religijnej. Myślę, że wiele rzeczy nie zgadza się moją wewnętrzną aktualną wiarą. To jest duży problem, ponieważ wiem, że nie jestem w tym osamotniony. Mimo, że podoba mi się duchowość, myślę, że historie, o których uczono nas ze Starego i Nowego Testamentu to nie jest PRAWDA. I że można poprzez studiowanie tych tekstów zdobyć… można poznać mądrość tam ukrytą. Akceptuję koncepcję Boga i uważam, że jest ona bardzo przydatna. Czy Ziemia powstała w ciągu tygodni? Czy wszechświat został stworzony w ciągu tygodnia? Czy było jabłko i wąż? Czy moja orientacja seksualna jest grzechem i trafię do piekła? Nie.

Maszyna: Intymny czy uniwersalny?

M: Uniwersalność nie wyklucza intymności. Uniwersalność jest najważniejszą ideą. Ta idea była broniona przez ludzi od setek lat. Od czasów Renesansu, Oświecenia. Wiktor Hugo często mówił, że uniwersalność łączy się z ludzkością. Tylko poprzez głęboką akceptację uniwersalności możemy uratować ludzkość. Dać jej szczęście i pokój. Kiedy widzimy tę młodą aktywistkę Gretę Thunberg, która ma w sobie dużo odwagi… Uważam, że ta dziewczynka nie wysławia się w sposób, w jaki to robią dzieci w jej wieku. Jest dużo emocji w tym, co mówi, ale kiedy wsłuchamy się w to co mówi, to usłyszymy właśnie ten przekaz o uniwersalności. I uwżam, że intymność może również prowadzić do uniwersalności.

P: No właśnie. Na twojej płycie ty mówisz o rzeczach bardzo intymnych, które nagle okazują się bardzo uniwersalne, ponieważ mogą dotyczyć każdego z nas. Kiedy odważymy się opowiedzieć nasze osobiste historie – ktoś może uznać to za opowiadaniu o swoim życie – ale to absolutnie nie tak. Bo tak naprawdę mówisz o rzeczach, które dotykają każdego.

M: Wszyscy przeżywamy to samo. Wszystko zależy od sposobu opowiadania tego, co każdy z nas przeżywa.

P: Bo moim zdaniem, ten najnowszy twój album jest najbardziej osobistym albumem w twojej karierze. Zaraz po pierwszej płycie. No, tak samo jak pierwsza płyta.

M: Na pierwszej płycie wykorzystałem postacie, które wymyśliłem: Billy Brown, Lollipop Girl, Big Girl… postacie z kreskówek.

P: A na tej płycie, ani jednej postaci.

M: Tak, ponieważ zrozumiałem, że ludzie, którzy mnie otaczają są bardziej śmieszni, interesujący i bardziej kolorowi od postaci, które wymyśliłem na pierwszej płycie.

P: I to już koniec. Spędziliśmy razem godzinę. Mam nadzieję, że zachęciliśmy słuchaczy do kupienia i posłuchania nowej płyty Miki. Bo to jest naprawdę świetna płyta. No i przede wszystkim idźcie na koncert Miki. Bo jeśli nie widzieliście go na scenie, to dużo straciliście. Trasa koncertowa we Francji zaczyna się 15 listopada 2019 we wszystkich halach Zenith. Oczywiście Zenith w Paryżu jest za mały, więc koncert odbędzie się… w Bercy. I to będzie kiedy?

M: 22 grudnia.

P: Tuż przed świętami Bożegonarodzenia.

M: Przyjdziesz? Jesteś tu w czasie świąt?

P: Jeśli mnie zaprosisz, to na pewno przyjdę.

M: No to cię zapraszam. A potem zrobimy sobie imprezę.

END

.

INSTAGRAM 06/10/2019 – LIVE

6 października wieczorem Mika jadąc do studia telewizyjnego RAI 2 postanowił połączyć się z nami na żywo poprzez Instagram. Rozmowa trwała prawie 20 minut i Mika mówił we wszystkich językach jakie tylko zna 🙂 Włoski, hiszpański, francuski i oczywiście angielski.

Tłumaczenie poniżej.

Mika: Hej, cześć. Właśnie jadę na nagranie do włoskiej telewizji w Mediolanie. Mam na sobie koronki mojej babci. Nie, to nieprawda, choć to przypomina trochę obrus. Jestem gotowy to występu w RAI 2 w programie mojego przyjaciela Fabio Fazio.

(Mika przechodzi na język włoski): Cześć, dobry wieczór. Zbliżamy się do miejsca, w którym kręciliśmy odcinki „Stasera Casa Mika” , a dziś będziemy nagrywać „Che Tempo Que Fa” z Fabio Fazio i Virginia Raffaele.

Chciałem was tylko pozdrowić. Ostatnie dni były szalone, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. I dlatego chciałem wam powiedzieć „Cześć”. Czułem taką potrzebę! Mam nadzieję, że wy wszyscy też jesteście szczęśliwi. Jeśli macie jakieś pytania… O, cześć Mika Fan Club…

Gdzie jesteś? Jestem w Mediolanie.

Kolejne pytanie? Powiedziano mi ostatnio, że moje odpowiedzi są zbyt długie. Postaram się odpowiadać jednym słowem. Zadawajcie mi pytania.

Co będę robić jutro? Jutro lecę do Paryża i będę robić coś, o czym nie wolno mi teraz mówić.

Hello Anne. Hello Daniele z Brazylii. Hej Lunita z Czile,

Czy chciałbym zagram w Szkocji? Chcę zagrać w Szkocji i chcę zagrać więcej koncertów w Wielkiej Brytanii. Zróbcie trochę hałasu. Moja agencja promocyjna to Metropolis. Moim Agentem jest Alex Hardee. Wyślijcie im wiadomości. Wszystko w ich rękach. Zasypcie ich skrzynki mailowe wiadomościami! Nie wysyłajcie mi złośliwych komentarzy. Wysyłajcie je do Metropolis! Oni zajmują się promocją. Czasami trzeba sobie wyjaśnić, jak sprawy wyglądają.

Cześć Toskania. Dziękuję za miłe słowa na temat płyty.

Tak, wrzucę ten chat na Insta.gram

Czy przyjedziesz jeszcze do Stanów Zjednoczonych? Tak, wrócę do USA. Będzie kilka koncertów. Ale na razie nie mogę wam nic więcej powiedzieć. Musicie być cierpliwi. Musicie mi zaufać.

Hello z Grenoble…. Och, za dużo wiadomości na raz… Montreal? Tak, chciałbym też tam wrócić.

Jakieś pytania? Nie.

Hello z Niemiec.

Czy to prawda, że będzie kolejna trasa koncertowa w USA? Tak. Będzie kolejna trasa. Ale tym razem nie chciałbym żeby to były takie miasta, jak Nowy Jork, Los Angeles czy San Francisco. Bo to był tylko początek. Chciałbym zagrać w innych miastach, w których od dawna nie byłem. Najwyższy czas.

Mówicie, że mogę przewijać ekran? Przewijam.

Dlaczego mówisz tyloma „laguahes” ? (Mika przechodzi na hiszpański) Mówię trochę po hiszpańsku, znam francuski i włoski.

Czy będzie trasa koncertowa we Włoszech? (Mika przechodzi na włoski) Tak, jest wiele dat we Włoszech. Idź na moją stronę internetową i tam znajdziesz listę wszystkich koncertów. Ancona, Livorno, Reggio Calabria, Mediolan, Bolonia…

Czy jesteś podekscytowany? Tak, dlatego mówię tak szybko.

Czy masz… ojej…. Czy masz jakieś rady na to, jak powiedzieć rodzicom o mojej odmienności seksualnej?

Nie wiem ile masz lat… To poważne pytanie… zwłaszcza że opowiadam wam tu różne bzdury… Powiem, że „coming out” przed rodzicami nigdy nie jest łatwy. Jeśli twoi rodzice nie są tolerancyjni w tym temacie, bardzo trudno znaleźć odpowiednie słowa i sposób. Tak to już jest. Nawet jeśli twoi rodzice są tolerancyjni to i tak trzeba dużo odwagi, żeby podejść do nich i powiedzieć: „oto, jaki jestem”. Mogę jedynie podzielić się z tobą moim doświadczeniem. Nie planowałem rozmawiać dziś na tak trudne tematy, ale ponieważ zadałeś poważne pytanie, dam ci poważną odpowiedź. Jestem do tego odpowiednią osobą. Ja spotkałem osobę, która dała mi pewność siebie… czułem, że to nie jest znajomość na kilka tygodni. I jeśli nawet nie planowałem tak długiego związku, to jednak tak się stało. W pewnym momencie zrozumiałem, że jestem z osobą, która będzie przy mnie nawet w trudnych chwilach i to dodało mi pewności siebie, aby oficjalnie powiedzieć o tym mojej rodzinie. To bardzo mi pomogło, ponieważ dało mi emocjonalny „kręgosłup” . Każdy przypadek jest inny i nie mogę ci powiedzieć, żeby zrobić tak samo. Ja miałem szczęście znaleźć kogoś… a właściwie to ta osoba mnie znalazła, jeśli mam być szczery… więc miałem szczęście i to dodało mi sił. Jeśli u ciebie jest podobnie, to jest wtedy łatwiej. Istnieje wiele rozwiązań… więc, nie bój się. Możesz być przejęty, ale nie działaj ze strachem.

Elisa… Elisa Toffoli! Elisa, oglądasz mnie teraz? (Mika przechodzi na włoski – Elisa Toffoli jest włoską piosekarką i kompozytorką piosenek) Elisa, oglądasz mnie teraz? Cześć! Ale się cieszę. Też cię całuję. Jestem szczęśliwy, że tu zajrzałaś. Ludzie, Elisa nas ogląda. Pomachajmy jej!

Jak będzie wyglądać „Revelation Tour”? Do zobaczenia w Londynie.

Koncert w Londynie będzie dosyć skromny, będzie podobny do koncertów w Stanach. Jest skromny, ale bardzo mocny. Prawdopodobnie w przyszłym roku będzie drugi koncert w Londynie. I to będzie bardzo specjalny show. Nic więcej wam teraz nie powiem.

Cześć z Chartres. Hello z Turcji.

Ach, tak bardzo chciałbym zagrać koncert w Istambule! Pamiętam jeden koncert… odbył się w namiocie cyrkowym. To był festiwal. I to było fantastyczne. Fani byli fantastyczni! Znali każde słowo z moich piosenek. To byłą wspaniała publiczność.

Ha ha ha! Czy mógłbyś zamieścić zdjęcie swojej klatki piersiowej jako zdjęcie profilowe?

Nie. Nie zamieszczę zdjęcia profilowego z moją klatką piersiową! Straciłbym wielu „followersów”, gdybym zamieścił takie zdjęcie 🙂 Straciłbym wielu, a nie zyskał nowych.

Kiedy wyjdziesz za mnie?

Nigdy.

Czy umówisz się ze mną na randkę?

Nie.Jestem zajęty. Ale miło, że chcesz mnie zaprosić.

Hello z Algierii.

(Mika przechodzi na francuski) Alison31, nie odpowiadam na twoje pytanie, ponieważ go nie widziałem.

(Pytanie po hiszpańsku) Czy przyjedziesz do Meksyku?

Tak, w 2020… O Boże, mam nadzieję, że tak! Tak!

(Pytanie po hiszpańsku) Będę na koncercie w Madrycie. Czy możesz powiedzieć „Amor les cugas” (po katalońsku „kocham bandytów”) Mika powtarza: Amor les cugas. Les cugas!!!!

(komentarz po włosku) Jaka piękna jest piosenka „Tiny Love reprise”.

Dziękuję, Rosi.

Hello z Istambułu.

Hmmmm… Płyty winylowe.Tak, będą wydane winyle! Idźcie na moją stronę internetową.

Czy przyjedziesz niedługo do Hiszpanii?

Tak, będę w Cadena. A potem będą następne koncerty. Ale jeśli chcecie, żeby było ich jeszcze więcej, zasypcie mailami moich przedstawicieli w Universal Spain. Zróbcie to!

Pozdrowienia z Paryża.

„Blue is a feminin colour”…

Czy chciałbyś współpracować z latynoskim artystą?

Tak, chciałbym.

Jaki jest twój ulubiony język?

Lubię wszystkie języki. Dla mnie najważniejsze jest możliwość używania różnych języków. To otwiera wiele drzwi. Najdziwniejsze jest to, że jestem dyslektykiem i przez wiele lat trudno mi było uczyć się nowych rzeczy. Bardzo mi pomogła… to było w tych najtrudniejszych latach dorastania… kiedy miałem 14 lat i więcej… ta kobieta, pani Coogan.. ona była przemiła. W czasie lekcji dawała mi herbatę i ciasto. Ona przemodelowała mój mózg. Zawsze będę o niej pamiętać. Dała mi tak wiele narzędzi, dzięki którym mogłem pójść do przodu. Ona dała mi te narzędzia, te umiejętności. Nawet teraz wykorzystuję je do nauki języków.

(komentarz po włosku od Elisy) Powiedziano mi, że powinniśmy razem zaśpiewać w duecie.

Hmm, to mogłoby być ciekawe. Jestem wielkim fanem Elisy.

Czy jestem szczęśliwy?

Projekt jest fantastyczny. Jestem szczęśliwy. Choć wiem, że mam dużo pracy przed sobą. Wiem, że długo mnie nie było. Ale jestem szczęśliwy. Jestem również szczęśliwy, że tak bardzo pozytywnie odpowiedzieliście na ten projekt…

Dotarliśmy na miejsce. Postaram się pozostać „na żywo”…. Są tam ludzie… kiedy byłem tu na próbie, niektórzy z nich byli mili, a niektórzy byli nieuprzejmi. Nie chcę robić sobie z nimi zdjęcia, ponieważ byli nieuprzejmi…. Możemy iść.

Hello. To jest Marco, który pracuje nad moim projektem już od ponad roku (w tle słychać wołania „Michael, Michael”).

A tutaj stoją ludzie, z których jedni są mili, a drudzy nie. Nic nie mówcie.

(Kobiety po włosku proszą o zrobienie zdjęcia. Jeden z mężczyzn woła „Michael”.)

Mam na imię MIKA….. A tu są mili ludzie. Bardzo mili!…. A tutaj są ci niemili.

Dobrze. Kilka zdjęć i muszę iść do programu. Chwileczkę. (kobieta wręcza Mice prezent). Dziękuję. (Mika składa autografy) O, skarpetki! Uwielbiam skarpetki! Oto cudowne skarpetki! (Mika dostaje również obraz z powycinanymi ptakami, z rudzikiem)… Tu mamy wino! Wino jest zawsze wspaniałym prezentem. Dziękuję bardzo!

Znów jestem koło tych niemiłych ludzi…. Trzeba być bardzo cierpliwym… Dziękuję!

(Mika wchodzi do budynku) Dokąd teraz? Tędy?

To jest bardzo znany program telewizyjny, który istnieje już od dłuższego czasu. Głównym prowadzącym jest Fabio Fazio, który jest bardzo inteligentny… Moje włosy wyglądają okropnie, więc będę musiał je poprawić… Jest tu gdzieś mój zespół… a moja garderoba przypomina zakład fryzjerski… tak, to jest moja garderoba.

Będę się musiał rozłączyć. Muszę rozgrzać głos przed występem. Chciałem wam tylko powiedzieć „cześć” i mam nadzieję, że dobrze się bawiliście….

(Mika zauważa książkę leżącą na stole, jej tytuł to „Grand Tour”) Och, prezent! Jest piękny. „Grand Tour”. To ja pójdę przeczytać książkę od Fabio. Do widzenia, dobranoc wszystkim, gdziekolwiek jesteście. Dziękuję za wszystko. Dziękuję za wiadomości. Och, jeszcze jedno pytanie.

Kim jest Paloma?

Paloma jest moją siostro i piosenka jest napisana dla niej. Ciao. Buonasera. Buenas noches. Do zobaczenia.

END

.

ICI CANADA „l’effet pogonat”- 27/09/2019

L’effet Pogonat 27/09/2019 ICI Radio Canada

Catherine Pogonat rozmawia z Miką.

Catherin: Cześć Mika.

Mika: Cześć.

C: Wydajesz nowy album, na którym przedstawiasz się „My Name Is Michael Holbrook”. To tak, jakbyś się ponownie przedstawiał. Jakbyś przedstawiał się publiczności w nowy sposób.

M: Rzeczywiście. Miałem wrażenie, że to było naprawdę konieczne. Aby ponownie przedstawić się mojej publiczności, ale także ponownie przedstawić się sobie samemu. Aby odkryć siebie na nowo. Używając mojego oficjalnego nazwiska Michael Holbrook, mogę odkryć na nowo Mikę. Ale mam na myśli tego Mikę, zanim wydał swój pierwszy album. Mówienie o sobie w osobie trzeciej może być dość pretensjonalne. Ale w rzeczywistości jest odwrotnie, to szczerość to poszukiwanie prawdy, to przejrzenie się w lustrze i w oczach innych ludzi, w oczach mojej publiczności, ludzi, którzy śledzą mnie od dawna . Dlaczego teraz? Ponieważ minęło 12 lat. Jeśli nie zrobię tego teraz, to co będę robić? Powtarzać te same rzeczy? Mówić to samo? Śpiewać te same piosenki? Nie mogę tego zrobić. Moja kariera opiera się na moim życiu, moim prawdziwym życiu. Nie jestem tradycyjną „maszyną do robienia przebojów”, która szuka kogoś, kto napisze mu przeboje według aktualnego brzmienia. Ani trochę. Reprezentuję wszechświat. Niektóre piosenki stały się hitami. Zawsze działo się to przez przypadek lub z zaskoczenia. Ale to jest coś więcej. Ten reset był bardzo ważny, abym miał możliwość rozwijania kariery przez następne 10-20 lat.

C: Ale jest coś więcej – nawet jeśli piosenka nie jest hitem w radiu – to poczucie popu. To poczucie muzyki, które przybliża nas do nieba. Wiesz co mam na myśli? Zastanawiam się, czy czujesz presję. Ponieważ masz zdolność do „tworzenia pomostu między nami a niebem”, jak mówi Francis Cabrel … Czy jest presja?

M: Nie. Nie ma presji. To jest konieczność. To są dwie różne rzeczy. To jest, na przykład … w piosence „Tomorrow” z mojego nowego albumu …

C: Którą uwielbiam …

Słyszymy fragment piosenki.

M: Chodziło o to, abyśmy czuli się cieplejsi, bardziej ludzcy. To unosi nasze dusze, rozgrzewa nasze serca. To jest pop. Kocham pop. Nie lubię natomiast rzeczy popularnych.

C: I to jest coś innego.

M: To jest zupełnie coś innego. W popie możesz być wymagający, możesz być poetycki … Musisz być uniwersalny, co nie oznacza ograniczania. Musisz znaleźć syntezę rzeczy. To nie jest ograniczanie. To duża różnica.

C: A niuans jest bardzo ważny. Ponieważ czasami ma to znaczenie pejoratywne. Kiedy mówimy „pop”, ludzie mówią: „chodzi o komercjalizację za wszelką cenę, aby się podobało za wszelką cenę”. A to nie o to chodzi.

M: Ale również… na przykład w popie… w prawdziwym popie jest miłość, są kolory, jest polityka, jest seks, jest seksualność, jest wszystko. W popie lat 70 ‚, 80’ była ogromna zmysłowość. Potem dochodzimy do lat 90 ‚- koniec lat 90’ – i wtedy … mówimy, że to jest pop. Ale ten pop stał się niezwykle skomercjalizowany. A to, co było kulturowym popem, jak Warhol w latach 80 ‚, zostaje skomercjalizowane. Właśnie dlatego w popularnym popie istnieje ogromne ograniczenie zmysłowości, seksu i polityki. Myślę, że istnieje sposób na walkę z tym. Wiele osób to robi. Jestem tylko częścią klubu ludzi, którzy uważają, że pop może być poetycki.

C: I inteligentny.

M: Tak, ale istnieje wiele wersji inteligencji. To zależy. Mogłaś czytać … Nie wiem … George Sanders, Sheakspeare, Graham Green … i możesz pisać pop … to jest rodzaj inteligencji … Ale nawet jeśli nie czytałaś tych wszystkich książek, to istnieje sposób na stworzenie inteligentnego popu. Inteligencję można wyrazić na wiele różnych sposobów. Chodzi raczej odwagę opisywania naszego prawdziwego życia, życia osobistego, życia ludzi wokół nas, w naszych piosenkach, nawet jeśli są to melodyjne utwory. Nawet jeśli są to rzeczy trudne , możemy włożyć w to poezję.

C: I to właśnie chciałeś powiedzieć … Mówisz, że byłeś wściekły, że stałeś się logo. I że chcesz zachować dystans od tego logo.

