Gdybym miała jednym słowem opisać Beach Festiwal to byłoby to słowo „deszcz”.
Po upałach we Włoszech i w Hiszpanii, po koncercie w eleganckim Monte Carlo, Mika wystąpił w Belgii. Niestety pogoda w środkowej Europie jest bardzo nietypowa jak na sierpień i bardziej przypomina jesień.
Fani, którzy postanowili przyjechać do Nieuwpoort znaleźli się na terenie festiwalu już we wczesnych godzinach przedpołudniowych. Mika miał wystąpić dopiero około 22:30.
Absolutnie niezbędne były ciepłe ubrania oraz kurtki, płaszcze przeciwdeszczowe oraz parasole. Teren przy plaży zamienił się w gęste błoto.
Pozytywne nastroje utrzymywały się tylko dzięki myślom, że dziś wieczorem Mika wystąpi dla tych wszystkich osób, których nie złamała brzydka pogoda.
Na tym koncercie była Weronika, którą możecie znać z pseudonimu Pagazica. To był jej pierwszy koncert Miki. Zamieszczam jej filmiki z Instagramu.
Mika znów wszystkich zaskoczył. Intro do Love Today zrobiło po…. flamandzku!
We wstępie do Big Girl Mika stwierdził, że jutro nie ma koncertu, więc jeśli nawet pobrudzi sobie ubranie i buty, to nic się nie stanie. I naprawdę wszedł między publiczność nie bacząc na błoto i deszcz! A kiedy wrócił na scenę pokazał ubłocone buty, skarpetki i spodnie. Z dumą umazał sobie tym błotem policzki mówiąc, że to chrzest festiwalu w Nieuwpoort 🙂
W trakcie intro do Yo-Yo Mika zareagował na znaki z publiczności dotyczące jego zbliżających się czterdziestych urodzin.
„Tak, niedługo oficjalnie stanę się osobą dorosłą. To prawda”. Po czym przerwał piosenkę i ciągnął dalej. „Prawdą jest, że to jest mój ostatni koncert przed czterdziestką. Obiecuję wam jedno. Kiedy wejdę w wiek czterdziestu lat, o czym co chwilę przypominają mi pewne miłe osoby z pierwszego rzędu, obiecuję być jeszcze bardziej dziwny, bardziej zwariowany, bardziej szalony, bardziej kolorowy. A kiedy dożyję osiemdziesiątki będę nosić wielki kapelusz i purpurowy płaszcz. I będę walić moją laską w pręty ogrodzenia aby przypominać sobie o mojej młodości. Ale póki co mam nadal 39 lat, więc zamknijcie się!”
4 sierpnia Mika wystąpił w Monte Carlo na koncercie połączonym z ekskluzywną kolacją (stąd ceny biletów sięgały prawie 400 EUR).
Oczywiście atmosfera na początku była dosyć sztywna. Ale Mika dosyć szybko „podpowiedział” widowni czego oczekuje na swoich koncertach. A fani z MFC (siedzący dosyć daleko od sceny) pokazali jak to ma wyglądać 🙂
Ponieważ nie było zbyt wielu fanów na tym koncercie (między innymi ze względu na drogie bilety), nie mamy zbyt wielu filmów. Udało mi się zebrać kilka stories i teraz możecie obejrzeć fragmenty kilku piosenek.
Mika już po raz trzeci zaprosił na scenę Marevę! Może pamiętacie dziewczynę grającą na fortepianie Underwater najpierw w Nimes, a później w Carcassonne w roku 2022. Tym razem Mareva przyciągnęła uwagę Miki marynarką z nutami i tekstem do piosenki… Underwater oczywiście. Mika kilka lat temu występował właśnie w takiej białej marynarce i Mareva postanowiła zrobić jej kopię. Obejrzyjcie film Niny i zobaczcie jak Mareva poradziła sobie tym razem jako dyrygentka jednej połowy publiczności. Ja uważam, że poszło jej bardzo dobrze. W dodatku Mika zamienił się z nią na marynarki, przepraszając, że jego jest pokryta potem. Ale wątpię, aby Marevie to przeszkadzało 🙂 Mnie by nie przeszkadzało 🙂
Oczywiście Mika wykonał taniec w swojej zielonej pelerynie. Ale chyba nie było głowy tygrysa – może tygrys poleciał już do Belgii, gdzie już na drugi dzień Mika da swój ostatni koncert w sierpniu?
