Pierwszy koncert, a raczej próba generalna dla Miki.
Nie muszę chyba pisać, jak bardzo nie mogliśmy się doczekać tego momentu.
Setlista:
- Intro plus Modern Times
- Eleven
- Relax
- Intro Hyperlove plus We Are Golden
- Lola
- Spinning Out
- Interlude
- Jane Birkin
- Lollipop
- Science Fiction Lover
- Excuses For Love
- Interlude
- Big Girl
- Intro do Grace Kelly
- Elle Me Dit
- Immortal Love
- Interlude
- Yo-Yo
- Love Today
- na zakończenie instrumentalna wersja Spinning Out
Żeby nie było zbyt różowo, to czekając w kolejce na otwarcie bramy kilka razy zmokliśmy, bo pogoda tego dnia była bardzo kapryśna. A największa ulewa zaczęła się oczywiście po godzinie 18ej, kiedy miano otworzyć bramki. Byłam cała mokra, a mój bilet nie mógł się zeskanować, bo przemoczył się dokumentnie. Ach, wspomnienia….
Powyżej podałam setlistę, ale tak naprawdę, to piosenki i ich kolejność może być modyfikowana na kolejnych występach. Jesteśmy już po drugim koncercie w Rouen i okazało się, że Mika dorzucił Dreams (!!!!!) oraz Origin Of Love.
Oczywiście bardzo chciałam zobaczyć tę scenografię z teatru rosyjskiego z lat dwudziestych, o której tak często wspominał w wywiadach.
Ale najpierw zobaczyliśmy kurtynę. Potężną, w pięknych pastelowych kolorach.

Usłyszeliśmy muzykę i po 10 sekundach kurtyna… opadła na scenę. Byłam tak zaskoczona, że nie zauważyłam wielkiego koła zębatego zawieszonego jakieś 15 metrów wyżej. Scena ożyła światłami i dopiero wtedy zauważyłam, że w tym wielkim kole stoi Mika! Koło powoli zaczyna się obracać, a Mika przyspiesza. Tak jak Mika wspominał, zaczyna się od biało-czarnej scenografii. Ale napis z tyłu sceny mówi: YOU ARE NOT MACHINE. Koło staje, a scena rozświetla się kolorami. I słyszymy pierwsze akordy Modern Times.
I zaraz potem kolejna niespodzianka: Eleven. Mika zastrzegał się, że to trudny utwór i może dostać hyperwentylacji. Ale jakoś udało mu się przeżyć. Zwróćcie uwagę na wizualizacje w tle. Do każdej piosenki. Są naprawdę niesamowite i stwarzają klimat dla każdego utworu. A wraz z obracającymi się częściami całej maszynerii tworzą coś na kształt filmu, a nie koncertu pop.
Obejrzyjcie sobie, jak te wszystkie elementy tworzą trójwymiarowy film. Przy Relax bardzo zwróciłam na to uwagę i to nagrałam.
Pierwsze dźwięki Hyperlove – ale nie od początku, tylko od momentu, kiedy „robot” pyta czym jest miłość. Ja bardzo lubię ten głos i bardzo się ucieszyłam słysząc go teraz. Uprzedzając fakty – w Rouen Mika zaśpiewał ten utwór od początku, tak jak na płycie.
Tak więc robot pyta czym jest miłość i ten wstęp zamienia się w We Are Golden. Na scenie pojawiły się również dwie śpiewające tancerki, które dodają kobiecego brzmienia w chórkach.
Kolejna niespodzianka: LOLA! Nigdy nie słyszałam tej piosenki na żywo. A bardzo ją lubię.
Mika ściągnął na środek sceny Maxa i Albana i w trójkę zademonstrowali swoje umiejętności taneczne 🙂
No i nareszcie tak wyczekiwany utwór, od którego wzięła nazwę trasa koncertowa: Spinning Out.
Tym razem Mika zakłada mikrofon na głowę i… znów wchodzi do koła zębatego. Zapina zabezpieczenie wokół pasa. Koło wędruje w górę i… zaczyna się obracać… razem z Miką! No, tego nikt się nie spodziewał.
Nawet kiedy teraz oglądam wideo, to tak jakoś nie mogę oderwać wzroku od ekranu.
Jesteśmy we Francji. Jest i Jane Birkin. Uwielbiam ten utwór. Uwielbiam śpiewać z tłumem „la la la la la la la la”. A Mika otwiera szeroko oczy ze zdumienia 🙂
Lollipop to już klasyka. Ale Mika jest w stanie za każdym razem wykonać ten utwór inaczej. Tym razem zaczepił Clementa i Woutera 🙂
Czas na kolejną piosenkę z nowej płyty. Science Fiction Lover. Kolejna z moich ulubionych.
