Wyjazd na koncert do Berlina był chyba najbardziej pokręcony ze wszystkich moich podróży. Zdecydowałam się na ten koncert, który miał miejsce zaraz po świętach wielkanocnych, tylko dlatego że po pierwsze, to najbliżej Polski, po drugie, że miałam bezpośredni pociąg z Krakowa do centrum Berlina. W każdym razie tak było, kiedy kupowałam bilety na Intercity z Przemyśla. Koncert początkowo miał się odbyć w innym miejscu w HUXLEY’S NEUE WELT. Kiedy zaczęłam szukać hotelu w okolicy, okazało się, że to miejsce jest dosyć odludne, a w dodatku sama sala wydawała mi się jakąś „speluną” – tylko stojące miejsca, pomieszczenie w kształcie prostokąta. Wzdłuż dłuższego boku znajdował się bar, a scena była w głębi na szerokość węższego boku. Naprawdę zaczęłam poważnie myśleć o odsprzedaży biletu i daniu sobie spokoju z tym wyjazdem.
Okazało się jednak, że koncert cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że organizatorzy zamienili HUXLEY’S na Tempodrom. Ku mojej radości. Ponieważ sala znajduje się w centrum miasta. Wokół jest pełno hoteli. No i łatwo tam się dostać z Berlin Hauptbanhof, czyli z dworca, na który miał przyjechać mój pociąg. Tak więc, wszystko zaczęło się układać i postanowiłam jednak udać się do Berlina.
Bilet na pociąg mogłam kupić dopiero dwa miesiące wcześniej i tak właśnie zrobiłam.
I tuż przed świętami zaczęłam dostawać maile od kolei niemieckich, że nastąpiła zmiana w rozkładzie jazdy i moja podróż nie będzie się mogła odbyć tak, jak to było planowane. Niestety nigdzie nie mogłam znaleźć na czy polegała ta zmiana. Postanowiłam więc kupić nowe bilety z myślą, że pokaże mi się nowa trasa przejazdu. A stare bilety anuluję. Nowe bilety kupiłam. Okazało się, że pociąg nie jedzie na Hauptbanhof, ale zatrzymuje się Lichtengergu – to są przedmieścia Berlina. No dobrze, stamtąd miałam 20 minut metrem do centrum. Okazało się natomiast, że nie mogłam anulować moich pierwszych biletów na pociąg, ponieważ wybrałam opcję bezzwrotną 😦 Tak więc wydałam na podróż tyle, że za tę cenę miałabym bilet lotniczy!
Ale to jeszcze nie koniec 🙂 Na dwa dni przed wyjazdem zaczęłam panikować, co będzie, jeśli pociąg będzie miał opóźnienie. Miałam w końcu do pokonania prawie tysiąc kilometrów. Pociąg planowo miał być w Berlinie o 17:30, a koncert zaczynał się o 20:00 (Mika miał wejść na scenę o 21:00).
Moim planem B było kupno biletu siedzącego na koncert. Po całodniowych poszukiwaniach udało mi się znaleźć Polkę, która nie mogła jechać na koncert i miała dwa bilety w pierwszym rzędzie drugiego kręgu. Kupiłam od niej jedno miejsce. Tak więc, teraz już miałam dwa bilety nie tylko na pociąg ale i na koncert 🙂 Bo kto bogatemu zabroni????
Ale za to ze spokojem wewnętrznym wsiadłam rano do pociągu, który już do Krakowa (z Przemyśla) miał 20 minut opóźnienia. Aż do granicy z Niemcami opóźnienie nie uległo zmianie. Super. Powinnam być w hotelu koło 18:30. Nie ma problemu.
Ledwo minęliśmy Frankfurt nad Odrą pociąg zatrzymał się na jakieś stacji i ogłoszono przez głośniki, że był jakiś wypadek z ciężarówką i nie wiadomo, kiedy tory zostaną odblokowane. Minęło pół godziny, a my dalej staliśmy. Już zaczęłam sobie wyobrażać, że być może spędzę noc w hotelu w Berlinie, aby rano wsiąść do pociągu powrotnego.
Na szczęście zaraz potem pociąg ruszył. Żeby już nie przedłużać, powiem, że w hotelu byłam o 19:00. Szybko zjadłam ostatnią kanapkę z podróży i pobiegłam do Tempodromu. Oczywiście wykorzystałam mój bilet na miejsce siedzące. O tej porze na parterze pod sceną był niezły tłum ludzi. Nie wiem, czy zobaczyłabym choćby czubek głowy Miki.
Miałam super widok na scenę. I pierwsze zaskoczenie: nie ma kurtyny! Na scenie stała już klatka przykryta białą tkaniną. Po zakończeniu występu DJki zgasły światła. I usłyszeliśmy tę przerażającą muzykę. Nie wiem jak i kiedy Mika znalazł się w środku klatki. Ale był tam!!!!