A Coruna to miasto w hiszpańskim regionie Galicja.
Z okazji święta honorującego bohaterkę narodową Marię Pitę w mieście organizowany jest festiwal.
Udział Miki w tym festiwalu został ogłoszony dosyć późno, bo dopiero 27 lipca. Był to koncert organizowany przez miasto, nie było więc biletów, koncert był za darmo, a wydarzenie miało miejsce na głównym placu miasta imienia… Marii Pity.
Taj więc jest to piąty koncert Miki przewidziany w Hiszpanii w tym roku!
30 lipca Mika wystąpił w Cap Roig, a już dwa dni później musiał być o tysiąc kilometrów dalej w a Coruna. To co mnie zaskoczyło oglądając już pierwsze relacje w mediach społecznościowych to fakt, że na scenie pojawiło się małe pianino oraz…. duży fortepian z magicznym ogrodem! Plac Marii Pity znajduje się w centrum miasta i jest otoczony kamienicami. Z pewnością nawet na Mice zrobił wrażenie, kiedy wypełnił się tłumem ludzi.
Sin palabras con el gran show que @mikasounds ha dado en las #FestasMaríaPita2023 dándonos casi dos horas de pura energía, luz, sonido y voz. ¡Y todo el rato hablando en español y hasta en gallego! ¿Quién da más? 🤔🤔🤔😅😅😅 pic.twitter.com/FToTtpMw0v
Włoski koncert w Chieti miał być moim ostatnim koncertem tego lata.
Jednak tak się ciekawie złożyło, że przez przypadek zajrzałam na stronę festiwalu w Cap Roig, aby sprawdzić sprzedaż biletów na ten koncert i okazało się, że organizatorzy na kilka dni przed wydarzeniem zaczęli dodawać miejsca w pierwszych rzędach! Skontaktowałam się z Annik – fanką z Francji – która wybierała się na ten koncert, aby jej o tym powiedzieć. Okazało się, że w B&B, które wynajęła na kilka dni, jest jeszcze wolne łóżko i jeśli mam ochotę, to jestem mile widziana. Długo się nie namyślając, szybko sprawdziłam połączenia lotnicze. Pasował mi lot do Barcelony. A więc kupiłam bilet na samolot i bilet na koncert w trzecim rzędzie. W ten sposób po raz pierwszy w moim życiu poleciałam do Hiszpanii 🙂 W moich hiszpańskich wakacjach towarzyszyły mi trzy fanki z Francji.
No to teraz od razu przejdę do dnia koncertu. Festiwal odbywa się w malowniczym miejscu na terenie ogrodu botanicznego. W okresie festiwalu ogród zamykano o godzinie 16:00. Postanowiłyśmy być tam wcześniej i zwiedzić to piękne miejsce.
Już idąc w stronę wzgórza, na którym zbudowano amfiteatr zauważyłyśmy na parkingu czerwoną ciężarówkę, którą transportowany jest cały sprzęt sceniczny Miki.
A kiedy wychodziłyśmy z ogrodów ciężarówka stała już przed wejściem i ekipa wyładowywała skrzynie ze sprzętem. Zauważyłam, że obok stał wielki dmuchawiec, który tak dobrze znamy z koncertu, kiedy Mika śpiewa Ice Cream!!!!!
W dodatku natknęłam się na Marzię – włoską inżynier dźwięku, którą znam z Instagramu. Nareszcie spotkałyśmy się w realu 🙂 Zamieniłyśmy kilka słów, po czym nie chcąc przeszkadzać jej w pracy ja i moje towarzyszki podróży ruszyłyśmy swoją drogą.