Pod koniec utworu Mika zdejmuje marynarkę i z dumą pokazuje podkoszulek z namalowanymi makami. Szkoda, że nie można go kupić w sklepie po koncercie, czy na stronie internetowej…
Pora na kolejny super utwór: Excuses For Love!!!!!
Słyszymy fragment Interlude (radio Mika FM) a zaraz potem Big Girl. Moje pierwsze pytanie w głowie: czy Mika wejdzie między ludzi, tak jak to robił w zeszłym roku? Szybko zapomniałam o moim pytaniu, bo na ekranie pokazuje się wielki, czarny kot! I właściwie, to on skradł Mice show. Nie wiem jak inni, ale ja ciągle gapiłam się na tego kota 🙂 Uwielbiam koty. Mam dwa. A Mika, który często zarzeka się, że nie lubi kotów, walnął nam taką piękność na ekranie 🙂
Zapada ciemność. Słyszymy jakieś szalone jazzowe dźwięki. Pojawia się światło, a na scenie widzimy gigantyczny megafon, do którego mówi „maleńki” Mika. Rozpoczyna jak w scenie z filmu Kabaret. A potem możemy z radością śpiewać tam ta da dam ta da da da da dam…. Z tuby sypie się konfetti, unosi się dym. No ogólnie dzieje się 🙂
Pozostajemy w nostalgicznym nastroju. Mika mówi: czasami słyszymy ogłoszenia w metrze, wiadomości w telewizji… ale najpiękniejsze chwile dzieją się w ciszy. I zaczyna śpiewać Happy Ending. Ale tym razem śpiewa ciszej, o oktawę niżej niż zwykle. Można powiedzieć, że śpiewa szeptem.
Nie wiem dlaczego pomyślałam, że tym razem Mika dedykuje tę piosenkę Melachi. I nie wytrzymałam. Łzy leciały mi po policzkach. I nie tylko mnie. To był najbardziej wzruszający moment tego wieczoru.
Nie byłam w stanie nagrywać. Potrzebowałam być tu i teraz i przeżywać tę chwilę z oczami wpatrzonymi na scenę. Dlatego zamieszczam film nagrany przez Romy.
Zmiana kostiumu, zmiana nastroju. Mika wychodzi na scenę w jaskrawo żółtym garniturze, na którym namalowane są ciemno czerwone róże otoczone diamentowymi cekinami. Pora na Elle Me Dit.
Immortal Love – kolejna piosenka, na którą czekałam z niecierpliwością.
Kolejne interlude radio Mika FM. Czas, aby Mika mógł się przebrać. Po chwili wkracza na scenę z swoim cekinowym ciemno zielonym garniturze. Słyszymy intro do dyskotekowej wersji Yo-Yo. A w tle widzimy wizualizację, którą poznaliśmy, kiedy Mika był w Montrealu. Szalony taniec w dziwnych butach.
No to wyobraźcie sobie, że Mika miał na sobie te buty. Ja ich nie widziałam z mojego miejsca. Ale na nagraniu jakiegoś fana widać je wyraźnie!
Słyszymy elektryzujące intro i Mika pyta: Amiens, jesteście gotowi na Love Today?
W trakcie piosenki Mika idzie „na zaplecze” i wraca z białymi butami w ręce. Wygląda na to, że zdjął te dziwne buty i nie zdążył założyć innych 🙂 A musiał mieć buty, ponieważ… ruszył w stronę publiczności. Przez chwilę straciłam go z oczu. A on, jakby miał za mało ruchu, zrobił sobie przebieżkę przez całą salę. I uszczęśliwił tym całą masę fanów 🙂
Publiczność rozgrzana do czerwoności, a tu trzeba kończyć. Słyszymy instrumentalną wersję Spinning Out i Mika wraz z ekipą kłania się i opuszcza scenę.
A my dalej śpiewamy i tańczmy. I tym prowokujemy Mikę do jeszcze jednego pożegnalnego wyjścia.
Na koniec jeszcze raz obejrzałam scenografię… i trzeba było opuścić salę.
Wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego spektaklu. Nowa scenografia, nowe piosenki. Nowa energia.
A po koncercie czekaliśmy na Mikę. Nawet nie zbyt długo. Może godzinę. Na pewno był bardzo zmęczony po kilkudniowych próbach i emocjach związanych z premierą. Nie byłam pewna czy będzie miał siły rozmawiać z fanami. Ale podszedł do nas!!!! I spędził z nami prawie 10 minut. I to była dla mnie taka wisienka na torcie. Cudowne przeżycie.
Już nie mogę się doczekać koncertu w Londynie. Czy usłyszę DREAMS?
I w ten sposób opisałam Was praktycznie cały koncert. Myślę, że następne raporty będą krótsze.
Ale ten koncert był szczególny – bo był pierwszy.