M: Tak, ponieważ jednocześnie straciłem dystans do branży, promocji … ale nie takiej promocji, jaką tu robimy … ogólnie do przemysłu muzycznego: wydawania albumów … wszystkie te zmiany, które mają miejsce … z miesiąca na miesiąc jesteśmy w zupełnie innej branży … inne są cele … To zniszczyło moją miłość do muzyki … Musiałem to rozdzielić … Ponieważ muzyka jest „na zawsze”, przemysł zmienia się z dnia na dzień…

Słyszymy fragment piosenki „Tiny Love”.

C: Oprócz piosenki „Tomorrow”, którą bardzo lubię, na twojej płycie jest jeszcze jedna piosenka, którą kocham i jest to „Tiny Love – reprise”, ostatnia piosenka. Jest bardzo orkiestrowa, z chórami, co jest bardzo epickie i sprawia, że czuję się, jakbym widziała cię w wersji z orkiestrą symfoniczną tutaj w Montrealu. Jaki jest twój związek z orkiestrą, z muzyką klasyczną?

M: Muzyka klasyczna jest niezbędna w moim życiu. Jeśli wejdziesz do mojej garderoby, usłyszysz Philippe’a Jaroussky’ego, który jest świetnym kontra-tenorem. A potem usłyszysz Briana Eno lub Wu-Tanga Clan … Ale muzyka klasyczna jest dla mnie … kiedy mówisz, klasyczny” to pojęcie jest bardzo szerokie. Bo czym jest „muzyka klasyczna”? … Ale… nie wiem. Ona ma duży wpływ na mnie … Daje mi perspektywę. Pozwala mi zrozumieć, że nie wolno zbyt wiele myśleć o tym, co stanie się z piosenką, z albumem w krótkim czasie. Ale o tym, jak będzie ewoluować za 10 lat. Jeśli jestem z czegoś dumny, to nie z ilości sprzedanych albumów, nie z liczb, nie z pieniędzy … bo wydaje dużo pieniędzy – szczególnie na moją produkcję. Więc tak naprawdę nie jestem do nich przywiązany … chodzi o to, że kiedy słucham, na przykład „Grace Kelly”, „We Are Golden”… Wymieniam dość stare piosenki… Onemimo wszystko nie brzmią staro. Powstały jakiś czas temu, ale brzmienie nie jest przestarzałe. Może dlatego, że wywodzę się z muzyki klasycznej, więc moje brzmienie nie jest przywiązane do żadnego okresu czasu. Liczy się tekst i melodia. Dlatego muzyka klasyczna jest bardzo ważna, aby dać nam odpowiednią perspektywę. Nie musisz bać się muzyki klasycznej. Ona nie jest tylko dla snobów. Absolutnie nie. Kochałem muzykę pop. Kiedy byłem w londyńskim Royal Conservatory, zwykłem tam mówić: „wiesz, uwielbiam to (pop)” i to był taki mały snobizm. Potem mój profesor powiedział mi: „jeśli będziesz robić muzykę pop i jeśli złapię cię, że nad nią pracujesz, wydalę cię ze szkoły”. Musiałem to robić w tajemnicy. A potem chodziłem do klubów nocnych i na niezależne sceny i zwykłem mawiać: „Kocham muzykę klasyczną”. A oni odpowiadali: „Och, a co to jest?”

C: Byłeś w obu światach.

M: Więc co miałem zrobić? Połączyłem oba te światy w mojej własnej muzyce i wymyśliłem własną przestrzeń.

Słyszymy fragment symfonicznej wersji „Grace Kelly”

C: Jesteś Miką z Orchestere Syphonique de Montreal, jak i Miką, którgo widziałam w Corona Theatre z nowymi piosenkami. Jesteś taki sam, ale pojawiła się pewna różnica. W tej małej sali w Montrealu zatracasz się w niewiarygodny sposób. Twój sposób poruszania się jest powalający.

M: (śmiech) Naprawdę … Tak, ja się ruszam, nie tańczę. To duża różnica. Ja nie umiem tańczyć.

C: Masz długie kończyny. I kiedy się poruszasz, wyzwala to specyficzy sposób poruszania się.

M: Trochę jak „Jack” z filmu „The Nightmare Before Christmas” Tima Burtona. (Mika śpiewa) “What’s this, what’s this, It’s falling in the air” … Albo trochę jak „Edward Nożycoręki”.

C: To była pełna symbioza z publicznością. Skakali. Na sali była niesamowita energia.

M: Wiesz, co jest w tym piękne? Jeśli ja poruszę ramieniem, oni też poruszą ramieniem. Lubię też, gdy śpiewam na festiwalu z dużą ilością ludzi na widowni lub gdy śpiewam w Coronie – stworzenie takiej atmosfery może zająć trochę więcej czasu – zapominamy o wszystkim. Zapominamy o kontekście. Przez 1 godzinę 45 minut zapominamy o życiu. Ale o dziwo rozmawiamy o życiu. Są chwile smutne, bardzo intensywne, emocjonalne. Ale zapominamy o życiu na zewnątrz. Nawet gdy jest dużo ludzi, intensywność wciąż tam jest. Kiedy jestem na scenie wszystko ma większy sens, To jest katartyczne – oczyszczające.

C: Wszystko ma sens? Wszystko nabiera sensu?

M: Może raczej wszystko nabiera sensu. Ale może ty masz tak samo, gdy jesteś przed mikrofonem, gdy jesteś na żywo w radiu. Mogę sobie wyobrazić, że wszystko staje się bardziej jasne. Łatwiej jest rozróżniać. Podejmować decyzje. Ja, w życiu prywatnym, kiedy budzę się rano, nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji. Jestem beznadziejny. Ale jeśli postawisz mnie na scenie, jeśli umieścisz mnie w studio nagrań, wszystko stanie się jasne. I po czterech latach brakowało mi tej jasności. Teraz widzę, że nawet jeśli życie uderza cię prosto w twarz, gdy życie nie jest stabilne… To nie znaczy, że powinienem unikać sceny. Może powinienem zrobić jeszcze więcej. Powinienem być bardziej obecny. I cieszyć się tą jasnością sytuacji. I cieszyć się dystansem wobec siebie. Mogę ci powiedzieć, że jestem mniej egocentryczny i mniej egoistyczny, kiedy wykonuję swoją pracę, niż kiedy nie pracuję. Ponieważ staję się mniej materialistyczny, mam mniejszą obsesję na punkcie drobiazgów z mojego życia. Moja perspektywa zmienia się, gdy śpiewam na scenie. I jestem niezmiernie wdzięczny, że to doświadczenie „Michael Holbrook”, ten album, przywróciło mi to uczucie.

Słyszymy niewielki fragment „Stay High ”.

C: Jest piosenka, w której mamy Mikę w wersji „rock” – to „Stay High” z duchem rock’n’rollowym. Chce się zatańczyć „pogo”. Chce się skakać. Czy o to ci chodziło, aby tańczyć, skakać po ścianach?

M: Upić się muzyką. Upić się czymś, co nie pozostawia kaca. Na tym albumie słowo „high” jest bardzo obecne. Myślę, że możemy je usłyszeć w czterech utworach. Dużo mówię także o kolorach. Widzę muzykę w kolorach. Naprawdę łączę muzykę z kolorami. I były momenty podczas nagrywania, kiedy śpiewałem i byłem całkowicie mokry od potu. Chciałem to uchwycić i umieścić w albumie.

C: Chciałabym ci coś pokazać, Mika. Mała sugestia dotycząca kontynuacji trasy koncertowej. Opracowałam choreografię do „Relax”. Pokażę ci.

Słyszymy piosenkę „Relax” i śmiech Miki. Zaczynają tańczyć.

M: Mogę ci obiecać. Następnym razem, kiedy zagram koncert w Montrealu, zatańczę to. Nie zapomnę.

C: Obiecujesz?

M: Jeśli zapomnę, będziesz mogła rzucić mi „wyzwanie”, żeby zrobił cokolwiek. Ty zdecydujesz.

C: Jeśli uda mi się przepchnąć do pierwszego rzędu i jeśli zobaczysz dziewczynę wykonującą te ruchy, przypomnisz sobie, że to była moja choreografia. Dziękuję bardzo, Mika.

M .: Dziękuję.

KONIEC

Link do podcastu po francusku.

https://www.icimusique.ca/articles/21387/audio-mika-en-entrevue-a-leffet-pogonat

oh my mag 16/09/2019

Powiedz nam coś o tytule Twojej nowej płyty.

Mika: Album nosi tytuł „My Name Is Michael Holbrook”. To moje oficjalne imię. Moje prawdziwe nazwisko to Michael Holbrook Penniman Junior. Ale moja mama nazwała mnie Mika już godzinę po moich narodzinach. Mam takie same imiona jak mój ojciec. On nazywa się Michael Holbrook Penniman. Chciałem poznać, kim jest mój ojciec. Skąd pochodzi. Chciałem poznać jego historię. Historię jego rodziny. I dla nowej płyty to było bardzo interesujące. Uważam, że w wieku 36 lat – teraz mam 36 lat – to bardzo ważne, żeby wiedzieć skąd się pochodzi i kim się jest.

W jaki sposób powstawał album?

Mika: Napisałem ten album w domu. Siedząc przy pianinie w moim domu. Nie ma ani jednej piosenki, która by powstała gdzie indziej. W piosence „Tiny Love” można usłyszeć głos mojej mamy. Pomyślałem, że to dobry pomysł, żeby oddać im głos. Zamiast być ciągle kompozytorem i wykonawcą, który mówi w imieniu innych i śpiewa o nich. Chciałem, żeby one złapały za mikrofon, żeby w końcu przemówiły. Dlatego w ostatniej piosence na płycie to moja mama i moja siostra Paloma śpiewają fragment utworu.

O czym opowiada piosenka „Paloma”?

Mika: Piosenka „Paloma” opowiada o mojej siostrze, która miała bardzo ciężki wypadek. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym, żeby opowiadać o tym w piosence, o tym, co się wydarzyło. Na szczęście teraz mogę o tym spokojnie mówić. Bo przez całe lata nie mogłem o tym mówić. Ona wypadła z okna swojego mieszkania na czwartym piętrze. To był jej pierwszy wieczór w nowym mieszkaniu. Moja siostra jest inwalidką i od urodzenia ma słabszą lewą stronę ciała. Stała w oknie i paliła papierosa. Było już bardzo późno, Skończyła sprzątać mieszkanie. Wypadła z okna i upadła na metalowe ogrodzenie. W Londynie domy są ogrodzone takimi metalowymi prętami. I ona na to upadła. Ja przybiegłem… jej współlokatorka mnie zawiadomiła… i ją widziałem. O czwartej nad ranem, w sytuacji, kiedy moja siostra umierała… Ale przeżyła… Kiedy zacząłem pisać piosenki na nową płytę, napisałem „Tiny Love”, „I Went To Hell Last Night”, „Sanremo”… I nagle poczułem, że jestem w stanie mówić o rzeczach, z którymi wcześniej bałem się zmierzyć. I piosenka „Paloma” właśnie taka jest. To było jak oczyszczenie, jak lekarstwo dla mnie. W piosence jest wers, który jest kluczem do zrozumienia znaczenia utworu i dla zrozumienia, dlaczego ją napisałem. Dlaczego wykorzystałem tę historię. W drugiej zwrotce mówię: „Znalazłem cię w ciemnościach. Walczyłaś o życie. Ale w tej sytuacji tak trudnej zdałem sobie sprawę, że nawet w bardzo ciężkich momentach można odnaleźć piękno”.

Gdybym nie napisał tej piosenki, nigdy nie byłbym w stanie poradzić sobie z tym, co się wydarzyło. I nie zrozumiałbym, że nawet w najtrudniejszych chwilach jej życia, w tym, co razem przeżyliśmy, było piękno, była poezja. Oczywiście, że to boli, że to pali. Ale w każdej chwili naszego życia jest piękno. Zrozumienie tego było dla mnie olbrzymim krokiem do przodu. Dlatego bardzo się cieszę, że ta piosenka jest na tym albumie.

Koniec

RADIO CANADA 16/09/2019

Penelope Mcquade rozmawia z Miką w Montrealu w Radio Canada

Penelope (śmiejąc się): Usłyszeliście właśnie Mikę, który pytał o nasz adres na Instagramie…

Mika: Ojej, już jesteśmy na antenie?

P: Mika właśnie nakręcił Story na swój Instagram. Dodał mi nosek i wąsy.

M: Bardzo ci z nimi do twarzy, muszę przyznać.

P: Jesteś między dwoma koncertami w Montrealu…

M: Właśnie dlatego mam dziś głos jak Barry White.

P: To dlatego, że wczoraj późno poszedłeś spać?

M:Tak. Zazwyczaj kładę się późno spać. Ale nie dlatego, że baluję do późna. Mój lekarz od strun głosowych mówi, że kiedy jestem w trasie, moja pełna gotowość wokalna i fizyczna powinna być około godziny ósmej wieczorem. To znaczy, że muszę poprzesuwać moje aktywności. Muszę wstawać późno, żeby osiągnąć moje optimum wieczorem. Dlatego wczesne wstawanie, żeby robić promocję w radiu, powoduje efekt trochę jak jetlag.

P: Rzeczywiście, to nie jest najlepszy moment. Tym bardziej dziękuję ci za przybycie do studia. To twój krótki pobyt w Kanadzie w trakcie trasy koncertowej po Ameryce…

M: Na razie.

P: Tak, ponieważ kolejne daty zostaną podane później.

M: Tak. Teraz dwie daty, ale z bardzo specjalną energią. Występujemy w teatrze Corona.

P: No właśnie. Występujecie w teatrze Corona. Występowałeś kilka lat temu w Centre Bell. Z orkiestrą symfoniczną OSM. Corona, to dosyć małe miejsce, na tysiąc osób.

M: Ale właśnie tego potrzebowaliśmy.

P: Dlaczego?

M: Po pierwsze, bilety zostały wyprzedane w kilka minut na oba koncerty… Powiedziałem sobie: OK, minęły trzy lata… prawie cztery lata od mojej ostatniej wizyty tutaj. Zaczynamy od początku i zrobimy to w sposób intymny, szczery i kreatywny. Na scenie nie ma nic. Jestem tylko ja, moi muzycy i publiczność. To prowadzi do spontaniczności, która jest o wiele ciekawsza. Wszystkie pomysły, jakie zrodzą się na scenie w tej małej sali… wszystkie te piękne momenty staną się najbardziej ikoniczne w spektaklu, który będzie można oglądać później.

P: To coś w rodzaju rozwoju? Takie laboratorium?

M: Laboratorium pomysłów. Dobrze jest mieć takie laboratorium. Myślę, że jest obecnie wielu artystów, którzy wybrali taki sposób działania. Mówią sobie: OK, zaczniemy w małych salach. Potem to będą duże festiwale. Potem może zrobimy coś… w kościele. Albo jeszcze raz z orkiestrą. Kto wie? Takie różne rzeczy. Myślę, że dla artysty, jakim jestem, dla artysty, który jest mieszanką gatunków muzycznych… to nie jest tylko styl. To jestem ja. To jest mój kosmos. I ten kosmos powinien się zaprezentować w bardzo różnorodnych warunkach, w bardzo różnorodnych miejscach. I w taki sposób mogę sprawić, że mój kosmos będzie istniał i będę mógł o nim opowiedzieć mojej publiczności.

P: Masz szczególny sentyment do publiczności w Montrealu. I nie tylko do publiczności. Również do miasta Montreal. Przecież nagrałeś tutaj album…

M: Tak, tutaj zrobiłem mój trzeci album.

P: Skąd takie przywiązanie do tego miasta?

M: Nie wiem. To miasto jest… szalone. Mówię to z bardzo dużą dawką afektacji. Bo jak wiecie, ja lubię rzeczy szalone.

P: To oczywiście zrozumieliśmy.

M: Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Montrealu miałem to uczucie… Pomyślałem: Mój Boże. Ale to dziwne. To miasto jest podobne do mnie. Dlaczego? Jadę z lotniska i ludzie mówią do mnie po angielsku. A wszystkie napisy są po francusku. Więc mówię po francusku. Przez siedem lat dzieciństwa dorastałem w Paryżu. Ale mój ojciec jest Amerykaninem. Więc w tej mieszance kulturowej szybko się odnalazłem. Następnie widzę restauracje libańskie. Widzę nazwy libańskie. Widzę wpływy greckie. Wpływy z Europy wschodniej. Jest w tym wszystkim tak wiele cząstek, które są również w mojej historii. Idea, że tożsamość miasta tworzy się poprzez mieszankę, poprzez wchłanianie, przez integrację kultur, to jest rzecz podstawowa, która sprawia, że robi mi się ciepło na sercu. Uważam, że ten aspekt… to wyzwala kreatywność. I jeszcze pogoda. Kiedy jest zimno, wracasz do domu i pracujesz. Masz ochotę tworzyć. I czekasz na wiosnę. To odrodzenie, które powraca co roku… czekamy na to co roku, ponieważ to jest uczucie, które… jest niezwykle ważne.

P: Kiedy nadchodzi wiosna, my zaczynamy wariować. Ty powiedziałeś słowo „szalony”. My wariujemy przy pierwszych promieniach słońca.

M: Tak. Ale ja nie mogę tego powiedzieć.(oboje się śmieją). Ty to możesz powiedzieć. Ja nie mogę.

P: Miałeś kilka lat przerwy. Mówiłeś, że miałeś dosyć przemysłu muzycznego. Miałeś dosyć pewnych rzeczy, które się dzieją w muzyce. Wielu artystów wypowiadało się u nas podobnie. Mamy dosyć i potrzebujemy chwili przerwy. Co przywróciło ci radość? Co przywróciło ci chęć do tworzenia, do napisania tego piątego albumu, który nosi twoje imię? Album nazywa się „My Name Is Michael Holbrook”. To twoje oficjalne imię. Co przywróciło ci radość?

M: Ammm. Robiłem wiele rzeczy. Pracowałem w telewizji. Na początku myślałem, że telewizja to będzie taki krótki epizod. Ale wszystko potoczyło się bardzo dobrze.

P: Przez sześć lat byłeś w The Voice?

M: Tak. Na początku myślałem, że zrobię to przez rok, może dwa lata. A trwało to sześć lat. To niesamowite. Wszytko to jest OK. Jednak problem z telewizją polega na tym – i ty o tym wiesz bardzo dobrze, z tego żyjesz – że… kiedy wszystko jest dobrze, to co się dzieje? Po 10 sekundach cała ekipa podbiega do ciebie i mówi: brawo, to było świetne! I pojawia się ten rodzaj podniecenia, skacze poziom adrenaliny, endorfin, dopaminy. Trumf, sukces! To przychodzi nagle… ale znika bardzo szybko. Bardzo łatwo jest się od tego uzależnić. Od tego uczucia małego sukcesu, który pojawia się bardzo szybko. Z muzyką jest inaczej. Pisanie muzyki to proces, który wygląda całkowicie inaczej. Piszesz. Czekasz. Jest cisza. Potem masz wątpliwości. Potem musisz się bronić. Potem trzeba nagrać to, co się napisało. Potem trzeba to przygotować na scenie. I to trwa i trwa i trwa… To trwa bardzo długo. Telewizja może być niebezpieczna w porównaniu z muzyką. Jest ten moment, kiedy skacze ci adrenalina, kiedy szybko osiągasz satysfakcję. To jest jak hamburger. A muzyka potrzebuje więcej czasu i wymaga większego zaangażowania emocjonalnego. I to jest rozłożone w czasie. Tak więc, musiałem zerwać z telewizją. Podjąłem tę decyzję jeszcze zanim do tego doszło. Postanowiłem kompletnie się odseparować. Chciałem odnaleźć Mikę. Chciałem odnaleźć Mikę, który istniał zanim zaczął sprzedawać płyty. Zanim imię Mika stało się logo. Zanim Mika wydał pierwszy album. I po to potrzebowałem jakiegoś pseudonimu. Wybrałem Michael Holbrook Penniman Junior, ponieważ uznałem, że mogę użyć mojego oficjalnego nazwiska, aby odnaleźć Mikę. Takie zadanie sobie wybrałem.

P: Czy to znaczy, że musiałeś „odkopać” Mikę łopatką, tak, jak to robią archeolodzy, którzy muszą usunąć ziemię i kamienie, żeby odszukać przedmioty?

M: Kiedy byłem mały, miałem taki zestaw: pędzelek, grabki… Ale w moim przypadku to był raczej dynamit.

P: Za pomocą dynamitu szukałeś Miki?

M: Odciąłem się od wszystkiego. Postanowiłem nie korzystać z komercyjnych studio nagraniowych. Postanowiłem nie korzystać z ludzi, którzy tworzą płyty dla wszystkich. Przestałem współpracować z moim producentem, z którym zrobiłem cztery płyty. Miałem wszystkiego dosyć. Zbudowałem studio nagrań w moim domu. Białe pianino, podobne do tego, które miałem w domu, kiedy miałem 15 lat. I będę pisać. Wybiorę dwie osoby, które będą ze mną pracować. One będą musiały przyjechać do mnie i mieszkać ze mną przez dwa miesiące i pracować. I będę opowiadać o moim życiu. O rzeczach najbardziej osobistych.