Przed koncertem poszłyśmy do tzw. Village, miejsca, w którym można było coś zjeść i napić się. Nasza grupa rosła powoli i ostatecznie było nas chyba z 15 osób z wielu krajów Europy. To jest to, co mnie fascynuje – gdziekolwiek nie pojadę na koncert Miki, zawsze spotkam jakąś znajomą twarz 🙂
Nadszedł czas wejścia do amfiteatru. Miałam bardzo dobre miejsce pośrodku trzeciego rzędu. Sala była pełna. Na scenie stało pianino Miki – a więc nie będzie kwitnącego fortepianu.
Zgasły światła i w ciemnościach zauważyłam, że ktoś usiadł przy pianinie. Najpierw myślałam, że to Vincent, który zwykle gra Lollipop (jeśli od tej piosenki zaczyna się koncert). Ale coś mi nie pasowało. Człowiek przy pianinie miał kręcone włosy. To był Mika!!!! Natychmiast zaczęłam filmować.
Cap Roig leży w Katalonii. Ta część Hiszpanii ma swój własny język i wszędzie znajdują się napisy w dwóch językach: po hiszpańsku i po katalońsku.
I Mika odezwał się…. po katalońsku! Z tego co zrozumiałam, to był tekst, który Mika używał w trakcie Revelation Tour jako intro do Love Today.
I właśnie od Love Today Mika zaczął swój występ. W trakcie intro na scenę weszli muzycy i dziewczyny z chóru.
Potem tradycyjnie było Origin Of Love i Ice Cream.
Mika zniknął za kulisami i powrócił ubrany w biały garnitur.
Również ta piosenka zaczęła się nietypowo. Mika zaproponował abyśmy się poznali i zatańczyli razem. Ale żeby pozbyć się nieśmiałości kazał zgasić wszystkie światła. I ledwo Mika zaczął śpiewać, kiedy ruszył w stronę zejścia ze sceny i wszedł między publiczność. Dziewczyny zaczęły piszczeć i krzyczeć! A potem wszyscy razem śpiewaliśmy i skakaliśmy w rytm piosenki.
Nie wiem czy to tylko moje odczucie, ale mam wrażenie że tym razem było o wiele więcej mężczyzn niż zwykle. I oni również śpiewali – i to bardzo głośno!
Potem był Relax. A następnie Overrated.
W trakcie piosenki Good Guys Mika znów wszedł między widzów. Miałam bardzo ładny widok. Przypominało mi to koncert w Chieti, gdzie również widziałam Mikę na tle publiczności.
Mika wspomniał koncert w Tarvisio, kiedy to stojąc pośrodku tłumu poprosił, aby wszyscy usiedli na trawie i posłuchali dwóch piosenek. Chciał odtworzyć to tutaj w Cap Roig.
Zabawne było to, że Mika zaczął mówić po angielsku, po czym szybko przeszedł na hiszpański. Ale czasami brakowało mu słów, więc znów przeszedł na angielski. A potem znów na hiszpański 🙂
Mika poprosił abyśmy wszyscy usiedli, przepraszając z góry widzów z pierwszych rzędów, którzy musieli na niego patrzeć z głową odwróconą do tyłu.
Mika chyba zmienił kolejność utworów, bo zażartował, że teraz jemu zespół kompletnie nie wie, jaką piosenkę mają grać. I rękami pokazał, co to ma być. Chodziło o Underwater.
Mika zaczął śpiewać Rain jeszcze będąc na widowni. Po czym ruszył w stronę sceny.
Kolejnym utworem było Live Your Life. Mika nawiązał do swoich wcześniejszych kontaktów z Hiszpanią. To tutaj nakręcił teledysk do Ice Cream. Było to w zimie, a oni mimo zimna musieli udawać, że jest im gorąco leżąc na plaży 🙂
Mika śpiewa Live Your Life tylko w Hiszpanii (a szkoda) i jest tam fragment tekstu po hiszpańsku.
Bardzo wielu Francuzów spędza wakacje w Hiszpanii. Na ulicach i na plaży częściej słyszałam język francuski niż hiszpański. Nie dziwi więc, że Mika zaśpiewał Boum Boum Boum.