Obserwowałam publiczność ponieważ niemiecki fan club przygotował fan action zaraz na początku. Kiedy Mika miał otworzyć oczy i spojrzeć na publiczność, osoby pod sceną uniosły kartki z napisami „witaj z powrotem w Niemczech”.
Wszyscy zastanawialiśmy się, jaką setlistę przygotował Mika na dziś. Czy będą francuskie piosenki? Wszyscy na nie czekaliśmy! Mika postanowił wykonać tylko jedną piosenkę po francusku (oprócz „standardowego” Elle Me Dit”) – to była Jane Birkin. I publiczności bardzo się to podobało.
Pozostałe piosenki francuskie zostały zastąpione przez Origin Of Love, Lollipop, Good Guys oraz Billy Brown.
Ja z niecierpliwością czekałam na Relax. W Berlinie po raz pierwszy wraz z innymi polskimi fanami zrobiliśmy naszą małą fan action: tym razem nie tylko ja miałam biało-czerwoną flagę. Dwie małe grupki stojące blisko sceny uniosły w górę polskie flagi. Mika nie mógł ich nie zauważyć 🙂 Niestety nie nagrywałam tego, ponieważ obie ręce miałam zajęte.
Ale polskie flagi widać na kilku moich filmach. Na przykład na Happy Ending czy Good Guys. Bardzo Wam dziękuję za współpracę!
Myślałam, że zapytam Mikę po koncercie, czy widział flagi. Ale Mika nie mógł do nas podejść ponieważ jego ciężarówki ładujące sprzęt po koncercie zablokowały całą ulicę. I Mika musiał użyć innego wyjścia, aby pojechać do hotelu. Ale nic straconego. Może w Londynie mi się uda.
To był naprawdę koncert poświęcony fanom niemieckim, którzy czekali 12 lat na ten moment. Mika starał się coś powiedzieć po niemiecku i nawet w trakcie Jane Birkin zaprosił na scenę fankę, która miała podpowiadać mu po niemiecku historię, jak to Mika na co dzień jest poważnym człowiekiem, ale zdarza mu się być mniej poważnym i wtedy nuci sobie la la la la la la Jane Birkin. Jednak zadanie chyba trochę go przerosło, bo w pewnej chwili powiedział, że ma wrażenie, że to jest jak zły sen 🙂
Natomiast fakt, że kupiłam drugi bilet (siedzące miejsce) okazał się pięknym prezentem. W trakcie Big Girl Mika jak zwykle wszedł między publiczność, a potem wbiegł na balkony. I przebiegł mi przed nosem! I znów nie zmieści się w kadrze 🙂
Pobiegł dalej, usiadł na barierce i zaczął opowiadać historię Butterfly Lounge małemu chłopcu z widowni. Napił się nawet piwa z podanego mu kubka!
Druga fan action była zaplanowana do piosenki Happy Ending. Fani mieli przygotowane balony. Część z nich miała narysowany globus. Miało to być nawiązanie do obrazu naszej planety wyświetlanego na dużym ekranie w tle. Balonów było trochę za mało, ale jeden z nich skończył marnie w rękach – a właściwie pod butem – Miki 🙂 On naprawdę uwielbia niszczyć balony!
Sala była na tyle mała, że nie było kurtyny. Nie było też neonu Club Apocalypso. Any Other World oraz We Are Golden Mika wykonał w swym kostiumie, który ja nazywam niebieską piżamą. Zawsze będzie mi się ona kojarzyć z wykonaniem C’est la vie na neonie. Pod spodem Mika miał podpiętą linę asekuracyjną i bluza tego kostiumu ma na plecach zamek błyskawiczny, który pozwala na szybkie odpięcie go od uprzęży.
Cały koncert był bardzo energetyczny. Może nie aż tak bardzo jak ten w Brukseli, ale myślę, że ludzie się świetnie bawili. Słyszałam, że komentarze wychodzących były bardzo pozytywne. Publiczność była pod wrażeniem.
Po koncercie do północy czekaliśmy na Mikę. Bardzo liczyliśmy na to, że będzie chciał zamienić parę słów z niemieckimi fanami. No i podziękować za przepiękny tort zrobiony przez utalentowaną fankę. Ale tak jak już wspomniałam, ciężarówki Miki uniemożliwiły mu wyjście bramą, przy której staliśmy. A samochód który na niego czekał, musiał odjechać, żeby ciężarówki mogły manewrować. Przyznam, że oglądając pracę tego zespołu włosko-francuskiego byłam pełna podziwu dla sprawności i precyzji ich ruchów. Aby to uczcić wrzuciłam nawet dwie story na Instagram dorzucając do obrazu fragmenty piosenek „The Best” Tiny Turner oraz „We Are The Champions” zespołu Queen 🙂
Dodam tylko, że powrót do domu odbył się bez opóźnień.
Następny mój koncert będzie w Londynie. Uwaga. Przygotowuję fan action z flagami. Tym razem z flagami krajów, z których przyjechaliśmy. Na pewno będzie kolorowo!