P: I to dało między innymi piosenkę „Tiny Love”.

Tu zaczyna się nagranie, ale przez pomyłkę zostaje puszczona piosenka „Paloma”. Po 30 sekundach słyszymy „Tiny Love”.

P: Ta piosenka to „Tiny Love”. Wcześniej usłyszeliśmy fragment piosenki „Paloma”. Nie wiem jak to nazwać: bilans życiowy, aktualizacja danych?

M: Tak, to taki bilans życiowy. Aktualizacja… Może coś wyjaśnię. Muszę coś sprecyzować. Zapowiedzieliśmy piosenkę „Tiny Love”, a usłyszeliśmy „Palomę” – bo płyta jeszcze nie wyszła – i zagraliście ją po raz pierwszy! Osobiście uważam, że jeśli zdarzają się takie drobne błędy i usłyszeliśmy „Polomę” po raz pierwszy w rozgłośni ŚWIATOWEJ, choćby tylko jako krótki fragment… zapowiadając ją jako „Tiny Love”… to może nam przynieść szczęście.

P: Naprawdę? To jestem szczęśliwa, że możemy przyczynić się sukcesu!

M: „Tiny Love”. Usłyszeliście tylko początek. Potem jest „bam” i wszystko się zmienia. To jest rodzaj krajobrazu. To pierwsza piosenka, którą napisałem do nowego albumu. To jest dosłownie sytuacja, w której siedziałem przy pianinie i chciałem wywołać w sobie to magiczne uczucie, które się ma w momencie tworzenia. To jest element, który powoduje przemianę. Który daje mi poczucie wartości. Nagle to poczucie się pojawia. Od bardzo dawna brakowało mi tego uczucia. Nie napisałem nic przez okres półtora roku, dwóch lat. Wiem, że wśród słuchaczy są osoby, które również piszą piosenki. Boimy się tylko dwóch rzeczy. O zdrowie. Nasze własne zdrowie i zdrowie osób, które kochamy. I boimy się blokady. Nie mówi się dużo o blokadzie. Nie mówi się o tym, ponieważ postrzegamy to jako słabość. A ja to powiem. Miałem blokadę. Miałem wszystkiego dosyć. I co zrobiłem? Zbudowałem to małe studio nagrań, o którym już wspominałem. Pierwszego dnia wsiadam w samochód… Mam studio na Florydzie… Mówię: chodźcie pieski. Jedziemy. Chciałem odkryć inne aspekty mojej tożsamości. I jadę do Savannah/Georgia…

P: Po śladach twojego ojca?

M: Tak.

P: Odbyłeś pielgrzymkę śladami swojego ojca.

M: Dokładnie. Moja mama ma korzenie libańskie i syryjskie. Jest Amerykanką pierwszej generacji. W kulturze libańsko-syryjskiej matka gra główną rolę. I tak zawsze było. Chciałem zobaczyć drugą stronę. Pojechałem do Savannah/Georgia bez żadnych oczekiwań. Poszedłem na cmentarz Bonawentury i tak znajduje się miejsce rodziny Penniman. Rodziny mojego ojca. I tam zobaczyłem tych wszystkich Pennimanów, których tam pochowano. I nagrobki z moim imieniem. Z moim oficjalnym imieniem i nazwiskiem. Holbrook Penniman. Michael William… Pomyślałem: Moje nazwisko znajduje się na tych grobach! Częściowo zatarte przez deszcz i przez czas. Tam, pod ziemią spoczywają ich kości. I oni nosili moje nazwisko. To było bardzo w stylu Tim’a Burton’a. To było bardzo „dark” i bardzo śmieszne równocześnie. Powiedziałem sobie: Jestem Michael Holbrook. I z tą perspektywą, w tym nastroju Tim’a Burton’a wrócę do siebie i odkryję na nowo kim jestem. Odkryję na nowo proces pisania piosenek. I w „Tiny Love”, kiedy posłuchacie piosenki – dziś słyszeliśmy tylko mały fragment – zobaczycie osobę, która na nowo odkrywa radość pisania piosenek. Wszystkie nagrania wokalu zostały dokonane właśnie wtedy. To te wersje słychać na płycie.

P: Wspomniałeś Tim’a Burtona. Ale pewien dziennikarz powiedział, że ta płyta to jest mieszanka Disney’a i Lars’a von Trier’a. I zastanawiam się, że jeśli ten album jest bilansem życiowym, to czy twoje życie przypomina mieszankę Disney’a i Lars’a von Trier’a.

M: Tak, szczególnie teraz.

P: Dlaczego?

M: Sporo wyzwań mamy obecnie w rodzinie. Dużo się dzieje. Ale takie jest życie. Czasami wszystko się dzieje w jednym czasie. W czasie pisania tego albumu straciłem wiele osób. A teraz pojawiły się kolejne wyzwania…. Nie wiem…to jest chyba moja reakcja, żeby przetrwać te trudne chwile, które przytrafiają się nam wszystkim. I moją reakcją jest pisanie wykorzystując ludzkie ciepło. Odnalezienie emocji. Przepisanie recepty na lek. List pełen miłości do osób, które kocham. Do osób, które kochałem. Ale również potężny kopniak w krocze tych wszystkich ludzi, których nie lubię. Ponieważ od czasu do czasu zemsta może się czemuś przysłużyć.

P: Kiedy przeżywa się to wszystko, a równocześnie trzeba być w drodze, w trasie koncertowej, wiedząc, że są problemy rodzinne… w jaki sposób to pogodzić?

M: Wymaganie i perfekcja są jedyną rzeczą, które mogą dać poczucie równowagi. Wszystko musi być bardzo dobre. Każda rzecz, którą wybieramy, musi być bardzo dobra. Trzeba być wymagającym w naszych wyborach. I każdy koncert musi być perfekcyjny. Każdy wywiad musi być szczery. W ten sposób nie marnujemy energii. To nas doładowuje. Myślę, że to jest korzyść płynąca z dwunastu lat kariery. Po dwunastu latach to już nie jest pogoń za karierą. Po pewnym czasie ma się tego dosyć. Odnajduję dziennikarzy których lubię. Wracam do restauracji, które lubię. Wracam do przyjaciół. Do sal. Do rozmów z publicznością, które rozpoczęły się dziesięć lat tamu. Karierę się buduje, karierę się rzeźbi. Na to potrzeba czasu, uwagi, pomysłów. Rozmów. To nie jest coś powierzchownego. To nie jest pogoń za ilością streamingów w sieci. To nie jest pogoń za kolejnym przebojem.

P: A nie istniało ryzyko ucieczki w przyszłość? Kiedy życie nie jest idealne, można pomyśleć, że tournee, występy, miłość którą się dostaje, mogą być rodzajem schronienia, ucieczki. Istnieje takie ryzyko, czy nie?

M: Dla mnie to nie jest ucieczka. Może dlatego, że…. dla mnie nigdy to nie była ucieczka. Tournee jest dla mnie czymś prawdziwym. Dzięki temu lepiej rozumiem moje życie… Nie wiem, czy widziałaś mnie na scenie.

P: Tak.

M: To taka dziwna mieszanka. Na przykład ludzie, którzy byli wczoraj na koncercie w Coronie, i którzy przyjdą na dzisiejszy… To tak dziwna mieszanka. Ja totalnie oddaję się publiczności i wszystko jest możliwe. I równocześnie niczym się nie przejmuję. Mogę się odwrócić … Naprawdę jest to taki rodzaj napięcia… To napięcie jest również prowokujące. I bardzo dobrze. To znaczy, że wszystko może się zdarzyć. I publiczność to szanuje. Oni wiedzą, że taki właśnie jestem. Na przykład wczoraj zszedłem ze sceny i śpiewałem wśród publiczności. W samym centrum sali. To nic takiego, to było tylko tysiąc osób. Ale robiłem to także w salach na 14 tysięcy osób. Wchodzę między publiczność. I nigdy nie miałem problemów. Nigdy. Nie wiem. Ja czuję się bardzo związany z tym, co się dzieje na scenie. To nie jest ucieczka, To nie jest chęć rozrywki.

P: I to działa w obie strony. To jest wymiana energii.

M: Wiesz. To śmieszne. Wchodzę do tego budynku, który jest trochę jak zatrzymany w czasie. Dla tych, którzy nie znają tego budynku (chodzi o teatr Corona)… Jakbyś go opisała?

P: To taki stary budynek. Trochę retro. Przypomina stary kabaret.

M: Trochę jakbyśmy znaleźli się w filmie Roberta Lepage.

P: Tak. I znajduje się w zachodniej części miasta, w części robotniczej.

M: Ten budynek powstał w czasach, kiedy kolor brązowy uważany był za najbardziej żywy, ekscentryczny, najbardziej kreatywny na całym świecie. To ocean wszelkich odcieni brązu. Ludzie ubierali się kolorowo. Ale w architekturze i dekoracji wnętrz królował jeden kolor: brązowy. Jednak kiedy wejdziemy do budynku, zobaczymy fotografie ludzi przed mikrofonem. Stare fotografie z lat dwudziestych. Pamiętam, że trzy lata temu były tu olbrzymie lalki, które były wykorzystywane w programach telewizyjnych dla dzieci, czy w programach historycznych. I zaczynamy rozumieć, że to nie jest tylko rozrywka. Że tu nie chodzi tylko o komercję. Przy pomocy radia, przy pomocy koncertów można stworzyć coś wartościowego. Można wyrażać się z głębi serca. Można przemawiać ze sceny, z płyt. Jeśli robimy to w odpowiedni sposób, to nie będzie tylko maszyna do tworzenia przebojów, które szybko dadzą zarobić na YouTubie. Można rozwinąć dialog, którego nie ma w prawdziwym życiu.

P: Co takiego zgubiłeś cztery lata temu, co teraz znalazłeś w Michael’u Holbrook’u?

M: Dziecko, które zaczęło pracować w wieku ośmiu lat. Które codziennie ćwiczyło przez trzy i pół godziny ze swoją mamą. Które pisało piosenki, żeby uciec od szkoły, żeby uciec od przemocy. Które śpiewało… Które spało na parkingach w Toyota Previa ze swoją mamą i siostrami. W ten sposób mogliśmy dostać pracę. Moja mama mówiła: „Nie, nie potrzebujemy hotelu. Bierzemy tę pracę. On dla was zaśpiewa. Nie potrzeba hotelu”. I spaliśmy w samochodzie. I tamto dziecko było najbardziej radosną osobą.. najbardziej radosną wersją mnie samego. I wszystkie piosenki powstały na tej bazie. Chciałem odnaleźć tę osobę. Ponieważ jeśli chcę przeżyć emocjonalnie i personalnie najbliższe lata, muszę być tą osobą. I żadną inną.

P: Mika, to jest przyjemność… dla wszystkich, którzy przyjdą na twoje koncerty. Pojawią się kolejne daty. Na razie tylko Montreal znalazł się na liście trasy koncertowej w Ameryce Północnej. Album ukaże się na początku października. Mogliśmy usłyszeć kilka fragmentów. I pożegnamy się słuchając fragmentu… ostatnio która piosenka byłą twoją ulubioną? „Blue”?

M: Tak, „Blue”. Ale możecie zagrać jeszcze raz „Paloma”. Dam tylko jedną wskazówkę. Piosenka opowiada o mojej siostrze i to jest prawdziwa historia.

P: Mika, to była czysta przyjemność spotkać się z tobą.

Słyszymy fragment piosenki „Paloma”.

Koniec

AU FEMIN „pour et contre”- za czy przeciw? – pełna wersja

Cześć, tu Mika. Dziś jestem z „Au Feminin” z moimi „Za i Przeciw” ( „Pour et Contre”).

Ogólnie jestem przeciwko wszystkiemu 🙂

Pytanie: Covery twoich piosenek. Za czy przeciw?

Jestem „za” dla tych którzy grają covery moich piosenek.. Ponieważ myślę, że to dla mnie duży komplement. Czasami zdarza się, że takie wersje podkreślają część utworu, na którą wcześniej nie zwracałem uwagi.

Jest to więc nie tylko komplement, ale może być również inspiracją. Daje mi to pomysły na nowe wersje piosenek śpiewanych na żywo. Więc lubię covery.

Pytanie: Jeść lody zimą. Za czy przeciw?

Jestem przeciwko lodom w zimie. Ponieważ ogólnie nie przepadam za lodami. Wiem, że to brzmi dziwnie, ponieważ napisałem piosenkę pod tytułem „Ice Cream”. Ale ja nie lubię lodów.

Pytanie: Wziąć udział w „Tańcu z gwiazdami”. Za czy przeciw?

Jestem przeciwny uczestnictwu w „Tańcu z gwiazdami”. Nie jestem zainteresowany. Po pierwsze dlatego, że jest to bardzo trudne. Po drugie dlatego, że poruszanie się jest częścią mojej pracy. Wiem, że nie jestem tancerzem, ale poruszam się na scenie. Wyrażam siebie ruchami ciała. Więc ocenianie moich naturalnych ruchów, mogłoby być bolesne. Dlatego uciekam od tego z prędkością 150 kilometrów na godzinę. Tak więc, absolutnie jestem „przeciw”.

Pytanie: Tydzień bez mediów społecznościowych. Za czy przeciw?

Absolutnie jestem „za” jeśli chodzi o tydzień bez mediów społecznościowych. Nawet nie trzeba mnie do tego zachęcać. Jeśli chodzi o media społecznościowe, to jestem dotknięty lenistwem. Uważam, że to jest ciężkie. To mnie stresuje. To bywa zabawne, ale w 70% to dla mnie stresujące. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. I na pewno nie jestem w tym osamotniony. Myślę, że jest wiele osób, które czują stres, ponieważ myślą, że trzeba coś pisać. Uważam, że trzeba pisać tylko o tym, co nas inspiruje, co nas buduje.

Pytanie: Nakręcić film o tobie. Za czy przeciw?

„Przeciw” filmowi o mnie. Po pierwsze dlatego, że jeszcze nie umarłem. Po drugie dlatego, że jestem tego wart. Ach, nie! Jest jedno „za”. Jeśli zagra mnie jakaś super gwiazda. A więc w mojej roli chciałbym, żeby to była Winona Ryder, albo Tilda Swinton, albo Cate Blanchett. Bardzo bym chciał, żeby to była kobieta.

Pytanie: Telewizyjne konkursy talentów. Za czy przeciw?

Konkursy talentów istnieją i będą istnieć. Jestem „przeciw”, jeśli takie konkursy nie będą ewoluować. Pomysł istnieje od dawna. Przed telewizją to się działo w kabaretach, w teatrach, nawet na Brodwayu. Tak więc, konkursy talentów są. Jestem „za” ewolucją tego typu programów

Pytanie: Powrót do The Voice. Za czy przeciw?

Na razie sprawa jest jasna. Nie jestem w The Voice. Tak więc na ten rok, to jest „przeciw”. Teraz jestem bardzo podekscytowany pracą nad nową muzyką i przygotowaniem do nowej trasy koncertowej. Całkowicie się temu poświęcam.

Pytanie: Uczestniczyć w akcji „Healthy September”. Za czy przeciw?

Hmmm. „Za” healthy i kropka. Również „za” przyjemnością. Absurdem byłoby być „healthy” przez miesiąc, a potem, przez resztę roku robić co się chce. Jestem absolutnie za „healthy” w ciągu dnia i trochę „healthy” wieczorem.

Pytanie: Elektryczne hulajnogi. Za czy przeciw?

Jestem już stary „dziad” i jestem „przeciw” elektrycznym hulajnogom. One wszystkich wkurzają. Przepraszam. Moi przyjaciele, nawet mój brat wszędzie jeździ na elektrycznej hulajnodze. To, co mi przeszkadza, to to, że oni (chodzi firmy, które są właścicielami wypożyczalni hulajnóg), nie wiedzą, co z nimi robić, kiedy ludzie ich nie używają. To absurd, że hulajnogi są porzucane gdziekolwiek i nikt ich nie zbiera. To dziwne, że rzeczy poniewierają się po mieście. Nie rozumiem dlaczego.

Pytanie: Dzień wypoczynku z Netflix. Za czy przeciw?

Jeśli chcemy spędzić dzień na oglądaniu seriali, to Netflix jest OK. Ale wszystko zaczyna być do siebie podobne. To co jest fajne, jeśli chodzi o Netflix, Amazon i inne, to to, że mamy dostęp do świetnych seriali, do komedii, które są w językach obcych. Tak więc, mamy nie tylko programy amerykańskie. Albo nie tylko programy francuskie. I to jest o wiele ciekawsze. Jestem „za”.

Pytanie: Wybierz trzy słowa opisujące twój nowy album.

Trzy słowa, które opisują mój album. Osobisty. Pełen miłości – wiem, to są dwa słowa, ale cóż. I pełen wściekłości. te dwie rzeczy bardzo do siebie pasują: miłość i wściekłość.

Dziękuję, że chcieliście mnie wysłuchać. I jeśli nie zgadzacie się z tym , co powiedziałem, to teraz wasza kolej na „Za i przeciw”.

Już niedługo, 4 października wyjdzie mój nowy album. A potem rozpocznie trasa koncertowa. Jestem „za” „Au Feminin”.

.

INSTAGRAM 18/08/2019 – LIVE

18/08/2019 w swoje 36 urodziny Mika przez pół godziny odpowiadał na pytania fanów na Instagramie. Oto całość tego „wywiadu” – po angielsku, z małym fragmentem skierowanym do fanów z Francji 🙂

Cześć wszystkim. Na początek dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe. Jestem właśnie w samochodzie i jadę na krótkie wakacje. Dlatego pomyślałem, że wykorzystam ten czas, żeby was pozdrowić. I podziękować nie tylko za życzenia, ale za całe wasze wsparcie przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące. To był bardzo intensywny czas tworzenia nowej płyty. Podjąłem kilka poważnych decyzji co do tego, jaki cel chciałbym osiągnąć tym albumem, z moimi współpracownikami. I przeglądając pytania jakie zadaliście mi na Instagramie, pomyślałem, że zamiast odpisywać na nie krótko, lepiej będzie chwycić za telefon i mówić do was bezpośrednio. Mam tu mojego ipada i mam na nim wiele pytań. Tony pytań. Było ich chyba 1200 albo więcej. Nie mogę odpowiedzieć na wszystkie, ale przejdę przez kilka z nich teraz i zobaczymy jaki będzie wynik. Mam nadzieję, że to zadziała. (patrzy na ekran, gdzie fani na bieżąco piszą pytania) Wow! Tyle wiadomości!!!! Witajcie. Próbuję coś przeczytać. Dziękuję za życzenia urodzinowe. Gracias. (czyta komentarz francuskiego fana „fans_de_mikachu”) – „I znów zaczyna się live, z którego nic nie zrozumiemy”. No tak. To będzie przede wszystkim po angielsku…. O rany, tyle wiadomości! Nie wiem, co z tym zrobić.

No dobrze. Najpierw chciałbym odpowiedzieć na pytanie dotyczące tych wszystkich teorii na Twitterze. To było napisane przez „wolfchild”. Tak przy okazji, podoba mi się ten pseudonim. Przypomina mi o tej niesamowitej postaci z serialu „Glow”. To moja ulubiona postać z programów telewizyjnych. To jest o dziewczynie, która jest wilkiem i…. Och, powinniśmy rozmawiać o piosence „Tiny Love”. Tak, czytałem wiele tych teorii. Szczególnie tę, napisaną przez chińską fankę, która napisała całkiem poważną i głęboką analizę teledysku. Jest wiele prawdy w tych teoriach. Popatrzmy na teledysk jako całość. Nakręcił go reżyser, którego bardzo podziwiam. Nazywa się WIZ. WIZ nakręcił wiele wspaniałych teledysków. Dla „Kasabian”, dla „Oasis” i wielu innych artystów. Co jednak go wyróżnia i dlatego postanowiłem wziąć go produkcji dla piosenki „Tiny Love”, jest to, że WIZ ma swój manifest, tę ideę, że on nie chce robić teledysków promujących muzykę. On chce robić filmy eksperymentalne z muzyką. I to właśnie przyciągnęło moją uwagę. Słyszałem, jak o tym mówił w jednym z wywiadów i on naprawdę tak uważa. On nie udaje. To co robi jest świeże. On nie robi nic „po łebkach”, byle jak. A w wielu teledyskach tak się właśnie dzieje. A jak wiecie, ja jestem bardzo wrażliwy na detale. Uwielbiam detale, uwielbiam jak coś ma sens, intencję. Myślę, że jeśli cała ta praca i wysiłek włożone w trzy, cztery minuty filmu, będzie istnieć przez lata, to dlaczego nie włożyć w nią ile tylko się da? Wysiłku, emocji, teorii, pomysłów. I właśnie WIZ chciał zrobić coś takiego. On miał swój własny pomysł na ten teledysk. Co ciekawe, kiedy usłyszał jedynie fragment piosenki po raz pierwszy, odgadł o czym ona jest. W tej piosence jest zawartych bardzo wiele rzeczy. To nie jest zwykła piosenka o miłości. Ona nie jest słodka, tak jak to bywa w piosenkach o miłości. I to nie jest też piosenka o złamanym sercu. To jest podróż. I w teledysku jest wiele odniesień do tej podróży. Oczywiście jest kontakt fizyczny między mną i kobietą, która ze mną występuje. Ona ma na imię Ronke ((Arogundade), pochodzi z Brighton i jest niesamowita. To była czysta przyjemność z nią pracować. To nie było dla niej łatwe pod każdym względem. To było dla niej prawdziwe wyzwanie. Dla mnie również. Między Ronke i mną chodziło o kontakt fizyczny, ale nie tylko. Chodziło również o sugestię miłości platonicznej. Więc z jednej strony chodziło o kontakt fizyczny, o miłość fizyczną, ale z drugiej strony mogła to być również miłość matczyna. Więc mamy tutaj bardzo różne powiązania. To jest silna kobieta, która również okazuje czułość. Teledysk jest więc o sile, o słabości, o miłości, o zranieniu (urazie), jest o poczuciu bycia w pułapce, jest o uwolnieniu się, o konfrontacji, o tym wszystkim, czemu musimy stawić czoła w życiu. I jaką rolę w tym wszystkim gra miłość i jak kieruje twoją drogą. Dlatego właśnie chciałem zrobić ten teledysk. Mam nadzieję, że przy okazji odpowiedziałem na kilka innych pytań dotyczących różnych teorii z Twittera. Nie chcę trzymać się jednej jedynej wersji. Ale tak, wiele z tych teorii jest słusznych. Ale żadna z nich nie jest poprawna w 100 procentach. Nie wiem, czy to wam pomogło. Anikapriv zapytała, kto nakręcił teledysk i właściwie już odpowiedziałem na to pytanie. To WIZ.