Na wstępie do Lollipop Mika często improwizuje. Ostatnio dokuczał Vincentowi, który nie mógł skoncentrować się na graniu na pianinie. Tym razem padło na Jean-Martin’a – oświetleniowca, który za wcześnie wyłączył główny reflektor. No i Mika co chwilę wypowiadał jego imię, dorzucając je do tekstu Lollipop.
Kolejną piosenką, którą Mika rozpoczął siedząc na pianinie była Yo-Yo. Mika wspomniał, że był zaproszony na festiwale do wielu krajów, ale bardzo mu zależało na tym, by wystąpić w Cap Roig. Zażartował, że jego hiszpański jest lepszy niż rok temu. Ale jeśli zostanie zaproszony po raz trzeci, to zrobi jeszcze większe postępy 🙂
Mika znów zniknął za kulisami.
Tym razem nagrałam wszystkich członków zespołu grających intro do Big Girl na instrumentach perkusyjnych. Bardzo lubię ten moment.
Mika pojawił się tym razem w jaskrawo żółtym garniturze. W trakcie piosenki Mika zauważył kartkę trzymaną przed fankę. Był na niej napis „Jestem twoim tłumaczem języka katalońskiego”. I mika zaprosił ją na scenę, aby pomogła mu przetłumaczyć kilka zdań.
Zmiana nastroju. Mika zaśpiewał Happy Ending. W tym roku szczególnie lubię tę piosenkę. Uważam, że Mika kompletnie zmienił jej kontekst i teraz nie jest to piosenka o nieszczęśliwej miłości, ale o kimś, kogo już nie ma – o swojej mamie… W Cap Roig jego głos miał szczególnie dramatyczne brzmienie.
Grace Kelly zaczęło się od „Były sobie kurki trzy” (po angielsku Twinkle Twinkle Little Star), ale szybko rozbrzmiały ostre akordy utworu. Na końcu Mika podziękował nam za wspólny wieczór i powiedział, że ma nadzieję przyjechać tu po raz trzeci.
Przy We Are Golden oczywiście publiczność wpadła w ekstazę na widok peleryny i głowy tygrysa!
Na zakończenie oczywiście był szalony taniec do remixu Yo-Yo. Mika wychodził do nas dwa razy. A nawet filmował widownię – choć nie widziałam, żeby opublikował story z tego koncertu.
Po koncercie czekaliśmy na Mikę około półtorej godziny. Ale czas minąl szybko. Spędziliśmy go na rozmowach i oglądaniu nagranych filmików.
Tym razem Mika nie zatrzymał się przy nas, co oczywiście rozczarowało niektórych fanów.
Mika dał dwugodzinny występ w gorący wieczór. Pozwólmy mu odpocząć.
Tym razem to na prawdę był mój ostatni koncert festiwalowy. Ale Mika na pewno przygotuje nam jeszcze wiele niespodzianek przed końcem tego roku 🙂
18 sierpnia Mika będzie obchodzić czterdzieste urodziny.
Z tej okazji jak co roku Mika Fan Club organizuje różnego rodzaju niespodzianki dla niego.
W tym roku będą to dwie rzeczy.
Pierwsza to przekazanie pieniędzy dla Lebanon Reforestation Initiative, organizacji, która posadzi grupę libańskich cedrów na wzgórzach w okolicy Bejrutu – miejsca urodzenia Miki.
Będzie koło nich umieszczona specjalna plakietka.
Ta akcja jest już zamknięta, ponieważ niezbędna kwota została uzbierana i lada moment Deb przekaże ją do organizacji.
Ale nadal możecie dołożyć się do prezentu w postaci datku dla UNHCR – organizacji, którą Mika wspiera od lat i był nawet jej oficjalnym ambasadorem. Pieniądze będą wykorzystane na pomoc uchodźcom na całym świecie.
Poniżej znajdziecie link do zbiórki.
Jeśli chcecie zostawić tam życzenia dla Miki, to zapraszam. MFC przekaże wszystkie nasze wiadomości Mice, i możecie być pewni, że on je przeczyta.
W Marbelli Mika rozpoczął serię koncertów w Hiszpanii.
