Nareszcie mój pierwszy festiwal po powrocie Miki z Ameryki.
Powoli wchodzimy w czas wakacyjny, choć za oknem jakoś tego nie widać.
Czy to w Wielkiej Brytanii czy w Polsce, pogoda bardziej przypomina jesień.
A spędziłam w UK prawie tydzień, bo najpierw poleciałam do Birmingham na nagranie finałowego koncertu dla czwartego sezonu The Piano. Wiatr, co chwilę deszcz. W połowie czerwca miałam na sobie ubrania, które noszę wczesną wiosną lub jesienią.
Liczyłam na to, że zanim dotrę do Cardiff pogoda się poprawi. Niestety nie. Choć deszcz był mniej dokuczliwy niż w Birmingham. Ale ta mżawka, która wciska się wszędzie! Skończyło się na kupnie butów sportowych, które były bardziej odporne na wilgoć niż moje tekstylne „szybkobiegi”. Bo na terenie zamku festiwal trwał od kilku dni i ludzie zdążyli już udeptać niezłe błotko. I na pamiątkę zostanie mi również zestaw skarpetek w pastelowych kolorach zakupionych w PRIMARKu 😉
Ale przejdźmy do koncertu. To nie Francja czy Włochy więc od rana koczowało przy wejściu tylko jakieś 20 osób. Z drzew leciały na nas litry wody zatrzymanej na liściach. Czasami trudno było określić czy to deszcz pada czy tylko krople z drzew.
Samo wejście odbyło się bardzo kulturalnie i spokojnie. Muszę przyznać, że obsługa była przygotowana na to, by zapobiec przepychankom i biegowi do barierki. Po zeskanowaniu biletów i sprawdzeniu toreb, zostaliśmy poprowadzeni przez security aż do terenu koncertu.
Wtedy tylko przebiegliśmy jakieś 15-20 metrów, aby zająć pozycje. Udało mi się stanąć po lewej stronie sceny, która okazała się być dosyć wysoka.
Najpierw były dwa supporty: lokalny zespół Utopia oraz zasłużony zespół The Feeling, który od dwudziestu lat jest znany z coverów. Ale chyba wykonują również swoje utwory. Jedyna piosenka, jaką znałam i mogłam wreszcie trochę pośpiewać to Video Killed The Radio Star nagrany przez The Buggles pod koniec lat 70′.
Ciągle mżyło, ale nie był to deszcz, który mógłby nam przeszkodzić. A Walijczycy są przyzwyczajeni do takiej pogody 😉
Nadszedł czas na Mikę. Jego koncerty zawsze zaczynają się od muzyki, która buduje napięcie. I choć nie było „kołowrotka chomika”, to jednak podniecenie dało znać o sobie.
Intro do Modern Time zabrzmiało jeszcze zanim zaszło słońce, więc miałam rzadką okazję oglądać Mikę w naturalnym świetle.
Ubrany w walijskie barwy (zielony, biały i czerwony).To był jego pierwszy koncert w Walii.
Setlist:
Modern Times
Eleven
Relax
Ice Cream
Yo-Yo
We Are Golden
Spinning Out
Big Girl
Popular Song
Origin Of Love
Happy Ending
Immortal Love
Lollipop
Grace Kelly
Love Today
Spinning Out instrumental
Jak widać setlista była bardzo „standardowa” z tylko czterema nowymi utworami. Oczywiście nie było również piosenek po francusku, więc usłyszeliśmy za to Popular Song.
Oczywiście w trakcie Relax wyjęłam moją biało-czerwoną flagę. A Kasia, mieszkająca w Londynie wiernie mi towarzyszyła. Tę flagę pokazałam jeszcze przed koncertem osobie z festiwalowych social mediów. Spowodowało to duże zainteresowanie i pytania do innych fanów, skąd przyjechali. Myślę, że bardzo zaskoczyliśmy ich naszym międzynarodowym fandomem 🙂
A oto nasza międzynarodowa grupa: Polska, Włochy, Francja, Szwajcaria, Holandia.

Kolejna piosenka to Ice Cream. Dwie panie tłumaczyły dzielnie wszystkie teksty i Mika bardzo docenił ich pracę.
Nie będę opisywać każdej piosenki. Zapraszam na kanał YouTube. A tutaj wspomnę co ciekawsze sytuacje.
Nie mogę pominąć Big Girl, kiedy to już tradycyjnie Mika przespacerował się przez środek tłumu.
Nie wiem, co się tam działo, ale kiedy wrócił na scenę, jego spodnie były umazane błotem na kolanach, jego twarz pokrywał jakiś dziwny „makijaż”, a na głowie miał różowy kowbojski kapelusz. Nie wspomnę już o mikroporcie, który też tradycyjnie odpiął mu się od paska i wylądował w kieszeni spodni.
Kolejny „incydent” zdarzył się w trakcie Lollipop. Mika ubrany w swój srebrny, błyszczący kostium wykonał gwałtowny ruch siedząc na pianinie i jego spodnie nie wytrzymały. Pękły na prawie całej długości szwu! Mika na początku starał się ignorować wypadek i dokończył piosenkę.
Ale potem zniknął za sceną i szybko wrócił ubrany w swój kanarkowo żółty strój.
A zniszczony kostium wylądował w publiczności. Mało brakowało, a złapałabym marynarkę. Jednak wyższa osoba stojąca za mną złapała ją w locie, a nawet zakończyła manewr upadkiem na błotnistą glebę. To się nazywa poświęcenie!
Koncert zakończył się tradycyjnie: Grace Kelly i Love Today.
Co ciekawe, po raz pierwszy mogłam zobaczyć, jak szybko nadmuchiwany jest ten wielki megafon.
Pamiętam, że będąc na pierwszych koncertach Spinning Out Tour na scenie było tak ciemno, że megafon pojawiał się nagle i nie wiadomo skąd.
Ostatnia zmiana stroju do Love Today i to już prawie koniec.
Podziękowanie, ukłony i tradycyjnie szalony taniec na zakończenie do instrumentalnej wersji Spinning Out. I mimo że Mika zszedł już ze sceny, my nadal śpiewaliśmy refren 🙂
To był mój pierwszy koncert plenerowy w deszczowej atmosferze. Ale nie będę narzekać, atmosfera była gorąca, a deszcz naprawdę niewielki. Wiem, że Mika grał już koncerty w prawdziwych strugach deszczu (np. w Belgii).
Jeszcze raz zapraszam na YouTube, żeby obejrzeć inne filmy.