Pytanie Meolime: „Jesteś wysoki. Jakie to było uczucie być małym w teledysku”?

Wiecie, ja chodzę w śmieszny sposób. To znaczy, nie chodzę w śmieszny sposób, ale… mam 6 stóp i 4 cale wzrostu (192 cm) i wszyscy wysocy ludzie wam powiedzą, że nie trzymają się tak prosto jak inni, ponieważ chcą wyglądać na trochę niższych. To śmieszne, bo niscy ludzie chcieliby być trochę wyżsi, a wysocy ludzie chcieliby być trochę niżsi. To takie dziwne. To był niesamowite, żeby się z tym zmierzyć. Zapomnieć, że jestem wysoki. To śmieszne, ale teledysk nie jest o niskiej i wysokiej osobie. To jest coś więcej. To jest tylko taki mechanizm, będący częścią filmu.

Miałem też kilka pytań dotyczących ubrań. To była mieszanka ubrań vintage i świetnych młodych projektantów. Zwłaszcza z jednym z nich bardzo dobrze mi się pracowało. Moja siostra Paloma go znalazła. Stefano Peoti (?), który podróżuje między Berlinem i Nowym Jorkiem. Jest świetnym projektantem i robi super ubrania. To on wymyślił ten niesamowity niebieski garnitur, w którym występuję rozmawiając przez telefon. Jest też kostiumolog, który pracuje raczej dla telewizji i filmu i pracował z moją siostrą Palomą. Nie chcieliśmy, żeby nasz teledysk wyglądał jak rewia mody, ale raczej jak film, a to już jest całkiem inna stylistyka.

„Czy zawarłeś w teledysku jakieś ukryte informacje”? To jest pytanie od Irem Aytepe. Tak, jest ich mnóstwo. Jest bardzo dużo detali. WIZ też to zrobił. Wstawił tam masę detali. Co jest niesamowite, WIZ odgadł tak wiele detali i wstawił je do filmu. Dlatego to co zrobił, jest takie wspaniałe. On ma intuicję, co jest najważniejsze u reżysera.

„Kim jest ta gigantyczna kobieta”? To nie jest gigantyczna kobieta. To piękna, wysoka kobieta. Czasami sprawialiśmy za pomocą efektów specjalnych, że wydawała się jeszcze wyższa. Ona ma na imię Ronke (Arogundade), ma restaurację w Brighton i jest niezwykłą kobietą.

„Czy możesz coś opowiedzieć o procesie tworzenia piosenki Tiny Love? Tekst jest bardzo poetycki i muzyka również. Czy inni muzycy i poeci byli dla ciebie inspiracją”? To pytanie od Ingrid Chann. Przepraszam, miałem tu jeszcze inne pytanie. Nie mogę go teraz znaleźć. To było jakoś tak: „W piosence jest sześć części, podobnie jak w „Bohemian Rhapsody””. To jest zabawne, ponieważ na początku było więcej części. Coś około jedenastu. Jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że trzeba to skrócić. Może któregoś dnia wypuścimy inną wersję, albo demo z, na przykład, dwunastoma częściami. To jest naprawdę długa wersja i tylko na głos i fortepian. I to jest podróż, która nawet nie potrzebuje innych instrumentów. Napisałem tę piosenkę z David’em Sneddon’em. Opowiem wam trochę o Davidzie. David Sneddon pisze piosenki. Ale on jest również piosenkarzem. Wiele lat temu brał udział w programie telewizyjnym. I zachował się bardzo brzydko – w telewizji i nie tylko. To go trochę przerosło. I postanowił zostać pisarzem. Jest bardzo utalentowanym autorem. Jest oddanym i kochającym człowiekiem. Kiedy z nim pracuję, to nie są normalne sesje pisania piosenek. To jest przyjaźń i sesje są bardzo intensywne. David daje dużo siebie samego i swój czas. Wykonaliśmy razem chyba jedenaście podróży, kiedy tworzyliśmy album. I każda sesja trwała od sześciu dni do dwóch tygodni. Wszystko to w ciągu półtora roku. Niewielu ludzi potrafi tak pracować. Niewielu potrafi się tak zaangażować emocjonalnie i kreatywnie i poświęcić temu tyle czasu. David i ja pracowaliśmy codziennie. Rano siadaliśmy z kawą i pisaliśmy piosenki w studio nagraniowym, które stworzyłem w tym celu. Zbudowałem studio nagrań dla mnie i dla Davida w moim domu na Florydzie. Studio zostało zaprojektowane w prosty sposób, aby było jak najbardziej funkcjonalnym miejscem. Zapełniłem go półkami i ładnymi meblami. Ale nic nie postawiłem na półkach. I Elisabeth, kobieta, która pomogła mi w projektowaniu, zapytała, co tu postawimy: wazony, płyty, może jakieś twoje płyty albo nagrody? A ja na to: eeee, to okropny pomysł. Mój pomysł był taki, żeby mieć tutaj mnóstwo pustych półek. I ona popatrzyła na mnie i sobie pomyślała: co za dziwny facet. Wydał tyle pieniędzy na zbudowanie tych półek i nic na nich nie postawi. A ja na to: nie, to jest miejsce na piosenki. Tak. Półki są puste. Piszesz piosenki. Znajdujesz pomysły. I one wypełniają przestrzeń. Jeśli masz zbyt dużo rzeczy w pokoju, nie możesz go wypełnić.

Któregoś poranka – to było na początku naszej pracy – wpadłem na pomysł tego tekstu „My name is Michael Holbrook”, co ma związek z Savannah/Georgia, o czym już kiedyś opowiadałem. Stamtąd pochodzi mój ojciec. I David dostał email od swojej żony, w którym pisała o przeprowadzce do innego domu i o tych wszystkich pudełkach. Spojrzał na mnie i powiedział z tym swoim szkockim akcentem: „Czy wiesz, że te wszystkie małe rzeczy sprawiają, że masz świadomość bycia szczęśliwym, albo, że kogoś kochasz”. A ja wtedy powiedziałem coś w stylu: „Ach, maleńka miłość (tiny love)”. To był ciekawy pomysł. I od tego się zaczęło. Zaczęliśmy pisać i pisać i pisać. Zrozumiałem, że ten proces pisania piosenek sprawia, że czuję się szczęśliwy. Zastanawiałem się, dlaczego tak się dzieje i zrozumiałem, że to było moje catharsis (oczyszczenie). Zamiast pisać według formuły, chciałem namalować krajobraz. I przejść się po nim. I wtedy coś się stało – poczułem się szczęśliwy. Jakbym wprowadził się w trans. Pisząc piosenkę zacząłem się pocić, zacząłem czuć szczęście, czułem, że wzlatuję. To trwało cały dzień. I to było pisanie jednej części po drugiej, zdzieranie głosu, nagrywanie wszystkiego z marszu razem z Beatriz Artola, która była z nami w pokoju i starała się za tym wszystkim nadążyć. Obaj byliśmy w tym amoku pisania piosenki. I poszczególne części powstawały jedna za drugą. Oto dlaczego ta piosenka jest tak zbudowana. To było jak lekarstwo, które zadziałało. Tak więc wersja, którą znacie, to wersja finalna, oczyszczona. Ale większość wokali została nagrana w dniu pisania piosenki.

„Czy ta muzyka reprezentuje klimat twojego albumu”? To pytanie od Helene.d67 . Tak. ta piosenka reprezentuje nastrój płyty. Reprezentuje tę swobodę jaką osiągnąłem w momencie, kiedy zrozumiałem, że nie muszę nikogo prosić o zgodę. Że chcę nagrywać muzykę i tworzyć teledyski, w których mogę pozostać całkowicie szczery. Kiedy mogę wyłożyć karty na stół. Żadnych filtrów, żadnych zaworów bezpieczeństwa. Ale to nie znaczy, że wszystkie piosenki są takie jak ta. Kolejna piosenka, którą usłyszycie jest skrajnie romantyczna. A to co jest w niej specyficzne to to, że jest to czysta melodyka. Melodyka, czułość, to prawie jak…. chciałem stworzyć piosenkę, która pozostaje w pamięci. Której melodia „przykleja” się do pamięci. To był pomysł. żeby stworzyć album, który zabiera was w podróż po emocjach, ale też w podróż w czasie. Podobnie, jak to zrobiłem na mojej pierwszej płycie. Nie robiłem tego później. Poczułem, że znów jestem wolny i mogę stworzyć album, w którym można podróżować ile tylko się da. I to właśnie na nim usłyszycie. To było możliwe tylko w małym studio nagraniowym. Odseparowałem się od świata, pracowałem z tymi, których bardzo lubię. Odizolowałem się, żeby pisać.

„Jakie jest znaczenie kobiecej ręki i dzikiej gęsi na okładce singla?” To pytanie od Mellody_MFC.

Hmm, jest wiele znaczeń. Tę okładkę wykonałem z moją siostrą Yasmine i Mat’em Maitland’em z fantastycznego studia projektowego w Londynie. W trójkę stworzyliśmy świat, który ma przedstawiać płytę. Dlatego jak widzicie, okładka płyty jest podzielona na kawałki. Okładka płyty przedstawia fragmenty mnie samego, a okładki singli przedstawiają elementy z piosenek. Tak było z „Ice Cream”, „Tiny Love” . Wszystkie kolejne single będą podążać za tą samą koncepcją. Będziemy bawić się elementami i postaramy się je dopracować jak to tylko możliwe.

Tak więc ręka… chodziło o skalę, rozmiar. Planety… Chodziło o wyobrażenie tego, że kiedy jesteś szczęśliwy, czujesz się jak olbrzym. Ale kiedy boisz się, wszystko wydaje się większe niż ty sam. Miłość, nienawiść, strach – to wszystko ma podobne działanie i wpływa na postrzeganie otoczenia (na skalę).

A dzika gęś? (Mika uśmiecha się tajemniczo) Hmmm… Ci, którzy dokładnie przejrzeli moje wywiady, będą wiedzieli o co chodzi z dziką gęsią. Musicie sami to odnaleźć. Ja wam tego nie powiem. Pewne rzeczy lepiej zostawić bez odpowiedzi.

O, tu jest ciekawe pytanie od newporshama (?). „Czy miłość w ogóle może być maleńka”? Hmmm… Tak. Dlaczego? Miłość jest maleńka. Kiedy kochasz kogoś, lub coś – miłość jest niewidzialna. Nikt jej nie widzi. Możesz ją jedynie wyrazić. Ale ta niewielka, niewidzialna rzecz jest w stanie, jak nic innego, zmieniać kierunek twojego życia. Czy może być maleńka? Tak. Czy może być wielka? Tak. Cały ten pomysł, że wszystko powinno być wielkie… żyjemy w czasach, kiedy wszystko porównujemy. Ta aplikacja, Instagram, jest narzędziem, które prowokuje w ludziach wielką zazdrość. To jest uczucie numer 1, kiedy przeglądacie Instagram. Patrzysz na czyjeś piękne ciało i myślisz „ach, chciałbym tak wyglądać”. Oglądasz zdjęcia ludzi na wakacjach i myślisz: „Ach, chciałbym mieć pieniądze, żeby pojechać na takie wakacje” i tak dalej. Wszystko wydaje się większe, ciekawsze, bardziej seksowne… To jest chyba najlepszy czas dla maleńkich miłości.

„Czy cieszysz się, że fanom podoba się twoja nowa piosenka”? Pytanie od Irene.Denigris.

Tak, bardzo się cieszę. Cieszę się, że piosenka was intryguje, że wywołuje ciekawość. Cieszę się, że chcecie dowiedzieć się o niej więcej. To dla mnie bardzo ważne. Tak dużo pracuję nad muzyką i chciałbym, żeby ludzie się w to zaangażowali. Tak, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy i wdzięczny za to, że tak się dzieje. Nie będę narzekać na Instagram. To jest narzędzie, które również pozwala mi złapać za telefon i przekazać wam wiadomości osobiście.

Mika przechodzi na język francuski.

Ach, Albert Harts (?) pisze: „Kurde, Francuzi nic nie rozumieją”. Dobrze. Przez chwilę będę mówić po francusku. Mówiłem o dość istotnej rzeczy. Ktoś mnie zapytał, czy cieszę się, że fanom podoba się moja nowa piosenka „Tiny Love”. Tak, oczywiście. To dla mnie bardzo ważne. Sprawia mi to wielką przyjemność. Szczególnie dlatego, że ta piosenka spowodowała wielką dyskusję. Fani są zaciekawieni. I to dla mnie jest bardzo ważne, bo oznacza, że dla was to nie jest byle jaka piosenka. Dla mnie to też nie jest tylko zwykła piosenka. To co robię, to jest moje życie, to sposób wyrażania siebie. I jeśli to was porusza, wywołuje zaciekawie, to jest to dla mnie najważniejsze.

Mika wraca do języka angielskiego.

Czytam te wszystkie informacje. Dziękuję wam bardzo. … Tak więc teraz trochę odpoczywam…. Och, Fatima pyta, czy przyjadę na koncert do Maroka. Mam taką nadzieję. Maroko nie jest zaplanowane na ten rok, ale w przyszłym roku? Mam taką nadzieję. Dałem kilka koncertów na Festiwalu Mawazine w Maroku i to były jedne z najlepszych koncertów. Byłbym zachwycony. Każdy pretekst będzie dobry, żeby pojechać do Maroka. Jadę od razu.

Więc będę teraz trochę odpoczywać. Nie wiem, dwa, trzy dni. A potem zaczynam próby i przygotowania do nowych koncertów. Zaczniemy występów mocno skoncentrowanych na warstwie muzycznej dla Ameryki Północnej. Potem show będzie się rozwijać i rosnąć, aby przenieść się do Europy. Oczywiście wielkie areny będą miały większy show, który nie byłby możliwy w małych salach. Dosłownie by się w nich nie zmieścił.

Show będzie inny niż planowałem. Tak naprawdę, to go zmieniłem. Tak postanowiłem. Będzie bardzo intensywny. Bardzo chciałem sprawić, żebyście się zamyślili, śmiali, tańczyli jak szaleni. Ale też chciałem wywołać w was wiele emocji. Zacząłem od wielkich porządków, od sprzątania. Zastanawiałem się, co jest najważniejsze na koncercie. Przedstawienie, spektakl. Potrzebny wam show, ten moment „wow”. Ale równocześnie najważniejszą rzeczą jest efekt muzyczny. Chodzi o to, aby idealnie zgrać efekt muzyczny ze spektaklem. To jest to, co zapamiętujemy z koncertów. I nad tym będziemy pracować. Zespół zaczyna pracę jutro. Ale Tim Van Der Kuil (gitarzysta Miki) wyrzucił mnie, ponieważ chciał popracować z muzykami nad detalami. Ja dołączę do nich za kilka dni. Wiecie, czasami muszę zejść im z drogi, żeby nie przeszkadzać. Bo to się czasami zdarza.

Chwileczkę, popatrzę na kolejne pytania.

„Czy planujesz przyjechać do Japonii” ? Haru Mika Fan. Cześć, Haru Mika Fan. (Mika zaczyna przyglądać się sobie w telefonie). Dlaczego moja twarz wygląda jak pomalowana farbą metaliczną? …

Och, jesteśmy na bramce na autostradzie. Musimy zapłacić za przejazd. Yassas (pozdrowienie w języku greckim). Tu jest bardzo dużo bramek do opłat za przejazdy.

Tak, chciałbym przyjechać do Japonii. Absolutnie chcę przyjechać do Japonii. Te koncerty w NHK Hall i te wszystkie koncerty ze „Smash”…. I do Korei Południowej. Potem do Chin. Naprawdę chcę dać więcej koncertów w Chinach. Mamy nadzieję, że uda się to wszystko zrobić w przyszłym roku. Tak to wygląda. Wszystko zależy od koordynacji. Kiedy wszystko zbiega się w tym samym czasie, to zaczyna przypominać szyjkę od butelki. Wszystko razem: trasa koncertowa, nowy album, single. Ale zdałem sobie sprawę, że przez cztery lata nie wydałem nowej muzyki, ale robiłem wiele innych rzeczy, z których zresztą jestem dumny, i teraz turbina zaczyna się obracać. I to jest ważne. Chcemy pojechać w te wszystkie miejsca. Do Maroka. Chcę polecieć do Brazylii. Do Japonii. Do Chin. Ale to jest kwestia czasu. Ale teraz koło zaczęło się obracać i nabiera prędkości. Wiecie, świat się zmienia. Po pięciu latach to już jest inny rynek. Jedyna rzecz, która się nie zmieniła to trasy koncertowe. A to jest podstawa tego, co robię. Więc niech koło się kręci, aż nabierze takiej prędkości, abym mógł pojechać w te wszystkie miejsca i spotkać się z wami.

Odpowiem jeszcze na kilka pytań i będziemy musieli zatrzymać się na stacji benzynowej i iść do toalety. Ne! Nie na żywo w Instagramie!!!!

Co tu jeszcze mamy? …. OK. To nie ja wybrałem to pytanie, tylko Alex. Ale je przeczytam. „Czy przewidywałeś, że tak wiele osób dogłębnie wzruszy piosenka „Tiny Love” (i spowoduje, że będę siedzieć o północy w moim pokoju i płakać)?” Pytanie od holyguacamoleitsocean. Dlaczego masz takie dziwne imię na Instagramie?

Nie, nie oczekiwałem, że ludzi tak bardzo głęboko wzruszy ta piosenka. Dla mnie i Davida to jest bardzo ważna piosenka. Muszę wam coś powiedzieć. Pokazałem tę piosenkę w kilku firmach, kilku osobom, z którymi chciałem współpracować. Niektórzy łapali w lot znaczenie tej piosenki. A inni kompletnie jej nie zrozumieli. I to jest OK. Wiele piosenek z mojej pierwszej płyty powodowały u ludzi podobną reakcję. Ja tak mam, że albo ludzie kompletnie akceptują piosenkę albo kompletnie odrzucają. Czyli ekstremalne reakcje. I dla mnie to jest OK. To wcale nie jest najgorsze.

„W jednym z wywiadów podałeś znaczenie wszystkich obrazów z okładki piosenki „Ice Cream”. Czy możesz zrobić to samo z okładką „Tiny Love”? To pytanie od Marinettebrun.

Nie. Nie chcę tego robić. Ponieważ czasami nie można wszystkiego wyjaśniać. To niepotrzebne. Czasami można wytłumaczyć niektóre elementy. „Tiny Love” to nie „Ice Cream”. To coś innego. Najlepszą częścią w „Ice Cream” – poza tanecznym nastrojem – jest sposób w jaki napisany jest tekst. Kiedy przeczytacie tekst, zauważycie zabawną grę słów. „Tiny Love” jest inna. To nie jest ten typ piosenki, w której masz ochotę wyjaśniać wszystkie detale. Nie. Ona jest zbyt osobista, zbyt intymna. Jest tam zbyt dużo treści. Więc, nie będę tego robił. I mam nadzieję, że zrozumiecie, dlaczego nie chcę tego robić. To dla dobra piosenki….