Koncert zorganizowany przez Starlite Occident odbył się w bardzo malowniczym kamieniołomie.
Mika zaśpiewał piosenkę Live Your Life, którą nagrał w 2012 roku i która została wykorzystana dla hiszpańskiej reklamy piwa. Jest tam fragment w języku hiszpańskim.
I kolejny koncert za nami. I znów powiem, że to był koncert niesamowity.
I tym razem nie tylko dlatego, że występy Miki są unikalne. Chodzi mi również o scenerię.
Festiwal No Borders odbywa się w górach nad pięknym jeziorem. Scena otoczona jest górami i drzewami. Aby się tam dostać trzeba pokonać na nogach około 6 kilometrów.
Ale ci, którzy zdecydowali się pojechać do Tarvisio na pewno nie żałowali.
Mika powiedział, że nie mógł odmówić zagrania koncertu w takim miejscu.
W dodatku ze względu na te szczególne warunki koncerty tam odbywają się w ciągu dnia, w świetle słońca.
Mało brakowało, a Mika wystąpiłby sam bez swojego zespołu, który dotarł na miejsce dosłownie tuż przed koncertem.
Mika był we wspaniałym nastroju. Zachwycał się widokami, przyglądał się publiczności w świetle dnia, oczywiście schodził ze sceny kilka razy. I… droczył się z Vincentem 🙂
W pewnym momencie Mika postanowił zaśpiewać otoczony publicznością. Poprosił wszystkich, aby usiedli na trawie i zaśpiewał No Place In Heaven, Good Guys oraz Underwater.
Pojawiły się też nowe stroje sceniczne (ile jeszcze tego będzie???? )
Z tego co wyczytałam w relacjach, fani czekali po koncercie prawie dwie godziny na Mikę. I się doczekali. Nieczęsto można z nim porozmawiać w świetle słonecznym 🙂
I tym koncertem Mika pożegnał się z Włochami. Jak przyznaje w wywiadach, ta mini trasa koncertowa po Włoszech ugruntowała jego kontakt z włoską publicznością. I jest z tego powodu bardzo szczęśliwy.
W jednym z wywiadów powiedział: „To była miła niespodzianka. Miałem wrażenie, że ludzie odkrywają teraz mój sposób komunikowania się na scenie, bo wcześniej nie było ku temu okazji. Może widzieli mnie w telewizji, ale telewizja to inna sprawa”.
Kolejne koncerty przewidziane są w Hiszpanii, Monako, Belgii i Francji.
No i mamy wielką niespodziankę! Mika postanowił zaprezentować nową piosenkę w języku francuskim pod tytułem C’est la vie. Ale jakby tego było mało, w jej trakcie na widowni znajdowało się 14 osób z ekipy Miki, która miała nakręcić wideo do materiału promującego nowy album.
W ciągu dnia udało mi się pozbierać trochę nagrań, abyście mogli to zobaczyć.
Mika mówi, że jest to piosenka mówiąca o miłości, o śmierci, o tym że życia, miłości i śmierci nie da się odseparować. Można je tylko zaakceptować i wtedy będziemy mogli tańczyć ze łzami w oczach.
Ale słowa piosenki nie są wesołe. Fanki z Francji zamieściły niepełną jeszcze wersję tekstu, na tyle na ile udało im się zrozumieć nagrania z koncertu.
Les premières paroles que l’on peut "identifier" (il n’y a pas eu de balances donc l’audio que nous avons est sale):
Du deuil qu’il a vécu suite au décès de sa mère au refrain pour montrer que maintenant il va mieux. ⬇️
Ewidentnie to piosenka o mamie Miki i o momencie, kiedy odeszła.
Oto proste tłumaczenie, które po polsku nie brzmi jakoś poetycko. Ale kontekst jest najważniejszy.
Skąd te zmarszczki na mojej twarzy?
Skąd się wzięły?
Nawet jeśli starzenie się przypomina tonący statek…
Co moglibyśmy zrobić bez miłości?
Serca moich braci i sióstr są ciężkie
Na pewno dobrze zamknąłeś drzwi?
