Ostatni koncert na kontynencie północnoamerykańskim.
I tak naprawdę to dla Miki pierwszy festiwal w tym roku. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale było tam około 30 tysięcy widzów!
Tym razem nie było wielkich kół zębatych na scenie, ale za to na koniec koncertu pojawiło się wielkie, nadmuchiwane serce, które znamy z europejskich koncertów. Ale wyobrażacie sobie? Mika zadał sobie trud przetransportowania wielkiego rekwizytu na ten jeden koncert!
Nie pierwszy raz Mika zaskakuje mnie skalą swoich projektów. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych!
Anulowali mu transport scenografii do Ameryki? To zamówi nową scenografię w Kanadzie.
A w Meksyku, żeby fani widzieli z najdalszego miejsca festiwalu, walniemy to wielkie nadmuchiwane serce!
Wyobrażam sobie PMD (post Mika depression), która dopadła fanów z tamtych rejonów świata. My w Europie mieliśmy swoją część w lutym i marcu. Ale teraz czekamy na czerwiec, kiedy to rozpoczną się festiwale. A Kanadyjczycy, Amerykanie, Meksykanie…. nie wiadomo, kiedy znów zobaczą Mikę na żywo.
Na osłodę mamy filmy fanów i Adama Goodall’a, które Mika wrzuca do swoich social mediów.
Huge love for you Mexico! You were simply extraordinary! What a beautiful way to finish our time in North America!
W Los Angeles maskotka koncertu stała na balkonie. Fan był wniebowzięty. A kiedy na koniec Mika nie tylko wyciągnął do niego rękę, ale pocałował dłoń „swojej wybranki”, to już było szaleństwo!
San Francisco. W tym teatrze scena praktycznie nie była oddzielona od publiczności.
W trakcie Ice Cream Mika flirtował z fanami, a w pewnym momencie nawet podał swoją czarną marynarkę (chyba) Deb, która akurat prowadziła live’a na Instagramie. Szkoda, że filmik się nie zachował. Możemy oglądać tę scenę z boku.
A w trakcie Big Girl Mika wspiął się na barierkę i pozwolił kilku panom stojących wokół, aby podpierali go rękami 😉
Jak dowiedziałam się od jednej z osób, która była na tym koncercie, cały zespół przybył do Austin z pięciogodzinnym opóźnieniem (opóźniony samolot). I nie było czasu na soundcheck. Więc dużo się działo już w trakcie koncertu. Mika kilka piosenek zaczynał wielokrotnie, bo coś było nie tak. (podobno Relax trwało chyba 15 minut 🙂 ) Kiedy chciał, aby reflektor skierować na jedną z osób na balkonie (maskotka tego koncertu), to się okazało, że reflektor nie może być skierowany aż tak wysoko. Chyba nikt wcześniej w tej sali nie poprosił o takie „akrobacje” 🙂 Światła w ogóle były co chwilę „testowane”. Mika prosił o: całkowite zgaszenie świateł, o światło rozproszone, o światło skupione na nim itd.
Mika zapytał, kto na sali jest po raz pierwszy na jego koncercie. I jego mina mówi wszystko.
Nie widzimy, ile osób podniosło rękę, ale możemy się domyślać, że było ich naprawdę dużo 🙂
I były tam również osoby spoza Stanów Zjednoczonych.
Ale w Dallas to była histeria! Mika wystąpił tam po raz pierwszy.
I na tę okazję założył… oryginalny kowbojski strój z lat 80tych, który kupił rok wcześniej na aukcji internetowej! Czasami jego anegdoty są tak nieprawdopodobne, że aż się nie chce uwierzyć.
W rozmowie z USA Today zapytano Mikę, czy planuje coś specjalnego na przyszły rok w związku z dwudziestoleciem wydania pierwszego albumu Life In Cartoon Motion.
Odpowiedź brzmi – TAK. I ma to być coś światowego. I tyle w temacie. Musimy cierpliwie czekać na więcej informacji. Ale, przecież to już niedługo 🙂
No i stało się. Mika wystąpił w Montrealu, w mieście, gdzie narodziła się płyta Hyperlove!
Sala Place Bell to mogące pomieścić ponad 10 tysięcy osób miejsce, które pozwoliło na pokazanie programu na skalę europejskiego tourne.
Potężne ekrany z pięknymi wizualizacjami – część całkiem nowych , koła zębate zawieszone wysoko. Brakowało tylko tego „kołowrotka chomika”, w którym Mika zaczynał występ.
Ale była opadająca kurtyna i niesamowite oświetlenie.