Chyba zabłądziliśmy. .. Tak, na pewno zabłądziliśmy. Samochód zatrzymuje się przed supermarketem.

No dobrze. Odpowiem jeszcze na dwa pytania i… Hasta la pasta.

„A co z materiałami promocyjnymi? T-shirtami z napisem „Tiny Love” czy bluzami „My Name Is Michael Holbrook”? Pytanie zadała Zlata Berkiova.

To świetny pomysł. W tej trasie koncertowej będziemy mieć świetne materiały promocyjne. Będziemy mieć nad tym kontrolę, ponieważ właśnie wchodzę w fazę maniakalnego kontrolowania wszystkiego. Doszedłem do wniosku, że nie może być inaczej. Po prostu potrzebuję najlepszych możliwych współpracowników. Jest moja siostra, jest Mat Maitland, Alex Hachenson, WIZ, Marc Crew, Dan Priddy, David Sneddon. Wiecie co? Otoczcie się najlepszymi z możliwych współpracowników. Ludźmi, którzy są pełni miłości i entuzjazmu. Którzy są solidni i dają nam pozytywną energię. Wtedy możemy być szczerzy, możemy się obrażać na siebie, możemy być twardzi, ale to wszystko w dobrej wierze. I wtedy możemy tworzyć rzeczy, z których jesteśmy dumni…. Szczerze… Nie chcę już więcej mieć wokół siebie podłych ludzi. A jest ich wielu… Zwłaszcza w tym biznesie… Otoczcie się odpowiednią ekipą. … I chcę wam powiedzieć, że najlepszą ekipą jaką miałem są moi fani… Wiem, że są rzeczy które uwielbiacie. I te, które mniej się wam podobają… Ale o tym zawsze możemy rozmawiać. I takie rozmowy są dla mnie najważniejsze…. Mam tylko nadzieję, że nadal będę robił rzeczy, które was zaintrygują, że zaskoczę również samego siebie.

Dziś są moje 36 urodziny i pomyślałem, że to będzie najlepszy dzień, żeby odpowiedzieć na niektóre z waszych pytań. Chciałem wam też podziękować. Dziękuję za wsparcie, które mi dajecie. Dziękuje wam za miłość, za uwagę, jaką mi poświęcacie i za waszą troskę…. I… tak… Nigdy więcej podłych ludzi… Merci. Bardzo wam dziękuję. Całuski i do zobaczenia już niedługo… na scenie.

The end.

RADIO FRANCE BLUE AZUR – 21/06/2019 LA FETE DE LA MUSIQUE, NICEA

Jesteśmy w Nicei na Placu Massena. Jest z nami Mika. Jak się masz?

Mika: Dobrze. W dodatku jest piękna pogoda. Lato trochę zwlekało z przyjściem, ale w końcu tu jest. Co można poznać po pocie, który spływa mi po twarzy. Lato nadeszło.

Jaka jest twoja ulubiona pora roku?

Mika: Szczerze mówiąc lubię zmiany pór roku. Wiosna jest wspaniała. I jesień też. Ja ogólnie lubię zmiany.

Rok 2019 możemy nazwać rokiem Miki. Nowy album…

Mika: Na pewno jest to rok zmian. Nowa płyta po czterech latach. Wydanie nowej muzyki, przygotowanie przedstawienia, koncerty w całej Francji, Europie i na całym świecie… Zabawne, że za każdym razem mam wrażenie, jakby to był mój pierwszy raz.

Zaczynasz nowy rozdział. Właściwie jakbyś wszystko zaczynał od zera.

Mika: Za każdym razem, kiedy wychodzi nowa płyta, zaczynamy wszystko od początku. No, może mamy większe doświadczenie, więc razem z nowym doświadczeniem przeżywamy to trochę inaczej.

Nowa płyta ma szczególną barwę. Tematem przewodnim jest twoje imię, twoje oficjalne imię.

Mika: Tak, to moje oficjalne imię, którego nigdy tak naprawdę nie używałem. Moja mama zmieniła mi imię w godzinę po moich narodzinach. To jest imię mojego ojca. Dlatego ja nazywam się „junior” . I pomyślałem, że ono jest trochę jak pseudonim literacki. I to mi dało niesamowitą wolność. Pozwoliło mi stworzyć płytę tak, jakbym nigdy nie wydał pierwszego albumu.

To jest album, który dużo podróżował. Pisałeś go w Stanach Zjednoczonych, w Londynie i we Włoszech.

Mika: Dokładnie tak. Napisany w Stanach, nagrany w Brukseli i w Londynie i część powstała we Włoszech, kiedy było bardzo gorąco. Ale Włochy były na końcu tej podróży. To były ostatnie tygodnie tworzenia. Pierwsze tygodnie były najtrudniejsze, pisałem wtedy piosenki, które mówią o rzeczach bardzo osobistych. Na koniec czułem bardziej wolny, wyzwolony… i dlatego napisałem „Ice Cream”. To hymn dla upałów, dla lata, dla samochodów… kiedy otwierasz drzwi auta, gorące powietrze z jego wnętrza uderza cię w twarz. Masz wrażenie, że możesz zrobić wszystko, ale upał sprawia, że nie chce ci się ruszyć i jesteś sfrustrowany. To jest dziwne wrażenie, które zdarza się nam jedynie w okresie największych letnich upałów.

Czy nie masz wrażenia, że prowadzisz podwójne życie? We Francji, we Włoszech. Oglądałem twój włoski program „Stasera Casa Mika” i potem The Voice we Francji. Nie gubisz się czasami?

Mika: Ludzie nie zdają sobie sprawy… To nie tylko Francja i Włochy. Ludzie widzą mnie inaczej w Azji, inaczej we Francji, czy w Anglii czy we Włoszech. Nie odbieram tego jako rozdwojenie. Kiedyś słyszałem wywiad z Mick’iem Jagger’em. Powiedział, że tajemnicą tego, że udało mu się przeżyć tyle lat jest to, że on jest jak kameleon. I ta idea zmiany skóry, a jednoczenie pozostania sobą jest bardzo ważna dla artysty. Nawet bardziej dla artysty niż dla wokalisty.

A ty jesteś kameleonem?

Mika: Absolutnie. Muszę nim być, żeby przetrwać. Środowisko się zmienia, panorama się zmienia. I czasami chcemy dopasować swoje kolory do otoczenia, aby zniknąć. Ale od czasu do czasu trzeba wyjść z tła i przybrać żywe kolory. I to właśnie zrobiłem przygotowując nowy album.

Jest jeszcze piękna piosenka z serialu „La Compagna del Cigno”.

Mika: „La Compagna del Cigno” to jest serial, który odniósł chyba największy sukces w tym roku we Włoszech. Opowiada historię grupy młodych muzyków z konserwatorium w Mediolanie. Trochę przypomina film „Fame” z lat osiemdziesiątych, ale dotyczy muzyki klasycznej i dzieje się współcześnie. Nakręcił go mój przyjaciel, więc tak po prostu podarowałem mu piosenkę. Zabawnym jest, że z czasem zaprzyjaźniam się z ludźmi, którzy są bardzo kreatywni i to powoduje pewien rodzaj współpracy, wymiany pomysłów. Osiem lat temu takie rzeczy mi się nie zdarzały. Teraz zdarza się to coraz częściej. I bardzo mi się to podoba, ponieważ czuję się mniej samotny.

Rodzice nie potrafią powiedzieć, które ze swoich dzieci kochają najbardziej, ponieważ kochają je wszystkie. Ale która piosenka jest twoją ulubioną na nowej płycie i dlaczego?

Mika: Mam nadzieję, że moi rodzice powiedzieliby, że to ja jestem ich ulubionym dzieckiem. Ale wiem, że to na pewno nie ja. To taka moja fantazja, że to ja jestem ich ulubieńcem. A jeśli chodzi o piosenkę, to jest na płycie piękny utwór pod tytułem „Paloma”. Ale przede wszystkim jest piosenka, którą niedługo usłyszycie i nazywa się „Tiny Love”. To jest niesamowita piosenka. Po prostu niesamowita. Tak bardzo niesamowita, że nie chciałem jej wydawać jako pierwszy sigiel. Pierwsza część tej piosenki trwa 4 minuty. A potem jest jeszcze druga jej część, która trwa trzy i pół minuty. Ten utwór łamie wszelkie schematy. To rodzaj pejzażu, w którym prawie nic się nie powtarza. To rodzaj miłosnego listu do miłości. Opowiada o tym jak dzięki miłości można przetrwać wszystko.

Jesteśmy na Placu Massena. Jest piękna pogoda. Jest lato. Mamy Święto Muzyki…

Mika: I to każe mi myśleć o moim dzieciństwie. Setki razy spacerowałem po tym placu od czasu, kiedy miałem rok. Co roku, każdego lata, we wrześniu przyjeżdżałem tutaj z moją mamą, z moją rodziną. Tutaj niedaleko, na targu kwiatów urodziła się moja siostra Paloma. Zaczęła wychodzić z brzucha mojej mamy – dosłownie – na targu kwiatów. To było rankiem 8 lipca. Tak więc, to miasto, to miejsce jest częścią mojego dzieciństwa.

I twojego życia.

Mika: I mojego życia.

I miasto Villeneuve-Loubet.

Mika: Ach, tak. Villenueve-Loubet. Tam moja rodzina miała dom. Lądowaliśmy tam jak banda piratów. W latach osiemdziesiątych najeżdżaliśmy ten dom podróżując z Londynu naszą Tojotą Previa wypełnioną po brzegi oliwą z oliwek, makaronem, puszkami tuńczyka… wszystkim czego potrzebowaliśmy, żeby świętować czas wakacji.

I ostatnie pytanie. Na scenie „La Fete de la Musique” jesteś otoczony setką tancerzy ze szkoły nicejskiej „Spotlight”.

Mika: Tak, „Spotlight”. Oni mają wspaniałą energię. Jest coś takiego dziwnego. W telewizyji teraz często występują tancerze. To, co może wyróżnić dany pokaz, to energia promieniująca z ludzi, którzy występują. Kiedy zobaczyłem tych młodych ludzi na scenie, widziałem w ich oczach radość z bycia tutaj. Oni przekazują sobą więcej radości niż 40 profesjonalnych tancerzy. Ta setka ma tak wielką ochotę występować, że nie można się nie uśmiechnąć patrząc na nich. To mi dodaje energii.

Dziękuję za rozmowę. Czy możemy się umówić, że któregoś dnia pójdziemy razem na lody w Nicei?

Mika: Oczywiście. Jaki jest twój ulubiony smak?

Pistacjowy.

Mika: O, mój również. We are made for each other (Jesteśmy dla siebie stworzeni).

RADIO FRANCE INTER „FOULE SENTIMENTALE” – 14/06/2019

https://www.franceinter.fr/emissions/foule-sentimentale/foule-sentimentale-14-juin-2019

Didier Varrod prowadzi rozmowy z artystami w dosyć specyficznej atmosferze – to nie jest zwykłe studio radiowe, ale raczej przestrzeń przypominająca kawiarnię. W tym odcinku zaproszeni zostali: Mika, Jeanne Cherhal, Cocoon, Terrenoire, Nelson Beer, Arthur Ely i Clio.

Rozmowa z Miką odbyła się jako pierwsza, ale wtrącał on komentarze także w trakcie wywiadów z innymi gośćmi. Oto najciekawsze fragmenty wywiadu:

Didier: Po raz pierwszy w naszym programie usłyszymy, co nam powie Mika. His name is Michael Holbrook. Urodzony w 1983 roku. Czasami są to dwa zdania, które nas określają i które ratują nam życie. Dobry wieczór Mika. Bardzo się cieszę, że jesteś dziś z nami. To nasze pierwsze spotkanie. Teraz, kiedy poznałem tylu artystów rzadko zdarza się nam gość, który jest w programie po raz pierwszy. Jak się masz?

Mika: Bardzo dobrze. Choć równocześnie muszę przyznać, że jestem bardzo zmęczony. Nie przypuszczałem, że panuje tu taka fajna atmosfera. Otacza nas tyle ludzi. Jakby to był jakiś program radiowy w czasie festiwalu. To się bardzo rzadko zdarza. Radio dla artystów potrafi być dokuczliwe. Trzeba wstać o piątej, szóstej rano. I kończymy koło ósmej wieczorem. Pomiędzy różnymi stacjami radiowymi jesteśmy bardzo odizolowani i powtarzamy ciągle te same informacje. Tutaj jest inaczej: jesteśmy otoczeni ludźmi, którzy siedzą obok, piją drinki.

D: Postaramy się nie powtarzać informacji, ale spróbujemy opowiedzieć o tym, co wiąże się z nowym albumem. Wiemy, że wszystko zaczęło się od poszukiwań własnej tożsamości. Tak naprawdę, to nic nowego, ponieważ mam wrażenie, że od początku twojej kariery pojawia się temat tożsamości, poszukiwania kim naprawdę jesteś. I kiedy się tego dowiesz, przestaniesz śpiewać. Czyli to jest dobra wiadomość.

M: Absolutnie. Za to jesteśmy odpowiedzialni. Jesteśmy artystami, kompozytorami, muzykami. Myślę, że każdy zaproszony tu dziś gość zadaje sobie te same pytania, kiedy komponuje piosenkę: kim jesteśmy, czego chcemy, co się nam podoba, jakie są nasze pragnienia. Tak, zawsze zadawałem sobie pytanie kim jestem, żeby zrozumieć kim się stanę w przyszłości. Ale za każdym razem sytuacja jest trochę inna. I tym razem też, sytuacja jest inna.

D: Artyści na ogół wybierają sobie pseudonim – nazwisko sceniczne. Ty wziąłeś połowę swojego imienia, połowę swojej tożsamości. Nie wymyśliłeś czegoś, co nie istniało.

M: To tak nawet nie był wybór. Moja mama jest Libanką, ojciec Amerykaninem. Ojciec jest WASP (White Anglo-Saxon Protestant). Ja urodziłem się w Bejrucie, dokąd wyjechała moja rodzina w związku z pracą ojca. Mój ojciec urodził się w Jerozolimie, dorastał w Kairze, Waszyngtonie i wielu innych miejscach, ponieważ jego ojciec był dyplomatą. A więc jego tożsamość była bardzo pokręcona. Moja mama też miała ciekawą historię. Urodziła się, kiedy jej mama miała 16 lat. A jej ojciec miał wtedy 60 lat. On był Syryjczykiem, ona Libanką. Kiedy wyjechała do Nowego Jorku, nie mówiła po angielsku. I wtedy urodziła moją mamę. Moi rodzice spotkali się dwa razy i potem wzięli ślub. Moja mama postanowiła wyjechać z Ameryki. Ja urodziłem się jako trzeci. Jest nas pięcioro. Moja rodzina pochodzi z miasta Savannah w stanie Georgia. Tam przestrzegano pewnych tradycji. Ojciec błagał mamę: nazwij syna Michael Holbrook Penniman Junior. I jeśli kiedyś on będzie miał syna, to nazwie go Michael Holbrook Penniman III. Mama wtedy się zgodziła, ale półtora godziny po moich narodzinach stwierdziła, że nie lubi tego imienia i jej syn będzie miał na imię Mika. Tak więc jestem Mika od chwili moich narodzin. I ten Mika stał się artystą. Dopiero niedawno, obserwując zmiany w mojej rodzinie, w moim otoczeniu, postanowiłem przyjrzeć się tej części mojego życia związanej z Ameryką. Rozpocząłem poszukiwania mojej tożsamości i tematu do nowych piosenek.

D: Często ludzie lubią śpiewać te piosenkę: „last night DJ saved my life” (wczoraj wieczorem DJ uratował mi życie). W moim przypadku DJ często ratował mi życie. U ciebie są to słowa.

M: To prawda. Uwielbiam słowa. Ludzie myślą, że jestem… że się tak wyrażę, „prostytutką muzyczną” . Naprawdę muzyka mnie uwodzi. To może być każdy styl: rap, muzyka klasyczna, Wagner, czy Dolly Parton. Kiedy słyszę muzykę, czuję się uwiedziony. Uwielbiam muzykę. Ale muszę przyznać, że kiedy pracuję nad piosenką mam obsesję na punkcie słów, obrazów. Opieram się na obrazach.

D: I te pierwsze słowa piosenki „My name is Michael Holbrook” uratowały ci życie. Wprowadziły cię z tok tworzenia. Bo wcześniej byłeś na granicy paniki. To był syndrom białej kartki.

M: Tak, ten syndrom to najgorsza rzecz, jak się może zdarzyć osobie, która tworzy. To nawet nie była panika. To było coś gorszego. Samozadowolenie. To było dziwne uczucie. Szukałem punktu, od którego mógłbym zacząć. Zabrałem moje psy do samochodu i pojechałem do Savannah Georgia. Odwiedziłem cmentarz Bonaventura.

D: To trochę dziwne odwiedzać zmarłych.

M: Nie pomyślałem o tym. Ale cmentarze są piękne. Często je odwiedzam. Na przykład niedawno pojechałem do Wenecji. I nie chciałem zwiedzać katedry czy pałacu. Poszedłem obejrzeć Wyspę Zmarłych. Jest tam pochowany Diagilew, Strawiński… Tak więc pojechałem tam (Savannah) i odkryłem, że duża część cmentarza była zarezerwowana dla mojej rodziny. Dla rodziny Penniman. I wszyscy mężczyźni mieli na imię Michael, Holbrook, William i Frederick. I pomyślałem, że to jest część mnie. To miejsce, gdzie kiedyś były pola bawełny, niewolnicy. Ja, który urodziłem się w Bejrucie i musiałem stanąć przed inną częścią samego siebie. Byłem trochę zagubiony. I kiedy wróciłem do domu, usiadłem do pianina i bezwiednie zagrałem…. My name is Michael Holbrook I was born in 1983… i bam!

D: I tak właśnie jedno zdanie może uratować życie. Zmarli, dupy, Eros, Euthanatos, to wszystko zawiera się również w piosence z albumu, który się niedługo ukaże. („Ice Cream”)

D: Z informacji, które mam, wyobrażam sobie, że twój nowy album mógłby być zilustrowany przez te oto utwory (Didier puszcza fragmenty różnych piosenek. M. in. George Michael, Maxime Leforestier, Aldebert, Alain Souchan , Aertha Kitt, Fiona Apple)

Mika: To jest ilustracja całego mojego życia. Mojego dzieciństwa, a szczególnie mojego czasu dorastania i dorosłego życia. To są piosenki bardzo dla mnie ważne. Pamiętam dokładnie, że kiedy słuchałem po raz pierwszy piosenki „Paper Bag” Fiony Appl,e zwariowałem na punkcie każdego detalu. Do tego stopnia, że wynająłem perkusistę, którego tu słyszycie, żeby zagrał na mojej pierwszej płycie. To Matt Chamberlain.

D; Dobry wieczór Jeanne Cherhal. Wyglada na to, że Fiona Apple ma wpływ również na twój nowy album.

Jeanne: Tak, dokładnie. Mika wspomniał Matta Chamberlain’a. Poznałam go. Bardzo chciałam, żeby i on zagrał na mojej nowej płycie. Moją ulubioną płytą jest jej drugi album „When the Pawn”. Gra tam dwóch perkusistów: Jim Keltner i Matt Chamberlain. I udało mi się mieć obu!

M: Naprawdę? To musiało cie dużo kosztować!

J: Trochę to kosztowało. To perkusista amerykański.

M: To całkiem inna kultura. Trzeba wyjaśnić o co chodzi.

J: On pracuje bardzo szybko.

M: On pracuje szybko. Ale trzeba zapłacić za jego asystenta. Trzeba zapłacić za ciężarówkę, która podjeżdża pod studio. Byłem w ciężarówce Matta. Miał chyba ze czterdzieści zestawów.

J: Ja byłam w jego studio nagraniowym. Tam nagrywaliśmy. Ale to prawda, że było tam pełno sprzętu. To robi wrażenie.

D: Wróćmy jednak do ilustracji…

J: Wystarczy historii o perkusistach.

M: Wszyscy zakochują się w perkusistach. Wszyscy chcą iść do łóżka z perkusistą.

D: Naprawdę?

Mika: Oczywiście.

D: Bo są dobrze zbudowani?

M (ze śmiechem): Nie. Oni są najłatwiejsi.

J: Czego my się tu dowiadujemy!

D: „I Want Your Sex” George Michael. Czy w pierwszym singlu miałeś ochotę dorzucić trochę George’a Michael’, czy INXS, Michael’a Hutchence’a?

M: Tak, tę zmysłowość, która podnosi temperaturę. Zastanawiałem się, czy wolno nam to robić. Dlaczego nie? I kiedy pisałem słowa do „Ice Cream” , które są pełne obrazów… zmysłowości, cielesności… pytałem siebie, czy mogę się odważyć. Ale to w końcu jest tylko piosenka. Po co w ogóle się zastanawiać? Zrób to. Jeśli to jest piękne, nieważne o czym jest tekst. Jeśli to jest piękne, to można to zrobić. Można mówić o wszystkim, jeśli zachowa się elegancję. To jest taki nasz artystyczny kodeks.