To jest właśnie życie (x3)
Bo to jest właśnie życie (x3)
Bawiliśmy się świetnie… więc dlaczego teraz wszystko jest zasnute mgłą?
Walczyliśmy ze sobą, dużo podróżowaliśmy razem.
To jest właśnie życie, to jest właśnie życie
Niech zakwitną nasze głowy, niech zakwitną znowu (to nawiązanie do cytatu May Your Head Always Bloom)
To jest właśnie życie (x3)
Bo to jest właśnie życie (x3)
Więc życie, spójrz na mnie,
Już nigdy nie będę się ciebie bać
Poprzez kwiaty
nawet milcząc
mówi do mnie
mówi do mnie…
(po francusku elle me dit…. elle me dit – nawiązanie do piosenki o tym tytule)
I tutaj chyba słowo silence (cisza, milczenie) powinno rymować się ze słowem danse, jak w piosence – elle me dit danse.
Ale może jeszcze trochę o całym koncercie.
Mika zaczął od Lollipop. W trakcie koncertu powiedział, że jego ciężarówka z dekoracjami nie dojechała, więc scena będzie skromna. Za to wypełni ją muzyka.
Oto kilka filmików od Isy. I przegląd chyba wszystkich kostiumów tego wieczoru ❤
Przed Miką występowała bardzo popularna we Francji Juliette Armanet, którą niektórzy nazywają Miką w spódnicy (żeńskim odpowiednikiem Miki). Oboje już kilkakrotnie spotykali się na tej samej scenie. Tym razem Mika zawołał ją w trakcie Relax. Dziewczyna była zawstydzona, co wyglądało słodko, jako że sama jest gwiazdą sceny.
W trakcie Underwater w oknie pobliskiego budynku stanął chłopak z banerem „Mika, chciałbym z tobą zaśpiewać na scenie”. Chyba jednak nie dotarł na nią. W zamian Mika zadedykował mu Underwater wykrzyczany przez publiczność 🙂
Koncert w Palais des Festivals w Cannes został całkowicie wyprzedany.
Nathalie, znana jako clipmika, która tworzy super animacje z Miką była na tym koncercie i pozwalam sobie zamieścić tutaj kilka jej filmów.
Mika wyszedł na scenę z swoim cekinowym zielonym garniturze. Ale zamiast równie zielonej koszuli założył białą i srebrny krawat. Wyglądał jeszcze bardziej elegancko – jeśli to możliwe 🙂
Koncert w Chieti odbywał się zaraz po koncercie w Materze. To było ostatnie miasto, które miałam odwiedzić w czasie moich „włoskich wakacji z Miką”.
Autobus z Matery był o godzinie 8:15 rano. Nie miałam więc wiele czasu na sen i spakowanie walizki. Jak już wspomniałam w relacji z Matery, zaraz po koncercie nie czekałam na Mikę z grupą fanów, ale specjalnym autobusem wróciłam do centrum miasta.
Rano następnego dnia udałam się na przystanek i usiadłam na ławce, żeby zjeść szybkie śniadanie – rogalik popity wodą z butelki.
Jakie było moje zdumienie, kiedy nagle zobaczyłam zbliżającą się Priskę – fankę ze Szwajcarii. Byłam przekonana, że podróżuje ona swoim samochodem, bo tak na ogół robi jeżdżąc na koncerty Miki. Moje zdumienie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy dowiedziałam się, że dołączą do nas kolejne osoby – grupa włoskich fanek plus Ina z Bułgarii. Okazało się, że podróżowanie autokarem jest najpraktyczniejsze i najtańsze.
W ten oto sposób w moją podróż do Chieti udałam się Mika Tour Busem 🙂 Razem było nas osiem osób. Pięciogodzinna podróż minęła nie wiadomo kiedy.