Tak. Z pewnością ten koncert będzie zapamiętany na długo. Zwłaszcza końcówka, kiedy to Mika śpiewając Love Today, zdjął marynarkę i okazało się, że ma pod spodem koszulkę drużyny hokejowej Montreal Canadians! No, kupił tym sobie wszystkich Kanadyjczyków obecnych na sali 🙂
W dodatku Mika zaśpiewał Jane Birkin i C’est la Vie!!!!! No teraz, to naprawdę żałuję, że mnie tam nie było.
Była kurtyna, były podświetlane koła zębate, było wielkie serce (tym razem nie nadmuchiwane, ale na ekranie), był też wielki megafon i cała masa konfetti.
W poniedziałkowy wieczór Mika zamienił Place Bell w wielką wiosenną imprezę dzięki swojej trasie Spinning Out.
Międzynarodowa gwiazda, która nie występowała w Quebecu od 2022 roku, zafundowała swoim fanom niezapomniany koncert, równie odurzający, co ekscytujący, odzwierciedlający jego osobowość, a przede wszystkim ogromny talent.
Przywitany entuzjastycznym przyjęciem, 42-letni artysta wykonał głównie utwory ze swojego electro-popowego projektu Hyperlove, nagranego częściowo w Montrealu i wydanego pod koniec stycznia.
„Co za radość występować w mieście, w którym nagrano te utwory. Montreal, moje ulubione miasto w Ameryce Północnej, również jest częścią mojego procesu twórczego od ponad 15 lat” – powiedział publiczności w Laval, zanim rozpoczął Modern Times, a następnie Eleven.
Nie zaniedbał również wielkich hitów, które przyniosły mu sławę, takich jak Relax (Take It Easy), Lollipop, Elle me dit i Grace Kelly, które wplótł do swojej setlisty. Te piosenki, niezmiennie uwielbiane przez publiczność, niezmiennie wywoływały eksplozje zbiorowej radości, zamieniając amfiteatr Rocket w gigantyczny parkiet.
Libańsko-amerykańsko-angielski piosenkarz wszedł również w tłum, by wykonać utwór Big Girl (You Are Beautiful), przechadzając się po parkiecie, a następnie wspinając się na około dwadzieścia rzędów, by dotrzeć do widzów na tyłach sali. Po powrocie na scenę otrzymał od publiczności gromkie brawa, jakby dziękowali mu za ten zapierający dech w piersiach wylew miłości.
„Czerpię energię i nadzieję z was. […] Pierwszą areną, na której grałem na świecie, była arena w Montrealu”. „Jeśli wciąż tu jestem: to was za to obwiniam” (I blame it on you) – oświadczył Mika w poniedziałkowy wieczór.
Znany ze swojej żywiołowości i ekstrawaganckich produkcji scenicznych, były dyrektor artystyczny Star Académie sprostał swojej reputacji tym występem, obecnie koncertując w całej Ameryce Północnej.
Kurtyna opadła o 20:20, odsłaniając starannie zaprojektowaną scenografię, która rozciągała się od jednego końca sceny do drugiego. Olbrzymie koła, przywodzące na myśl „Dzisiejsze czasy” Charliego Chaplina, wypełniały scenę i służyły jako oświetlenie, a na środku sceny, która nie wydawała się tak duża, stał biały fortepian ozdobiony migającymi światłami.
Sam Mika wielokrotnie zmieniał kostiumy, zmieniając kolor z niebieskiego na różowy, z frędzlowej kurtki na podkoszulek. Na bis zachował nawet koszulkę Montreal Canadiens.
Pomimo licznych interakcji z publicznością i wielokrotnych deklaracji miłości do Montrealu, wychwalających jego kolory i smaki, szalone tempo koncertu pozostawiało niewiele miejsca na refleksję czy intymne chwile sam na sam z wokalistą.
Niesamowite miejsce: na dachu budynku na Manhattanie, z widokiem na Brooklyn.
Miejsce, które gościło Mikę jako pierwszego artystę sezonu 2026.
A Mika na tę okazję przygotował nowe, niesamowite stroje. A w szprychach kół zębatych rozbłysły lampy. Tworzyło to przecudowny widok w połączeniu z panoramą miasta za jego plecami.
Naprawdę z radością bym tam poleciała, żeby to zobaczyć…
Tym razem udało się napompować wielki megafon, a światełka na fortepianie zabłysły.
A jeszcze przed koncertem Mika zatrzymał się i podszedł do Deb, aby zaprosić ją na soundcheck. To taka drobna nagroda za 20 lat bycia administratorką Mika Fan Club.
Trasa Spinning Out Tour rusza w Ameryce Północnej! Dziękujemy Bostonowi i do zobaczenia jutro na wyprzedanym koncercie w Silver Spring!
Było nerwowo. Składanie nowej scenografii, problemy techniczne związane z innym napięciem prądu w USA. Myślę, że dziś w Silverspring będzie o wiele lepiej. Czy zobaczymy super megafon?