J: Zgadzam się z tobą. Tabu nie istnieje. Wszystko jest kwestią formy.

D: W mojej ilustracji muzycznej były piosenki „Mon Pere est hero” (Mój tata jest bohaterem) i „My Heart Belongs to Daddy” (Moje serce należy do tatusia). Czy twój ojciec jest bohaterem?

M: To jest cichy bohater, prawie niewidzialny. Jest bardzo obecny. Nadal jest z moją mamą. I chyba nawet w tej chwili oboje słuchają tego programu. Tak, mój ojciec jest bohaterem. Moja mama potrafi dominować. Pochodzę z rodziny matriarchalnej. Czyli wszystkie kobiety dominują. Mam wiele matek. Pracuję też z moimi siostrami. Tak więc mój ojciec trzymał się raczej z tyłu. Ale zawsze był obecny w naszym życiu. I coraz bardziej jestem nim zafascynowany. Kiedy miałem 25 lat nie potrafiłem docenić tego, jaki był. Ale teraz, mając 35 lat, o wiele łatwiej dostrzegam jego zalety. Kiedyś byłem prawie ślepy. Potrzeba czasu, aby stworzyć więzy… więzy miedzy synem i matką są bardziej ewidentne. Więzy między synem i ojcem są bardziej skomplikowane. Tak uważam.

D: Masz 36 lat.

M: Mam 35 lat. Ale wiek nie jest dla mnie ważny.

D: Masz więc 35 lat i za 4-5 lat być może wydasz płytę o czterdziestoleciu. To takie nawiązanie do nowej piosenki Jeanne Cherhal „L’An 40”, którą puściliśmy po raz pierwszy dziś o 5:40 we France Inter.

J: Naprawdę? To ja jeszcze spałam!

D: Charles Peguy napisał: „40 lat to wiek, kiedy stajemy się tym, kim jesteśmy”

……..

Rozmowa toczy się na temat stylu gry Jeanne Charhel na fortepianie. Słyszymy fragment utworu z programu poświęconego 20 rocznicy śmierci artystki francuskiej Barbary.

D: Przed chwilą rozmawialiśmy o perkusistach. Ten styl gry na fortepianie…

M: To jest cudowne. Tak słucham tego, kiedy rozmawiacie. To jest piękne.

D: W dodatku uwielbiasz Barbarę.

M: Uwielbiam Barbarę! Poznałem ją dzięki mojemu przyjacielowi Doriand’owi. Przez miesiąc słuchałem tylko jej nagrań. Od rana do wieczora. To była ikona… Kiedy po raz pierwszy spotkałem Brian’a May’a (z zespołu The Queen), wyjaśnił mi pewną rzecz. Powiedział: „Wszyscy się pomylili. Freddy Mercury grał na fortepianie jak perkusista. On był głównym perkusistą The Queen”. Nie wiem, co o tym myślał ich perkusista 🙂 Ale to właśnie było to. To perkusja nas przyciągała. Szczególnie na koncertach. Nie koniecznie na płytach, ale na pewno na scenie.

J: Tak to właśnie wyobrażaliśmy sobie z Basharem (mowa o wysłuchanym utworze). Wzięliśmy fortepian za perkusję.

………..

D: Dużo mówisz o silnych kobietach. Christine (Chris) również do takich należy. Co to dla ciebie znaczy?

J: To przede wszystkim kobieta, która jest w zgodzie ze swoją kobiecością. Kobieta, która chce mieć swoje miejsce w społeczeństwie i nie musi za to przepraszać…. Mam wrażenie, że od jakichś trzech lat przeżywamy właśnie powrót wielkiej fali feminizmu… od czasu #metoo. Cieszę się, że 19-20-letnie kobiety są dużo bardziej świadome i aktywne niż my byłyśmy w ich wieku. Chodzi mi o feminizm egalitarny, inteligentny.

D: Feminizm kobiecy. A co ty o tym myslisz, Mika?

M: Absolutnie zgadzam się z Jeanne. Lubię tez to określenie „feminizm kobiecy”. Ponieważ silna kobieta manifestuje się w bardzo różnorodnych formach. Silna kobieta wyraża się również poprzez łagodność. To matka, która pracuje od rana do wieczora, która wychowuje dzieci i traktuje to jak swoją pracę. Jest tyle różnych matek, tyle różnych kobiet. Tyle artystek, businesswomen.

Rozmowa schodzi na temat słowa „female” użytego przez Mikę. Ale to już sprawa czysto językowa i trudno uchwycić jej sens po polsku.

M: Wychowywałem się w środowisku kobiecym. Już o tym wspominałem wcześniej.

D: Czy kobiety w twoim matriarchalnym świecie są silne?

M: Oczywiście. One są bardzo różne. Moje ciotki, moja babcia, która była niczym żmija. Przepyszna żmija. Zdarzało jej się kąsać. Była niesamowitą, silną kobietą. Miała swój niepowtarzalny koloryt. I nawet jeśli był okres, kiedy ją nienawidziłem, ten koloryt był szczególny. W mojej rodzinie są też kobiety, dziewczyny bardziej łagodne. Nigdy nie generalizowałem, jeśli chodzi o kobiety. Może wychowywałem się w szczególnych warunkach. Ale teraz uważam, że to był wielki przywilej.

………..

D: Mika, czy uczestniczenie w programie The Voice przez ostatnich kilka lat stworzyło podobne pole działania, jak w procesie tworzenia?

M: Nie, to jest coś innego. Jest w tym strona artystyczna oczywiście, ale…

D: Czy to też poszukiwanie tożsamości? Przekazywanie jej własnym dzieciom, czy tym młodym ludziom, którzy chcą pokazać ci ich własny świat?

M: Z niektórymi tak, ale nie ze wszystkimi. Większość z nich myśli, że jestem szalony i agresywny i jestem tam tylko po to, żeby im zatruwać życie. Ale uważam, że to co powiedziałeś jest bardzo interesujące. Proces artystyczny w The Voice, który polega na coachingu, to cała historia. To nie jest łatwe zadanie. Naprawdę. Kiedy siadasz w tym czerwonym fotelu, nie jest łatwo się wypowiadać, znajdywać wytłumaczenia, nie zmieniać się przed kamerą. I to wszystko dzieje się w kontekście bardzo komercyjnym. To jest TF1, w „prime time” (najlepsza pora ogladalności) i trzeba pozostać sobą.

Nelson Beer: Chciałbym wiedzieć na ile opieracie się na scenariuszu.

M: Nie ma scenariusza. Nigdy nie było. Tylko dla Nikosa. Ab-so-lut-nie nie mamy scenariusza. Oczywiście jest montaż. Inaczej odcinek trwałby trzy i pół godziny. W innych krajach wszystko jest przygotowane. Mają ipady i małe słuchawki w uchu, w których producenci podpowiadają, co trzeba powiedzieć. My nie mamy nic. Nic. Nic. I tak jest od początku. Producenci zrozumieli, że w ten sposób program jest bardziej wiarygodny.

D: Mika, jeśli chcesz zostać z nami, zapraszam. Jeśli musisz już iść, jesteś wolny. Czuj sie jak u siebie. W każdy razie album ukaże się we wrześniu?

M: Nie, w październiku. 4 października.

D: Ach, to trzeba jeszcze trochę poczekać.

M: Tak, trzeba jeszcze trochę poczekać, ale w międzyczasie pojawią się nowe rzeczy.

D: Jesteś szczęśliwy?

M: Bardzo. Rozumiem, że to co robię, to wielki przywilej. Pisanie piosenek to strefa, w której czuję się naprawdę szczęśliwy. I jeśli nawet jestem z natury trochę pesymistą, to kiedy przytrafia mi się coś pięknego, za każdym razem jestem zachwycony i zaskoczony. Będę się tego trzymał. Nie boję się patrzeć w przyszłość, bo widzę, że życie ofiaruje mi mnóstwo pięknych rzeczy.

https://www.franceinter.fr/emissions/foule-sentimentale/foule-sentimentale-14-juin-2019

………….

CANAL+ LA BOITE A QUESTIONS 10/06/2019

Czego powinniśmy się spodziewać po twoim najbliższym albumie „Nazywam się Michael Holbrook”?
Jest gorący, kolory są mocne, jest melodyjny, popowy. Teksty są bardzo intymne, a jednocześnie są tam melodie, które są najbardziej „chwytliwe” od czasu mojego pierwszego albumu.

A jaki jest twój ulubiony smak lodów?
Zapewniam was, że to nie jest wanilia. Cóż, jestem z Grekiem, a więc pistacjowe.

Bejrut, Paryż, Londyn, gdzie jest twój dom?
W tej chwili uwielbiam wracać do domu we Włoszech, ponieważ to taki powrót do natury. Życie tam jest to proste. I przycinam drzewa!
To moja nowa obsesja, mam kolekcję pił mechanicznych Mam ich sześć. Są bardzo różne.
Uwielbiam je! Powiesiłem je na ścianie w kuchni i sobie na nie patrzę.

Gdybyś mógłbyś spotkać siebie za 15 lat, co byś sobie powiedział?
Nie wstydź się za siebie. Zdarza się, że chcemy coś ukryć przed sobą, przed innymi. A potem uświadamiamy sobie, że później szukamy w sobie tych wszystkich cech, które staraliśmy się ukryć. A więc: podrywaj, kochaj się (Mika użył tu bardziej soczystego słowa), baw się, podejmuj ryzyko…

Podobno jesteś hipochondrykiem. Jak to się manifestuje?
Nieskończoną ilością faktur dla lekarzy na całym świecie… bardzo dużo wydaję na lekarzy. Tutaj (Francja) mam lekarza od głosu, od pleców, mam innego od układu nerwowego, od uszu, dwóch osteopatów, jednego urologa… w rzeczywistości większość moich przyjaciół to albo restauratorzy albo lekarze! Nie cierpię muzyków…

Jakiej rady udzieliłbyś młodej ofierze przemocy w szkole?
Można mu mówić: nie bój się! Jesteś wspaniały! Jesteś mądry! Ale to nie pomaga. Trzeba zrozumieć, jak działa nękanie w szkole.
Ci ludzie są jak piraci, którzy zakradają się do twojego wnętrza: swoimi komentarzami, działaniami. Ale najgorzej się dzieje, kiedy jesteś sam w swoim pokoju, kiedy patrzysz na siebie w lustrze. Nie wolno pozwolić im wejść do twojego wnętrza.

Na koniec maszyna prosi Mikę o zaśpiewanie fragmentu piosenki „Ice Cream”.

I całusek na koniec.

RADIO RMF 03/06/2019

Tłumaczenie wywiadu już niedługo

Radio LeDrive RTL2 31/05/2019

Tłumaczenie wywiadu już niedługo.

20/11/2018 Zapraszam Mikę do Polski

Ja: Mika, czy dostałeś moje zaproszenie do Polski?

Mika: Do Polski?

Ja: Tak, bo ja jestem z Polski i w imieniu wszystkich polskich fanów zapraszam cię do Polski. Nie wiem, czy w garderobie znalazłeś moje zaproszenie.

Fanka z Francji: Zostawiła je przy wejściu do studia. Musisz jechać do Krakowa. Wszyscy się tam wybieramy.

Ja: Ale nie do Warszawy tylko do Krakowa.

Mika: Do Krakowa?

Ja: Tak, mamy piękną arenę (Chodzi o Tauron Arena).

Mika: Nigdy nie byłem w Krakowie.

Ja: No to cię zapraszam.

Mika: Bardzo chciałbym pojechać do Polski. Śpiewałem tam, kiedy byłem bardzo młody. Miałem tam koncerty z muzyki klasycznej. W Warszawie (Mika wymawia to po polsku!)

Ja: W Warszawie! Tak, to nie jest Varsovie tylko Warszawa. I to jest Kraków a nie Cracovie.

Mika: Krakow, tak wiem…

Spotkanie z Miką po nagraniach The Voice France w Paryżu

…………………………………………………………………………………………………..

Wywiad 20/07/2012

Konferencja prasowa z 20 lipca 2012 w Le Havre w Normandii przed koncertem. 

Rozmowa z redaktorem Radia Monte Carlo (RMC).

RMC:Jest piękna pogoda. Czy to jest ważne, kiedy się występuje?

Mika: Oczywiście. Jeśli jest piękna pogoda, tym lepiej dla fanów. Kiedy czekają na koncert, albo chcą potańczyć, albo pospacerować. I też widziałem ze sceny w czasie próby, że gdyby padało, zrobiłoby się błoto. Na razie jest dobrze. Pogoda pomaga wszystkim. Ekipie. Są bardziej mili, kiedy nie pada.

RMC:A co tu robisz? Jesteś przed premierą nowej płyty, która ma wyjść we wrześniu (2012). Ten występ będzie rodzajem próby? Chcesz sprawdzić jak zareaguje publiczność? Tak się robiło w latach 70-80.

Mika: Tak, dokładnie taka była koncepcja. Kiedy zaczynałem, nikt nie przypuszczał, że będę artystą, który będzie w stanie robić trasy koncertowe nawet pomiędzy albumami. Teraz możemy grać koncerty nawet w Stanach, czy w Azji. To nam bardzo pomaga. To bardzo pomaga mi, bo mogę zachować kondycję jako performer na scenie. Tak, to rodzaj przygotowań do tego, co będziemy robić. Zaczynamy dzisiaj, potem będzie trasa po Francji i jesienią po Europie. Potem Stany Zjednoczone, Azja. Potem znów Europa. Chcemy też skorzystać z tego, że jest lato, żeby grać w plenerze. Takie koncerty są bardzo różne od tych granych w teatrach czy arenach. Trzeba bardziej skupić się na muzyce niż na stronie teatralnej, wizualnej.

RMC: Słyszałem, że zaśpiewasz kilka piosenek po francusku. Między innymi „Lolę”.

Mika: „Lola” jest po angielsku. Ale tak, zaśpiewam „Lolę” i mam nadzieję, że się nie pomylę (śmiech). Wykonam ją po raz pierwszy. Zaśpiewam też piosenkę „Underwater” piękną balladę po angielsku. I oczywiście zaśpiewam tytułowy utwór „The Origin of Love”. I „Karen du 82” po francusku. Teraz mieszam różne rzeczy. To mi daje pewną swobodę. Mam więcej piosenek, mam w czym wybierać. Wcześniej miałem tylko jeden album. Proszono mnie był robił występy 75-90 minutowe i zastanawiałem się jak to zrobić mając tylko jedną płytę. Więc grałem covery. To było beznadziejne. Próbowałem różnych rzeczy. Więcej mówiłem między utworami. Teraz mam dwie wydane płyty, trzecia wyjdzie niedługo. To dopiero jest luksus, kiedy możesz wybrać z tego 11-12 piosenek.

RMC: Czy to nie jest zarozumialstwo nazwać płytę „The Origin of Love”?

Mika: Nie, absolutnie nie. Wręcz przeciwnie. O to mi chodziło, żeby ludzie zastanawiali się: co to ma znaczyć? Czy to on? I potem odkrywają, że to wcale nie tak. To jest list miłosny. Mówię w nim, że niszczę (odrzucam) historię, niszczę (odrzucam) religię, biblię, bo w końcu zdałem sobie sprawę, że źródłem miłości jesteś ty. I zapominam o wszystkim, co mnie otacza, bo ty jesteś źródłem miłości. To wcale nie jest zarozumialstwo, to odrzucenie wszystkiego wokół.

RMC: Powiedz jak pracujesz nad muzyką. Słyszałem, że to praca w grupie. Jest grupa, jest rodzina.

Mika: To praca zbiorowa. To pewne. A ja jestem łącznikiem wszystkich tych ludzi, którzy mnie otaczają. Ten łącznik pomiędzy piosenkami, koncertami, szatą graficzną, to jestem ja. To jest praca zbiorowa. Zawsze tak robiłem i zamierzam tak kontynuować.

Czasami izoluję się od innych i to jest zły znak. Coś jest nie tak, jeśli szukam samotności. To znaczy, że jestem sfrustrowany albo, że się ukrywam. Moja rodzina wie, że jeśli szukam samotności, to znaczy, że coś nie gra. Natomiast kiedy jestem wśród ludzi, czerpię od nich inspirację, czerpię z ich energii. Wtedy czuję się najlepiej.

To znaczy, z jednej strony potrzebuję ludzi wokół siebie… Nie wiem… może dlatego, że jestem samodzielnym artystą. W zespole ma się ludzi tuż obok. Kiedy jesteś sam musisz poszukać sobie współpracowników. W moim przypadku tak to działa. To nie tak, że tracę swoją tożsamość wchodząc do studia nagraniowego i producent chce kupić taką a taką piosenkę. Często tak się dzieje. Kupuje się pewien rodzaj brzmienia. Ja tak nie pracuję.

Mogę zacząć coś z kimś robić, potem to niszczę, buduję od nowa, dorzucam coś nowego. Buduję takie klocki, trochę jak Lego. Z tego robię rodzaj kolażu. I na koniec pojawia się moja twarz. Tak na przykład robię moje ilustracje. Tak robię ze wszystkim.

RMC: Tak właśnie pracujesz z Doriandem? (francuski wykonawca i twórca piosenek – długoletni przyjaciel Miki)

Mika: Tak, tak pracuję z Doriandem. Siadamy razem w pokoju. On czerpie inspirację ode mnie, ja od niego. Pewne rzeczy piszemy wspólnie, inne oddzielnie. A na etapie produkcji, obróbki… na przykład jest taki młody Szwed, który mówi trochę po angielsku, ale nic po francusku. I on słyszy piosenkę i mówi: o, to jest fajne. Ale dla niego ta piosenka jest kompletnie czymś innym. On ją interpretuje po swojemu. Nie zrozumiał ani słowa z tekstu. Pudełko z nagranym singlem on opisał: ELL MU DET . To był dla niego tytuł piosenki. I tak się to dzieje. Potem on i Gregoire dorzucają coś od siebie, dźwięk trochę bardziej organiczny. Bo ten Szwed jest bardziej „elektroniczny”. I potem ja w trakcie miksowania dodaję coś jeszcze i mamy produkt finalny.

Myślę, że taki rodzaj współpracy działa dobrze tylko wtedy, kiedy ustalimy, że to muzyka jest najważniejsza. Tu nie chodzi o hierarchię, kto jest ważniejszy. Wszyscy są sobie równi. Nie ma za dużo egoizmu. Dla mnie, jeśli ktoś mi mówi, że to co zrobiłem jest beznadziejne, odpowiadam: OK, jeśli możesz to zrobić lepiej, to proszę bardzo.

Myślę, że to jest powód, że jeśli z kimś współpracuję, to często później ten ktoś zostaje ze mną. Przy tym nowym albumie pracowałem z Gregiem Wellsem i wśród wielu innych, pisałem piosenki z kobietą, która się nazywa Jodi Marr. W pewnym sensie ona mnie odkryła przy mojej pierwszej płycie. To ona wpadła na mnie w pewnym biurze w Nowym Yorku, kiedy siedziałem w poczekalni i miałem ochotę się rozpłakać, ponieważ po raz 720 zostałem odrzucony. A ona mi mówi: piszę piosenki dla artystów latynoskich. Ja jej powiedziałem; oh, to super. Ona na to: wiesz mam sporo przebojów, ale wszystkie piosenki stają się przebojami w Meksyku (a ona jest Amerykanką, nie Meksykanką). Oni nigdy mi nie płacą i fajnie byłoby napisać coś po angielsku. Ja na to: ok, mogę ci pokazać moje demo. Popatrzyła na mnie i powiedziała: chodź ze mną. Znam ludzi, którzy mogą ci pomóc. Z czystego serca. Im się spodoba to co robisz, bo w Miami nie znajdą czegoś podobnego. Jest urban music i muzyka latynoska. Chodź, wszyscy ci pomogą, bo to co robisz jest inne. I pojechałem. Nie wiedziałem, że ona nie miała pieniędzy. Ja całe moje stypendium zamiast na naukę wydałem na nowy album, na demo. I ona wiedziała, że nie miałem kasy. W tajemnicy przede mną wzięła pożyczkę pod zastaw swojego domu, żebym mógł przygotować demo. I nad tym nowym albumem też dużo pracowaliśmy razem. Tak więc, pozostaję w kontakcie z ludźmi. I oni zostają ze mną. Znajdujemy kolejnych. Ale prawdą jest, że ludzie rzadko mówią o tego rodzaju współpracy. Dla mnie jasne jest, że w taki właśnie sposób pracuję przy tworzeniu muzyki, występów.

RMC: „Elle Me Dit” to piosenka, która stała się przebojem. Jest po francusku i to było zaskoczeniem dla wszystkich. Fanny Ardan w teledysku – to naprawdę było wielkie zaskoczenie.