Wysiadłyśmy na dworcu w Chieti o godzinie 13:00 i przeżyłyśmy szok termiczny. Było tak gorąco, że nie dało się wytrzymać na słońcu! W dodatku nie było taksówek. Chieti to mała miejscowość i nagły napływ gości na koncert spowodował, że zabrakło taksówek. Dobrze, że byłam z grupą włoską. Dziewczyny zaczęły dzwonić na radio taxi i wreszcie dostały prywatny numer taksówki, która po nas przyjechała. Jeszcze ustaliłyśmy z kierowcą, że wróci po następną grupę osób.
Ja mieszkałam w innym hotelu więc wysiadłam po drodze. Miałyśmy się spotkać przed koncertem za kilka godzin.
Dobrze, że miejsca były numerowane i nie trzeba było czekać godzinami przed wejściem do Arena la Civitella. W Materze nie wolno było wnosić wody w butelkach. Wszystkie napoje sprzedawano w wielorazowych kubkach z plastiku. W Chieti można było wnieść butelki, ale trzeba było zostawić zakrętki. Oczywiście bałam się, że woda mi się wyleje do torby, w której miałam plakat Miki z Cattoliki (do podpisu, jeśli uda się z nim spotkać po koncercie) i banner. Co prawda woda mi się nie wylała do torby, ale kiedy postawiłam ją koło krzesła, ktoś przechodząc przewrócił ją i część wody się wylała na ziemię. Te restrykcje związane z butelkami na koncertach są dla mnie jedną wielką zagadką.
Ale przejdźmy już do samego koncertu.
Mika zaczął od Lollipop i od razu zażartował z Vincenta, że „ten facet i tak nie rozumie, co ja teraz mówię. To jest Vincent i on mówi po francusku. Nie rozumie po angielsku, nie rozumie po włosku”.
Przez pierwsze dwa, trzy utwory podbiegaliśmy do barierki, a ochrona kazała nam wracać na swoje miejsca. No, oni nie wiedzą, jak wyglądają koncerty Miki!
W trakcie Origin Of Love Mika zachwycał się antyczną areną, na której kiedy zaczynasz śpiewać, to dostajesz w twarz dźwiękiem, który do ciebie wraca odbity od ścian.
„Jest gorąco, ale powoli zaczynam się rozkręcać – mówi Mika – a wy? Hmmm. Jeszcze nie? Nie martwcie się, to się zmieni. Kto już był na moim koncercie? (my w pierwszych rzędach wszyscy podnosimy ręce w górę, ale z tyłu chyba niewiele osób to zrobiło) Widzę, że cała masa ludzi nigdy nie była na moim koncercie! No cóż, to dobra okazja dla mnie! Bo na koncertach Miki zaczynamy bardzo elegancko, ze szklanką zimnego piwa, albo butelką wody w ręce. Ale to piękno i elegancja nie trwają długo. Ponieważ zasada numer jeden brzmi: tutaj śpiewa się o miłości, właśnie tak. Powtarzajcie za mną: Love love love love love you’re the origin of love”….
A potem przyszedł czas na Big Girl. Ale Mika najpierw zrobił wstęp. Inny niż zwykle.
„Korytarz prowadzący do mojej garderoby i ściany są zabytkowe. Dosłownie. Wyłożone jest antycznymi mozaikami. Po raz pierwszy w życiu mam garderobę wyłożoną prawdziwymi romańskimi mozaikami. To piękne miejsce. Nawet powiedziałbym magiczne. Ale chciałbym was zabrać w inne miejsce, prawie równie magiczne. Nie ma tam romańskich mozaik, ale śmierdzi piwem i potem”.
… i ciąg dalszy znamy. Chodzi o Butterfly Lounge, gdzie ludzie tańczą ze sobą, nawet jeśli się nie znają. I zaczynamy Big Girl!
I kiedy Mika powoli zaczął zbliżać się do schodków (wiemy po co), znów byliśmy przy barierce. I tym razem już tam zostaliśmy do końca koncertu 🙂
Oczywiście cała arena wstała ze swych miejsc i wszyscy tańczyli, śpiewali i obserwowali Mikę, który krążył wśród krzeseł, a nawet wspiął się na tylne rzędy tworzące półłuk amfiteatru.
Tiny Love – tym razem bez magicznego fortepianu.
