Na wstępie przepraszam, że tak długo nic nie pisałam o tym koncercie.
Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale nadal czuję tę niesamowitą energię i trudno jest mi ją opisać. A może nawet nie chcę o niej pisać, bo boję się, że zniknie.
Oj brzmi to dziwnie. Wiem.
Ale już nadrabiam zaległości.
To był mój trzeci koncert z trasy Spinning Out. I oczywiście – jak zwykle – był szczególny i inny od poprzednich. Tak to już jest z występami Miki. On „dopasowuje” każdy koncert do danego kraju, języka, nastroju. A przede wszystkim poprawia wszystko, co mogło wydawać mu się nie do końca wypracowane.
Bercy. Mika występował tam wielokrotnie i bardzo to miejsce szanuje. Bo to jest miejsce z historią.
Byłam na jego koncercie w 2024 roku. Miałam miejsce siedzące, w pierwszym rzędzie, ale mimo wszystko daleko od sceny.
Tym razem mogliśmy kupić bilety do tzw. fosse or, czyli Golden Cirlce. Jest to wydzielona część płyty tuż przed sceną. W Paryżu mogła pomieścić około 1500 osób.
Kiedy oglądałam filmy z poprzednich występów, zawsze zazdrościłam osobom z pierwszego rzędu. Oni, to dopiero mieli super widok na scenę!
W tym roku to ja byłam w pierwszym rzędzie. I przyznam szczerze, że do tej pory wydaje mi się to snem. Nawet już po koncercie nadal powtarzałam sobie: byłaś w Bercy przy barierce. W Bercy!
I wiecie co? Warto było czekać od rana w kolejce. Stojąc tuż pod sceną praktycznie nie czułam za sobą tej olbrzymiej hali z około 15’000 osób. I to jest właśnie ta magia, która mnie nie opuszcza. Czułam się jak w niedużej sali otoczona śpiewającymi i skaczącymi fanami. I poza nami i sceną świat przestał istnieć.
Po Londynie, gdzie nagrałam prawie cały koncert – bo jak już zaczęłam nagrywać piosenkę, to nie mogłam przestać – obiecałam sobie, że w Paryżu postaram się bardziej skupić na scenie niż na telefonie. No i raczej mi się to udało. Mało nagrywałam piosenki w całości. Raczej fragmenty, żeby było „na pamiątkę”.
I zaczęło się od opadającej kurtyny, a naszym oczom ukazał się Mika zawieszony w kole kilka metrów nad ziemią. Kurczę, emocje są podobne jak przy klatce zakrytej białym płótnem w Apocalypso Tour.
Mika wie, jak zacząć koncert z wysokiego C.
Setlista:
- Modern Times
- Eleven
- Relax
- Hyperlove
- We Are Golden
- Lola
- Spinning Out
- Jane Birkin
- Dreams
- Science Fiction Lover
- Immortal Love
- Lollipop
- Excuses For Love
- Big Girl
- Origin Of Love
- Grace Kelly
- Happy Ending
- Elle Me Dit
- Love Today
A na zakończenie w czasie ukłonu Spinning Out Instrumental
Mika narzuca tempo od samego początku. Po Modern Times od razu zaczyna Eleven. Piosenka trudna do śpiewania na żywo – brakuje oddechu. Ale na koncercie brzmi wspaniale. Oczywiście wszyscy liczymy do jedenastu razem z Miką.
Przy Relax tradycyjnie wyjęłam flagę. Co prawda Mika nie zareagował, ale na pewno ją widział.
Uwielbiam koncerty w krajach francuskojęzycznych. Bo wiem, że Mika zaśpiewa Jane Birkin. W Londynie bardzo mi brakowało tego utworu.
Dreams i Science Fiction Lover – dwie nowe piosenki, które należą do moich ulubionych (właściwie, to wszystkie są ulubione 😉 )
Ten podkoszulek w maki jest obłędny! Właśnie customizuję sobie białą marynarkę doszywając do niej maki z materiału. To będzie mój outfit w Bolonii i Turynie.
W Lollipop nie było „tortu fortepianowego”. Tak, że jeszcze nie widziałam tego cuda na żywo. Fani w Brukseli mieli to szczęście. W dodatku pierwszy koncert 20 lutego był nagrywany przez francuską telewizję, więc za jakiś czas będziemy mogli to obejrzeć.
My za to mieliśmy biały fortepian i tęczę w trakcie Excuses For Love.
W trakcie Big Girls Mika nie odpuścił i ruszył przez całą długość płyty pokonując barierkę oddzielającą Golden Cirlce od pozostałej części stojącej. A potem wdrapał się na trybuny i tam sobie pobiegał dla rozrywki 😉 Nagrałam tylko krótkie fragmenty, bo był za daleko,
Grace Kelly. Najstarsza piosenka (obok Relax), która w zeszłym roku dorobiła się „nowego wstępu” w stylu ta ta da da …..
Tym razem mamy jeszcze gigantyczny megafon, przy którym Mika wygląda jak krasnoludek. Odlot!!!
Happy Ending. Przepiękna nowa spokojna wersja tego utworu, która jakby automatycznie powoduje, że cała sala rozbłyska tysiącami światełek z telefonów (jak kiedyś przy Underwater, którego w tym roku nie usłyszymy).
Fanki z Francji postanowiły zrobić fan action właśnie do tej piosenki. Ja się absolutnie sprzeciwiałam, ponieważ uważałam, że nadmuchiwanie balonów po prostu rozwali nastrój. I same światełka by wystarczyły. A balony moglibyśmy nadmuchać przy innej piosence – może którejś z nowego albumu – balony miały kolory z okładki Hyperlove. Ale nie. Fan action zrobiono w trakcie Happy Ending.
Nadal podtrzymuję swoje zdanie. Ja nie poczułam nastroju Happy Ending. Chociaż cały happening wyglądał pięknie. Ale wyglądałby równie pięknie na przykład przy Dreams. Szacun za organizację akcji w tak dużej sali. To jest wyzwanie.
Na koniec mamy Love Today. Jak widać, Mika pominął Yo-Yo. Oba utwory świetnie zamykają koncert. A Yo-Yo słyszałam w Londynie i Amiens.
Cały koncert trwał prawie dwie godziny. To i tak dłużej niż poprzednie występy, które zamykały się w około półtorej godziny.
Potem długo czekaliśmy na Mikę w chłodzie i przelotnym deszczu. Jak zwykle wyszedł prawie jako ostatni. Kazał zatrzymać samochód i wyszedł do nas dosłownie na minutę. W ostatniej chwili zdążyłam mu podać Golden Fusillo – śmieszny naszyjnik zrobiony z makaronu typu fusilli, który był bohaterem filmiku na TikToku. Oglądalność doszła do koło 25 milionów!!!!!
To był bardzo długi dzień. Ale wróciłam do hotelu szczęśliwa, nadal nie mogąc uwierzyć, że byłam na takim koncercie. Dobrze, że samolot powrotny miałam dopiero wieczorem, więc mogłam pozwolić sobie na zasłużony sen.