Mika: Tak. Mówi się, że to naprawdę wszystkich zaskoczyło. I naprawdę tak było. Kiedy rozmawiałem z prasą o tej piosence, reakcje na początku były bardzo negatywne. Co? Ty chcesz śpiewać po francusku? Tego typu rzeczy. Zacząłem się zastanawiać: o co chodzi? Od kiedy są jakieś zasady? To jest muzyka. Tu nie ma reguł. Czy oni pogłupieli? Przecież po to jesteśmy muzykami. Żeby łamać reguły. I zajęło to trochę czasu. I to teledysk i ludzie, którym się podobało zadecydowali, że wszystko tak się potoczyło. To było super.

Ja już od dawna chciałem śpiewać po francusku. Ale nie spotkałem nikogo, z kim mógłbym pracować w taki sam sposób, w jakim pracuję przy piosenkach angielskich. I kiedy spotkałem Dorianda, pomyślałem, ok, on jest fajny. Możemy spróbować.

A Fanny Ardan spotkałem na kolacji. Siedziałem naprzeciwko niej i bardzo się denerwowałem. Ona mnie nie znała, nie wiedziała co robię. Rozmawialiśmy. Ona ma taki sposób bycia, taki autorytet wobec wszystkich przy stole. Pod koniec kolacji ona zaczęła opowiadać o swoich córkach (ma chyba dwie), które są mniej więcej w moim wieku. I pomyślałem sobie: ciekawe, ona taka diva, taka silna i taka łagodna jednocześnie. Ciekawe jak to jest być jej córką. Albo synem. I kiedy myślałem o teledysku, pomyślałem, że ona byłaby idealna. Kobieta silna, niezależna, która kocha swojego syna, ale która nie boi się mu powiedzieć „spieprzaj”, bo ona ma swoje własne życie. Jest między nimi to napięcie. Ona byłaby idealna, żeby to zilustrować.

Więc zadzwoniłem do niej. Bardzo oficjalnie. Dzień dobry, chciałbym pani coś zaproponować i tak dalej. Ostatecznie udało się ją przekonać. Ale nie było to łatwe. Ona to zrobiła całkowicie za darmo.

Zrobiła to tylko dlatego, że podobał się jej pomysł.

RMC: Piosenka znajdzie się na nowej płycie?

Mika: Tak, piosenka będzie na nowej płycie razem z „Karen”, „L’Amour Dans le Mauvais Temps” i „Un Soleil Mal Lune” też po francusku.

RMC: Obecnie w radiu słyszymy „Celebrate” z Farrellem Williamsem. W jaki sposób spotkaliście się? I jak powstał ten kawałek?

Mika: Znalazłem studio nagraniowe w Miami, które akurat było nie zajęte i dali mi dobre warunki wynajmu. I pomyślałem, że jest świetnie. Bo to naprawdę luksus mieć dostęp do takiego świetnego studia za dobrą cenę. Bo latem w Miami jest bardzo gorąco i wszyscy uciekają z miasta. I on tam mieszka. Słyszał o tym dziwnym artyście, którego Amerykanie nie do końca rozumieją, który pracuje z ludźmi w studio, albo w hotelu. I on tak naprawdę wiedział, co ja robię. Zadzwonił i powiedział, że chciałby ze mną pracować i żebym mu powiedział, kiedy może przyjść do studia. Zaczęliśmy pracę i był tam jeszcze jeden artysta, kompletnie nie znany, którego poznałem przez internet. Miał 22 lata. I zaproponowałem, żebyśmy coś razem zrobili. Farrell Williams, wielka gwiazda, z wielkim diamentem na palcu. Przypominam sobie moment, kiedy Farrell wyprosił ze studia wszystkich asystentów. A było ich sporo na początku. Zostałem tylko ja, on, inżynier dźwięku i ten młody artysta, Ben. I wtedy on zdjął swój pierścień z diamentem, schował go do torby i zaczęliśmy pracować. Wtedy sobie powiedziałem: ok, teraz facet złapał fazę. Teraz już wie, po co tu jest. To była piękna chwila.

I tak to było. Napisaliśmy jeszcze jedną piosenkę pod tytułem „Tah Dah”. Nie wiem jeszcze, czy ona znajdzie się na płycie, czy to będzie jako bonus.

Mieliśmy trasę koncertową „Imaginarium”. Rozpoczęliśmy w 2010 roku i trwała aż do…. końca 2011. Skończyliśmy w Brazylii. Nie wiedziałem czego się mogę spodziewać w Brazylii. To było tourne bez końca! Oczywiście to było fajne, ale w pewnym momencie można się zagubić.

Teraz występ jest kompletnie inny. Mam nowych członków zespołu. Muzycznie występ jest bardziej kolorowy. Nowi muzycy mają duże wyczucie. Dla mnie zawsze było ważne, żeby uczestniczyć w festiwalach i porównując się do zespołów występujących przed nami i po nas, móc powiedzieć, że ja i mój zespół, muzycznie spokojnie możemy z nimi konkurować. Chciałem muzyków, którzy byliby w stanie przenieść mnie na inny poziom.

RMC: I czujesz tremę, wchodząc na scenę? Na przykład dzisiaj.

Mika: Oczywiście. Jeśli nie czujesz tremy, to już po tobie.

RMC: Mówisz, że Francja i Anglia, to są kraje, w których odczuwasz największą tremę.

Mika: Bo to są kraje mojego dzieciństwa. To kraje w których mieszkam. Nie mieszkam już we Francji, ale kiedyś mieszkałem w Paryżu. I to się liczy. Anglia i Francja. Wiem, że to trochę niesprawiedliwe wobec innych krajów. Ale od pierwszego albumu mam takie odczucia. Zależy mi bardzo, żeby wypaść jak najlepiej.

RMC: Jest trójka artystów francuskich, których bardzo cenisz. Trzy kobiety: Jane Birkin, Emily Simon i …. trzecia to France Gall. Z którą z nich chciałbyś zaśpiewać w duecie? Zwłaszcza, że ona (France Gall) właśnie przygotowuje nową płytę, nowy spektakl. Chciałbyś do niej zadzwonić i zaproponować współpracę?

Mika: To dziwne pytanie… Kiedy ma się idoli… Ja raczej nie mam idoli. Bo to nie chodzi o marketing, o twarz France Gall, jej wygląd. Tu nie chodzi o prasę. Chodzi wyłącznie o muzykę. Kiedy ma się takie ikony w głowie, nie wolno ich spotykać… Na przykład jestem wielkim fanem Biork. I nie mam ochoty się z nią spotkać, być z nią w studio, nawet nie chcę przebywać z nią w jednym pomieszczeniu. Bo nie chcę zniszczyć jej obrazu w mojej głowie. Może ona jest świetna, ale nie wiem. I dlatego z kimś takim jak France Gall, byłoby podobnie. Francoise Hadry – tak samo. Barbara – gdyby żyła, nie wszedłbym nawet do tego samego budynku, w którym ona by przebywała. Ja tak mam.

Z Emily Simon jest inaczej. Poznaliśmy się od strony muzycznej. Znaliśmy się od początku. Można powiedzieć, że jesteśmy kolegami. To co innego.

A więc odpowiadając na pytanie: raczej nie. Chociaż jestem wielkim fanem.

RMC: Co będziesz robić 18 sierpnia 2013 roku?

Mika: Oh, ale jesteś … Wiem, dlaczego o to pytasz. Będę obchodził 30 urodziny. Nie wiem. Prawdopodobnie będę pracować, prawdopodobnie będę grać koncert. Bo czemu nie? Prawda?

To śmieszne. Ja zawsze mówię: nie mam kompleksów z powodu 30tych urodzin. Nie miałem kompleksów w wieku 25 lat, 20 lat. Dla mnie to nic nie znaczyło. Byłem w Nowym Jorku, nagrywałem teledysk i mój kuzyn mi mówi, w swój bardzo bezpośredni sposób: „jak na kogoś, kto nie przejmuje się tym, że będzie miał 30 lat, za dużo o tym mówisz”. No nie wiem… Zazwyczaj w wieku 30 lat przechodzi się kryzys. Widziałem to u moich przyjaciół, czy u moich sióstr. Ja przechodzę taki kryzys co dwa lata. Naprawdę. Przechodzę kryzys co dwa lata. Miałem kryzys, kiedy straciłem głos (Mika ma na myśli mutację głosu). Normalnie nie przechodzisz kryzysu, kiedy masz 15 lat. Ja mając 15 lat straciłem głos i straciłem karierę. Wszystko się skończyło. Nie mogłem dalej śpiewać. Nie mogłem zarabiać pieniędzy. Jednego dnia śpiewałem muzykę klasyczną w Warszawie, robiłem rzeczy super interesujące i piękne. A trzy miesiące później pracowałem jako kelner podający szampana, żeby zarobić trochę pieniędzy. Udawałem, że mam 18 lat. A miałem 16. Chciałem zarabiać pieniądze, ale nie mogłem już śpiewać. To był taki niezbyt duży kryzys. Za każdym razem, kiedy przygotowuję płytę mam taki kryzys. Może to zastępuje mi mój kryzys 30-latka. To prawda, że on istnieje.

RMC: Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie: co będziesz robił tego dnia.

Mika: Prawdopodobnie zagram koncert. Nie wiem. Nigdy nie miałem przyjęcia urodzinowego.

RMC: Czy to cię stresuje?

Mika: Nie, wcale nie. Właściwie nie lubię obchodzić swoich urodzin. Wolę Boże Narodzenie. Wolę iść do pubu w piątek wieczorem albo w poniedziałek. Wolę wyjścia, kiedy nie ma okazji do świętowania. Nie wiem. Urodziny… prawie za każdym razem w moje urodziny gram koncert… tak jest chyba od sześciu lat… to dobrze.

RMC: Masz swoją postać w Muzeum Grevin (muzeum figur woskowych). To nobilitacja?

Mika: Nie, bo to wosk i wosk się łatwo topi. To trochę absurdalne. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie myślę o tym za bardzo. Ale kiedy zobaczyłem postać wybuchnąłem śmiechem. Owszem, jest podobieństwo, ale zrobili mi taką minę…. jakby mnie bolał brzuch. Albo jakbym mówił coś głupiego. Kiedy robili mi zdjęcie, być może chciałem coś powiedzieć.

RMC: Ostatnie pytanie. Będzie trasa koncertowa, która zacznie się jesienią. Jest już kilka dat, Wśród nich jest Casino de Paris. Czy to coś dla ciebie zmienia?

Mika: Tak, to coś innego. Podobnie, kiedy występowałem w Cirque d’Hiver, to było coś innego. To całkiem nowy spektakl. Bardzo mi się tam podobało. Dawno nie dałem koncertu, który by mi się tak bardzo podobał. Ale nie chcę tego powtarzać. Zrobię coś nowego i uważam, że Casino de Paris to miejsce idealne.

Zobaczymy. Lubię pokazywać w trasie ten sam spektakl, ale zobaczymy. Ta trasa będzie w pięknych miejscach, w pięknych salach. W salach, w których ludzie mogą siedzieć. To duża różnica, jeśli ludzie mogą siedzieć wygodnie i słuchać. Będą wersje akustyczne, będą wersje taneczne. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale kiedy ludzie mogą siedzieć, możemy przygotować większy… wachlarz emocji, szybkości… można naprawdę bardzo zwolnić. A potem, bum! Wybuchnąć czymś bardziej skocznym.

RMC: Dziękuję i życzę ci pięknego koncertu dziś wieczorem. Witamy w Normandii.

Wywiad po francusku można obejrzeć poniżej.

…………………………………………………………………………………………………..


Wywiad 24/04/2015

Wywiad przeprowadzony przez Sophie Coste dla radia RMF France

Sophie: To naprawdę przyjemność móc dziś z tobą rozmawiać. Oczywiście będziemy rozmawiać o The Voice (rok 2015), ponieważ jutro jest finał, i przede wszystkim przyszedłeś żeby nam opowiedzieć o twoim nowym albumie „No Place in Heaven”, który ukaże się 14 czerwca.

Mika: I który już słyszałaś!

S: I który naprawdę uwielbiam. Przede wszystkim chcę ci coś powiedzieć, Mika. Ty zawsze dotrzymujesz słowa. Nie wiem, czy sobie przypominasz, kiedy byłeś w naszym studio, żeby nam zaprezentować singiel „Boum Boum Boum”, powiedziałeś, że kiedy ukaże się album, to przyjdziesz. I dziś tu jesteś. Czy w ogóle, kiedy coś mówisz, to dotrzymujesz słowa?

M: Staram się…

S: Ale tak ogólnie? Taką masz zasadę?

M: No tak, uważam, że tak trzeba, bo słowo, to wszystko, co mamy.

S: Przed chwilą słuchaliśmy piosenki „Talk About You”. I na pewno słuchaczom nie umknęło to.. (słyszymy fragment piosenki „Sara perche ti amo”).

M: Tak.

S: Jest jednak jakieś podobieństwo.

M: To nie tylko podobieństwo. Oczywiście. Napisałem piosenkę „Talk About You” i pomyślałem, że to bardzo przypomina… to. Powiedziałem sobie: ok, jeśli ta piosenka ma się znaleźć na albumie,

wyślę ją do tamtego autora. Znajdę go i zapytam go o zgodę. Piosenka została. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że to będzie też singiel. Doszliśmy do porozumienia jeszcze zanim album się ukazał.

Podejrzewałem, że mogą pojawić się pytania. Mogłem zmienić piosenkę, żeby ukryć podobieństwo, ale nie chciałem tego robić. Można ją było usłyszeć w radiu jakieś 30-35 lat temu…

S: Tak, Ricchi e Poveri.

M: Wiele osób nie znało tej historii: że zapytałem o zgodę i tak dalej. Napisano nawet artykuł we Włoszech i tekst był naprawdę entuzjastyczny. Uznali to za hołd tamtemu wykonaniu.

S: „No Place in Heaven” to 14 utworów. Z czego 4 po francusku. Jak wybierasz to, co będziesz śpiewał po angielsku czy francusku? Czy to zależy od treści, którą chcesz przekazać?

M: Kiedy piszę po francusku, pracuję z moim współpracownikiem.

S: To Greg?

M: Nie, to Doriand.

S: A tak, mówiłeś mi. Z nim napisałeś „Boum Boum Boum”.

M: Tak. „Boum Boum Boum”, „Elle me dit”… „Karen”. Sporo razem napisaliśmy. I te piosenki znajdą się na albumie. Jeśli przyjrzycie się albumowi, zauważycie, że wszystko jest wymieszane. Są dwa tytuły po angielsku, piosenka francuska, potem znów po angielsku. Chciałem stworzyć rodzaj playlisty, która by mnie reprezentowała. Poproszono mnie, żeby dodać 4 piosenki francuskie jako bonus. Ale pomyślałem, że to by było niesprawiedliwe. Te piosenki są bardzo ważne, to część mojej historii. Powinny być wymieszane. Jestem chyba jedynym artystą, który pracuje w języku angielskim i miesza piosenki w różnych językach.

S: A śnisz po francusku czy po angielsku?

M: Po angielsku.

S: Miałam szczęście wysłuchać wszystkich 14 piosenek, odbyć tę podróż, którą się odbywa słuchając tego albumu. Jest bardzo pop, disco. Na przykład jest taka piosenka, którą bardzo lubię „All She Wants”. To trochę jakby George Michael z okresu Wham spotkał się z Bee Gees i trochę z „Close to Me” The Cure.

M: O tak! To dokładnie wszystko, co lubię!

S: Ja słyszę tam całą masę innych wpływów.

M: I to właściwie jest playlista Davida (uczestnika The Voice). Dałem mu wszystkie utwory, które uwielbiam.

S: Chciałeś zrobić przyjemność swoim fanom wypuszczając piosenkę „Last Party”?

M: Tak i jeszcze można zamówić równolegle inną piosenkę pod tytułem „Good Guys”.

S: „Good Guys”. Tę piosenkę też bardzo lubię. W piosence „Last Party” jest takie zdanie: „If it’s the end of the world let’s party” (jeśli to jest koniec świata, to bawmy się). Czy ty uważasz siebie za takiego „party guy”?

M: Nie, nie do końca. Ale kiedy idę na imprezę, zakładam adidasy, t-shirt i tańczę godzinami.

S: Czy zdarza ci się powiedzieć: „co mi tam, raz się żyje, zaszalejmy i jutro będziemy się martwić”?

M: Hmmmm…. to trochę przypomina to, co robię na scenie (śmiech). Mam ten przywilej, że mogę dokonać tego rodzaju egzorcyzmu, tego oczyszczenia… kiedy jestem na scenie, mogę zaszaleć. Puszczam kontrolę. I to jest bardzo ważne.

S: „Last Party” to oda do Freddiego Mercury. Pomyślałam, że sprawi ci przyjemność posłuchanie „Bohemian Rhapsody”.

M: O tak. Co ciekawe, napisałem tę piosenkę i uznałem, że to bardzo ważne dla mnie, żeby ją wysłać do Briana i Rogera – członków zespołu Queen. Bardzo im się podobała. Dla mnie to duży komplement. Bo gdyby im się nie podobała… W końcu mówi o sprawach bardzo intymnych Freddiego i całego zespołu … to byłaby katastrofa. Ale nie.

S: I miałeś sesję zdjęciową?

M: Tak. Na Basenie „Molitor”

S: Basen „Molitor” to piękne miejsce! I do tej piosenki „Last Party” nakręciłeś teledysk pod okiem Petera Lindberga. Dla tych, którzy nie wiedzą, to największy fotograf mody naszej epoki. Mógłbyś nam coś opowiedzieć o tym teledysku?

M: Tak, Peter to wielki fotograf mody. I kiedy mówi się o fotografii modowej, myśli się zdjęciach bardzo wyretuszowanych, trochę nieprawdziwych. Peter to całkowite tego przeciwieństwo. Jest znany z tego, że jest w stanie uchwycić duszę swojego modela. On fotografuje dzieci, zwierzęta, supermodelki. Zawsze pokazuje coś żywego. Dla mnie to taki Hemingway fotografii. On ma ten rodzaj prostoty i jest bardzo bezpośredni. Potrafi przekazywać emocje. Zaprzyjaźniliśmy się, kiedy robiliśmy sesję zdjęciową dla Asocjacji „Enfants sans cancer – Imagine for Margo” (zajrzyj do zakładki „Działalność społeczna”, żeby dowiedzieć się więcej o tej organizacji). I tak staliśmy się przyjaciółmi – kompletnie poza kontekstem mody, muzyki. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy, spędziliśmy razem weekend w Arles i w końcu powiedziałem mu, że chciałbym żeby mnie sfotografował dla mojej muzyki. Zwykle, kiedy robię zdjęcia do moich płyt bardzo się stresuję. Nie lubię tego. Zawsze mam wrażenie, że ktoś przychodzi, żeby „wykonać swoją robotę”. I nie robi tego z miłością. A Peter zrobił to tylko po to, żeby się dobrze bawić. Zrobił zdjęcia do albumu, ale także zrobiło ten teledysk. Pomysł polegał na zrobieniu jednego ujęcia – zrobiliśmy ich prawie trzydzieści – Peter mnie kierował w sposób bardzo dyskretny ale i precyzyjny. I to jest zdjęcie, które mówi.

S: Ach, to jest super. Widziałam fragment teledysku i muszę ci powiedzieć, że wyglądasz w nim zabójczo! Jak odnosisz się do swojego wyglądu? Czy uważasz, że jesteś piękny?

M: Nie. Nie.

S: Naprawdę? Masz kompleksy?

M: To zależy. Mam trochę kompleksów. Jestem…No… Myślę, że mam jak większość facetów.

S: Wytłumacz to, bo ja nie rozumiem.

M: Kiedy biorę prysznic i przeglądam się w lustrze, mówię sobie: Ok. Może być. Ale kiedy widzę się na zdjęciu zrobionym przez kogoś, na przykład telefonem, nie podoba mi się to, co widzę. I w większości przypadków, kiedy mam sesje zdjęciowe, nie podoba mi się efekt końcowy. To znaczy podoba mi się zdjęcie, ale nie podoba mi się osoba na zdjęciu.

S: Usiądź wygodnie, Mika. Bo musimy o tym porozmawiać dłużej.

M: To jakby ktoś cię sfotografował i byś powiedziała, że to ta sama osoba, którą widzisz w lustrze. Tu wcale nie chodzi o egocentryzm – po prostu to zdjęcie jest bardziej uczciwe, szczere. I można się sobie trochę bardziej podobać.

S: Masz jednak świadomość tego, jak działasz na ludzi? Ludzie uważają, że jesteś przystojny. Masz świadomość przekazu, jaki wysyłasz?

M: To nie prawda. Są ludzie, którzy są dużo bardziej przystojni ode mnie. I o tym jestem przekonany!

S: Miałeś w życiu okres, kiedy uważałeś się za brzydala?

M: Może nie aż tak. Miałem trądzik, jak wszyscy. Ale to nie był mój największy problem. Ja raczej bym powiedział, że miałem okres, kiedy byłem okrągły. Byłem dosyć gruby.

S: Tak?

M: Tak, byłem gruby.

S: I wtedy podobałeś się sobie?

M: (ze śmiechem) Czy podobałem się sobie?

S: Czy dobrze się z tym czułeś?

M: Tak, dobrze się z tym czułem. Wiesz, ja jem bardzo dużo. Zanim dorosłem rosłem w innym kierunku. Na szerokość. I naprawdę byłem najgrubszy z całego mojego rodzeństwa. Teraz trudno to sobie wyobrazić, ale tak było.

S: To prawda. Nie wiedzieliśmy tego o tobie. Obecnie patrząc na ciebie widać, że lubisz ładne rzeczy… Trzeba powiedzieć, że jesteś estetą. Lubisz ładne ubrania, piękne buty. Skąd się to wzięło? Ta miłość do pięknych rzeczy?

M: Mieszkaliśmy w Paryżu. Byłem wtedy mały, a moja mama była krawcową. Miała swoją markę ubrań dla dzieci. Szyła dla Galerie Lafayette, dla firmy w Nowym Yorku… Ale szwalnia była u nas w mieszkaniu. Ona i jej koleżanka potrafiły pracować nawet nocami, jeśli miały termin. Dosłownie rośliśmy z kawałkami materiałów w miskach z zupą. Rano jedliśmy śniadanie przed pójściem do szkoły, a ktoś w tym samym czasie, przy tym samym stole szył na maszynie. Więc dla mnie moda, ubrania, to były po prostu kawałki materiałów w różnych interpretacjach. W ten sposób patrzymy na ciuchy. To nie jest po prostu nowa torebka, czy nowa para butów…

S: Tak, za tym kryje się historia. I jest nowa historia z Maison Valentino. To bardzo znana marka włoska.

M: Tak. I bardzo dobrze się przy mnie bawią (śmiech).

S: No to opowiedz nam o tym. Stałeś się ich twarzą.

M: Teraz noszę tylko Valentino.

S: Na przykład tak byłeś ubrany w zeszłym tygodniu w The Voice? Garnitur z napisem „amore”?

M: Dokładnie. Wszystkie garnitury w The Voice to Valentino. Pomysł jest taki: mam teraz 31 lat. Jeśli miałbym zdecydować, jak się ubierać i pozostać wierny mojej osobowości, to byłby to styl „dandy”.

S: Dokładnie. To jest twój styl.

M: Forma garnituru jest bardzo klasyczna. Ale to co jest na nim jest trochę zwariowane.

S: Tak jak ty. Taka mieszanka wybuchowa. I to jest bardzo fajne. Współpracujesz też z marką Swatch?

M: Tak.

S: I na czym to polega?

M: Projektuję dla nich.

S: Ach, wymyślasz projekty?

M: Tak. Zrobiliśmy już jedną kolekcję. Teraz robimy kolejną (patrz zakładka „Peugeuot Pilot Swatch”). To szalony pomysł. Stworzyliśmy film rysunkowy, jest zegarek z historią, są rysunki. Dla mnie to świetna zabawa. A oni są bardzo kreatywni i na przykład pomagają mi przy nowym teledysku do piosenki „Talk About You”. Pomogli mi go sfinansować. Teraz nie możemy poprosić o pomoc naszej wytwórni płytowej. To już tak nie funkcjonuje.

S: To taki rodzaj współpracy. Finał The Voice już jutro. Porozmawiajmy o tym. Byłeś bardzo dobry w pierwszym sezonie. Dwa odkrycia muzyczne dzięki tobie: Frero Delavega i Kendji, który wygrał.

M: Bardzo go lubię. On ma ten swój urok. Nikt inny nie może zaśpiewać tak jak on. To w momencie, kiedy usłyszałem, jak śpiewał „Bella”, powiedziałem sobie: osoba, która to śpiewa ma w nosie, co sądzą o niej inni. Ona śpiewa, bo taką czuje potrzebę. Jurorzy zastanawiają się czego szukamy. I chodzi właśnie o te potrzebę śpiewania. Jeśli nie możesz śpiewać, to umrzesz.

S: Wysłuchaliśmy tej piosenki Vianney „Pas La”. Hiba zaśpiewała ją w półfinale. Niestety odpadła. W jaki sposób dobierasz piosenki dla swoich talentów? Oni wybierają czy ty im narzucasz?

M: Muszę być szczery w tym przypadku. Miałem wywiad w Londynie dla francuskiego magazynu. I ten dziennikarz powiedział mi o tej piosence Vianney. Ja na to: co to? Kto to? A on na to: posłuchaj, na pewno ci się spodoba. Natychmiast posłuchałem jej na Spotify i od razu pomyślałem: Hiba! Zastanawiałem się jak to się stało, że nie znałem tej piosenki. Często była puszczana w radiu, ale nie miała zbytniego powodzenia.

S: I teraz od tygodnia stała się hitem.

M: Tak, weszła do TOP10.

S: Dzięki tobie. Vianney może ci podziękować. Twój finalista, David… jak myślisz, dlaczego powinien wygrać? Jutro finał. Co powinien pokazać, żeby wygrać?

M: Czułość. On jest typem showmana. Ma głos. Jest młody.

S: Świetnie wygląda.

M: Tak, świetnie wygląda. I ma jeszcze to, co jest bardzo ważne… to prawda, że on dużo czerpie z lat pięćdziesiątych, z Elvisa. Ale to nie jest kopiowanie Elvisa. Specjalnie wrzuciłem go do innego repertuaru i mogliśmy zobaczyć inne jego odsłony. Ale to, co powinien dorzucić, a co inni mają w nadmiarze, to czułość.

S: Czyli mówisz, że Davidowi brakuje czułości?

M: On ją ma. Kiedy śpiewał z Hiba było ją słychać. W mojej drużynie w półfinale ilość otrzymanych głosów była bardzo zbliżona. 55 i 44, jeśli dobrze pamiętam. W duecie David się otworzył, pokazał tę czułą stronę przy Hibie. I myślę, że publiczność to dostrzegła i to dało mu przewagę w półfinale.

S: Kogo z konkurencji najbardziej się obawiasz? Szczerze.

M: W tym roku, szczerze, nie wiem. Poziom jest tak wyrównany, że jedna chwila może zadecydować o wyniku. Mogę tylko powiedzieć, że szykuje się niespodzianka. David zaśpiewa z kimś jeszcze. To znaczy będzie śpiewać sam, w duecie ze mną i jeszcze z jedną osobą…

S: W mediach społecznościowych wielokrotnie oskarżano Jenifer o faworyzowanie Batisty .

M: Możnaby powiedzieć to samo jeśli chodzi o Hibę, ale to publiczność….

S: A ty masz w sobie ten patriotyzm lokalny?

M: Ale to publiczność co tydzień wybierała Hibę. Czy mam w sobie patriotyzm lokalny?

S: Tak, jeśli chodzi o twój kraj pochodzenia: Liban.

M: Trochę. Ale kiedy widzę kogoś, kto ma 26 lat, jest Libańczykiem i stara się zrobić karierę, rozumiem wyzwanie, przed którym staje. Wiem, że to trudne. Wiem, że jest poprzednia generacja, która straciła swoją szansę w czasie wojny… po 25 latach wojny domowej. To zostawia głęboki ślad. I to sprawia, że jestem dla nich łagodniejszy.

S: Ich historia jest ci bliska.

M: Tak. Jeśli młody Syryjczyk przychodzi i mówi, że chciałby to robić, to otwierasz ramiona trochę szerzej. Bo wiesz, że w takiej sytuacji, jeśli nie otworzymy szerzej ramion będzie ciężko. Oczywiście teraz w Libanie jest o wiele lepiej niż kiedyś. Ale myślę, że są kraje w których trudno jest robić karierę. Zostawić wszystko, co Hiba robiła w Libanie…

S: Ona już była znana w Libanie? Ty ją znałeś? Słyszałeś o niej?

M: Tak, słyszałem o niej. Nawet widziałem ją na scenie.

S: I rozpoznałeś ją? (w czasie przesłuchań w ciemno)

M: Tak, rozpoznałem ją. Ale nie wiedziałem, czy ona będzie potrafiła przystosować się do mojego stylu pracy.

S: A jaki jest ten twój styl pracy?

M: Ja wszystko rozwalam.

S: To znaczy?

M: Wszytko rozwalam i buduję od początku. To jest trudne.

S: Na pewno. To musi być trudne. Na przykład jeśli ktoś do ciebie przychodzi i uważasz, że nie ma co z nim pracować. Czy od raz wprost mu to powiesz?

M: Tak.

S: Dobrze. To odwróć się teraz. Zrobimy sobie małe przesłuchanie w ciemno. Bo wiesz, ja bardzo lubię śpiewać. Powiesz mi, czy w ogóle warto kontynuować.

M: Ale ty musisz dobrze śpiewać. Nie tylko poprawnie.

S: Nie, ja naprawdę zaśpiewam. Zaśpiewam tak, jak to robię w domu. (Sophie zaczyna śpiewać a capella piosenkę „Sara, perche ti amo”).

M: Nie wiem, czy mnie opieprzasz, czy śpiewasz piosenkę o miłości? To trochę jak Meryl Streep w „Mamma Mia”. Dorzuć trochę efektów auto-tune i za jakieś 20 lat będzie dobrze.

S: Acha.

M: Problem w tym, że najpierw musisz zostać gwiazdą i potem będziesz mogła śpiewać, a wtedy publiczność ci wybaczy.

S: Dobrze. Teraz, żeby zapomnieć o tym beznadziejnym występie, w czasie którego jakieś 10 tysięcy radiosłuchaczy nas opuściło…

M: 10 tysięcy? Możesz dorzucić jeszcze jedno zero! Wracajcie!!!!

S: Nadal jest z nami Mika z okazji wydania nowej płyty „No Place in Heaven”. Mika, myślisz, że nie ma dla ciebie miejsca w niebie?

M: (śmiech) Nie wiem. Myślę, że to jest jakaś obsesja, nawet dla ludzi, którzy nie są zbyt religijni.

S: Jesteś wierzący?

M: Wyrosłem w rodzinie rzymsko-katolickiej. Jestem … jak to się mówi? To jest wersja libańska.

S: Wersja libańska? Protestant?

M: Melchita.

S: OK. To religia chrześcijańska?

M: Tak.

S: Ale wierzysz w Boga?

M: Tak.

S: Dobrze. Czyli pójdziesz do nieba? Nie ma powodu, żebyś….

M: Ale nie wiemy, czy niebo istnieje. Jestem osobą, która wierzy w Boga. Uważam, że ta koncepcja jest dosyć ważna. Ale kiedy wejdziemy w detale…

S: No właśnie. W detale.

M: Myślę, że mamy obsesję raju i budujemy nasze wieże Babel. Myślę, że w momencie, kiedy pozbywamy się tego lęku, jesteśmy w stanie odnaleźć raj w naszym życiu codziennym.

S: Spróbujmy poznać cię trochę lepiej. Kiedy chcesz zaszaleć, co robisz?

M: Tańczę. Albo jem. Nie, to nieprawda.

S: Nie rzucasz się na jedzenie?

M: Nie. Gotuję. Kiedy chcę pomyśleć, gotuję.

S: Co dokładnie?

M: Wszystko. Naprawdę gotuję na poważnie.

S: I robisz to bardzo dobrze?

M: Cała moja rodzina świetnie gotuje. Mój brat jest piekarzem. Pięć razy w tygodniu wstaje o piątej nad ranem i idzie piec chleb zanim pójdzie do pracy. Przysięgam!

S: Do czego masz słabość?

M: Do piwa.

S: O, to tak jak ja! A jakiego szczególnie?

M: Piwa belgijskiego.

S: Super. Na przyszły raz zamiast filiżanki herbaty, będzie na ciebie czekać kwarta piwa. Z jakiej cechy charakteru jesteś dumny?

M: Tolerancji. W każdym razie staram się. I wytrwałości.

S: A czego raczej się wstydzisz?

M: Jestem uparty.

S: Gdybyś mógł coś zmienić w swoim wyglądzie, to co by to było?

M: (śmiech) Mówi się, że kobiety mają kształt gruszki. Wiem, że mówię teraz o okropnych stereotypach. A mężczyźni to raczej trójkąty. Więc ja chciałbym bardziej wyglądać jak trójkąt.

S: A co, uważasz, że wyglądasz jak gruszka?

M: (śmiech) Tak!

S: Gdybyś mógł mieć super moc, to co byś wybrał?

M: Chciałbym umieć zatrzymywać czas. Zamrozić wszystkich, żebym mógł zachwycać się chwilą, albo żebym mógł zemścić się na tych gnojkach, których nie lubię, albo mógłbym ukraść ze sklepów różne rzeczy. Tu zegarek, tam biżuterię. Byłoby super. I potem bym to wszystko rozdał.

S: Jak Robin Hood?

M: Nie. Rozdałbym to rodzinie.

S: Idealna kolacja. Kogo byś zaprosił?

M: Hm. Oni wszyscy już nie żyją.

S: Nieważne. To tylko fantazja.

M:Jean Cocteau, żeby dał nam do myślenia. Jacques Tati, żeby pozwolił nam marzyć. Marilyn, żeby się dowiedzieć, czy naprawdę była geniuszem, czy po prostu głupia.

S: Marlen…

M: Marilyn Monroe.

S: Ach, ok. Myślałam, że mówisz o Marlenie Dietrich.

M: Garbo, żeby nam ugotowała zupę – barszcz. Bo ona to jadła codziennie.

S: Zaprosiłbyś Gretę Garbo tylko dla zupy?

M: Tak. Ona wszędzie nosiła ze sobą tę zupę.

S: Czyli ona by gotowała?

M: Nie. Tylko zupę.

S: Do twojej idealnej kolacji? Jakie jest twoje ulubione słowo, wyrażenie, którego ciągle używasz?

M: „En faite”(w rzeczywistości). Są tacy, co ciągle powtarzają „en revanche” (za to).

S: A ty powtarzasz „en faite”?

M: En faite.

S: Twoje ulubione brzydkie słowo?

M: „Chier”. „Ca fait chier”.

S: (śmiech) Mika popatrzył na mnie i powiedział: „Chier”.

M: „Oh, ca fait chier”. Lubię też „salaud” (bękart).

S: „Salaud” jest fajne. Oprócz muzyki i Louboutina, do czego czujesz się przywiązany?

M: Louboutin to nie przywiązanie.

S: Przepraszam, mówiłam o sobie. Oprócz muzyki i piwa, do czego czujesz się przywiązany?

M: Przywiązanie do piwa, to już brzmi poważnie. Zbieram różne rzeczy.

S: Co na przykład?

M: Rzeczy, których nawet nie wiem jak używać! Jakie? Mam cała stertę mebli i innych rzeczy, których prawie nie mam gdzie trzymać. Mój dom jest nieduży.

S: Czyli zbierasz meble?

M: Zbieram meble i potem nie wiem co z nimi zrobić. Naprawdę to jest okropne. Już część rzeczy porozdawałem. Rodzinie, moim siostrom. Kolekcjonuję też na przykład rysunki.

S: Ale rysunki z autografami?

M: Rysunki wykonane przez innych, ilustracje. Kolekcjonuję je. I to nie są jakieś super drogie rysunki…

S: Takie, które ci się podobają.

M: Podobnie jest z meblami. To nie są jakieś strasznie drogie meble. Mój dom trochę przypomina antykwariat.

S: Tak to sobie właśnie wyobrażam.

M: Gdybyś potrzebowała jakiś mebel, taboret albo komodę, możesz przyjść do mnie.

S: Właśnie wizualizuję sobie Mikę otoczonego starymi meblami, z piwem w ręce. I mówię sobie: to nie w taki sposób go sobie wyobrażałam.

M: Dokładnie tak jest. Ale mówiąc poważnie, mam takie marzenie, żeby pozbyć się tego wszystkiego. Otworzyć drzwi i zrobić kompletną wyprzedaż. Wszystkiego. W ten sposób mógłbym wszystko zacząć od początku.

S: Świetny pomysł. Ostatni album Miki – kto chętny???? Mika, ostatnie pytanie. Czy jest coś, czego żałujesz?

M: Myślę, że często można pomylić nasze pragnienia z tym, czego żałujemy. Oczywiście, tak jak wszyscy żałuję pewnych rzeczy. Ale to nie znaczy, że nie możemy tego zmienić. Jet to tylko trochę trudniejsze. Trzeba się bardziej wysilić. Zawsze staram się spojrzeć na to, czego żałuję, jakby to były moje pragnienia. Jakby to były rzeczy, które chcę robić.

S: Mika, serdecznie dziękuję, że zechciałeś być tu dziś z nami. Twój nowy album „No Place in Heaven” ukaże się 15 czerwca 2015 i na pewno odniesie sukces. Bardzo lubię „Good Wife”, którego słucham na okrągło. „Ordinary Man”, który wyciska łzy. „J’ai pas envie” z bardzo śmiesznym tekstem. A ty, jeśli nie chcesz czegoś zrobić, jesteś w stanie się zmusić?

M: Nie, to niemożliwe. Albo zrobię to bardzo źle.

S: Jest jeszcze piosenka po francusku „L’Amour Fait ce qu’il Veut”.

M: Disco.

S: Kiedy jesteś zakochany masz wrażenie, że nad niczym nie panujesz?

M: Mam z tym problem. Jestem lepszy w kuchni.

S: Jesteś raczej typem, który lubi miłość szaloną, kiedy dużo się dzieje? Czy lepiej się czujesz w czymś co jest bardziej stabilne?

M: Nie wiem. Za każdym razem, kiedy zdarza się coś szalonego, ekscytującego, to się kończy katastrofą. I za każdym razem, kiedy sobie mówię; och, to nudne, nic ciekawego, to trwa bardzo długo.

S: Tak, tak często się dzieje. Czy za wcześnie jeszcze mówić o trasie koncertowej?

M: Nie. Część miejsc jest już sprzedana. Paryż jest już wyprzedany. Toulouse też.

S: Możesz podać jakieś daty?

M: Zaczynamy 19 września. I dorzucimy jeszcze kilka dat. Na przykład Paryż. Tak naprawdę trasa zaczyna się w Azji w maju.

S: Ach, to już niedługo.

M: Niestety tak. I trochę się boję.

S: Mika, dziękuję ci bardzo za to, że byłeś z nami. Oczywiście jutro wieczorem wszyscy zasiądziemy przed telewizorami, żeby oglądać The Voice.

M: David, David, David!

S: A wy będziecie mogli obejrzeć video z całej naszej rozmowy … chyba, że wytnę ten moment kiedy śpiewałam.

M: Nie, nie możesz tego zrobić. Potem będziesz żałować.

S: Całuję cię mocno. Nie zmieniaj się. I przychodź do nas, kiedy tylko zechcesz. Do zobaczenia.

M: Do zobaczenia.

…………………………………………………………………………………………………..

Wywiad dla radia Cherie FM czerwiec 2012

Kilka pytań zadanych Mice w czasie promocji albumu „Origin of Love”.

Pytanie: Jakie piosenki śpiewasz pod prysznicem?

Mika: Myślę, że jutro rano to będzie nowa piosenka Birdy.

Pytanie: Duet twoich marzeń?

Mika: To mogłaby być France Gall

Pytanie: Najbardziej szalona rzecz, którą zrobiłeś z miłości?

Mika: Z miłości? Spadłem samochodem ze wzgórza w Walii.

Pytanie: Moment największej tremy.

Mika: Kiedy prezentuję nową muzykę. Na scenie.

Pytanie: Jakie danie gotujesz najlepiej?

Mika: Robię dobre suflety.

Pytanie: Twoje największe osiągnięcie?

Mika: A, na to trzeba poczekać. Zapytajcie mnie o to za dziesięć lat. A wtedy powiem, żebyście mnie o to zapytali za pięć lat. A wtedy wam powiem, żebyście mnie o to zapytali za dwa i pół roku.

Pytanie: Twój idol/idolka?

Mika: Charlie Chaplin.

Pytanie:Piosenka, która kojarzy ci się z dzieciństwem?

Mika: „La Javanaise” Serge’a Gainsbourga.

Pytanie: Twój fetysz?

Mika: To… to pozostanie moim fetyszem.

Pytanie: Najbardziej szalony zakup?

Mika: Piękny samochód vintage. Wiecie, że jestem słaby kierowcą. Ale za każdym razem, kiedy widzę piękny, stary samochód z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych to kusi mnie, żeby go kupić. Kiedyś kupiłem auto. Nie miałem wtedy nawet prawa jazdy. To był Austin Healey z lat sześćdziesiątych. Nie, nawet z lat pięćdziesiątych. Piękne auto angielskie. Nigdy nim nie jeżdżę. Patrzę na nie. Poleruję. Jest piękne.

Mika jednak od czasu do czasu korzysta ze swojego czerwonego Austina. A dowodem na jego słabość do starych samochodów jest zdjęcie Syrenki, które umieścił w 2016 roku na Instagramie. Zdjęcie zrobił na warszawskim lotnisku.

…………………………………………………………………………………………………..