Tym razem Mika zaśpiewał Good Guys ze sceny. Uwielbiam patrzeć jak pod koniec pozwala śpiewać publiczności 🙂
Za to przy Stardust Mika znów był w tłumie. Aż zaczęłam nagrywać, bo widok był przepiękny. Układ amfiteatru sprawił, że widziałam Mikę na tle publiczności, która śpiewała razem z nim. A piosenka zdawała się nie mieć końca. Mika powtarzał refren wielokrotnie. Może to tylko moje złudzenie, ale w Chieti to była chyba najdłuższa wersja tej piosenki. I bardzo mi się to podobało 🙂
Jak zwykle Mika czytał bannery przygotowane przez fanów. Po po dłuższej chwili zaczął rozmawiać z Michellą – fanką z Włoch, która na banerze napisała, że chciałaby przeczytać „Odę do Miki”, którą osobiście napisała. Mika długo nie mógł się zdecydować. Bał się, że usłyszy słowa, które go zawstydzą. A może zawstydzą jej autorkę? Ale Michella nie ustępowała. No i usłyszeliśmy „Odę do Miki”. W dodatku zażyczyła sobie podkładu muzycznego. „Nic podobnego nie zdarzyło się jeszcze na moim koncercie” – zawołał Mika. Vincent zaczął grać, ale Mika poprosił o coś mniej romantycznego, bo inaczej zrobi mu się niedobrze.
A jeśli Was to interesuje, oto włoski tekst „Oda do Miki”. Nie podejmuję się tłumaczenia. Mój włoski jest zbyt ubogi, by oddać wszystkie niuanse poematu. A Google translator kompletnie nie poradził sobie z tym pięknym tekstem 😉
Ode a Mika
Eccoti qui di nuovo sul palco
Tu che sei così alto, ma non solo di statura
Il tuo genio è senza misura
Artista totale,
Sai cantare, ballare, intrattenere e disegnare
Sai creare con intelligenza e sensibilità
Leggerezza e profondità!
Puoi infiammare una piazza
Canti e la gente diventa pazza!
Spargi ovunque l’allegria
E come per magia la tristezza scappa via
La tua musica e potente
Scuote il cuore e accende la mente
La tua energia è incontenibile
Sei un performer incredibile
Nelle tue canzoni trovo tutto: gioia, dolore, difficoltà, resilienza, amore e libertà
Con te, il pensiero e la parola possono farsi materia e la fantasia vola
(stasera non c’è il pianoforte non c’è però…)
I tuoi abiti sono poesia
Racconto ed eleganza
E nei dettagli hanno importanza
Ormai da anni il tuo mondo colorato
È da noi italiani approdato
Ci hai stupito e meravigliato in un italiano un po’ stentato
Ora lo parli fluentemente, altra cosa in cui sei eccellente
L’Italia è un paese strano, ma qui c’è sole passione calore
e si mangia a tutte le ore
A te piace mangiare quindi non ti puoi lamentare
Posso andare avanti per ore ma lo show può continuare
Prima di andare però lasciamo dire, insieme al pubblico se mi segue, una cosa devi sapere
Ogni volta che tornerai qui avrai sempre il nostro: amore
Happy Ending w Chieti znów było bardzo wzruszające. Bez magicznego fortepianu, bez wsparcia Clement. Tylko my i Mika…
Ale żeby nie popadać w melancholię zatańczmy do Elle Me Dit!!! Zwróćcie uwagę, że od koncertu w Talence Mika pamięta słowa tej piosenki 🙂
Ale poezja na scenie to nie jedyny moment współpracy z widownią.
Fani zaczęli coś krzyczeć i Mika odniósł wrażenie, że słyszy jakiś obcy język. Portugalski? Nie. To był lokalny dialekt z Abruzji! Mika spytał, kto dobrze zna ten dialekt i zaprosił na scenę Williama, który nauczył Mikę kilku zdań 🙂
Zakończenie koncertu bez zmian: Grace Kelly, We Are Golden, Love Today i finał z remixem Yo-Yo.
Love Today z nowym intro. Po czym Mika pojawia się na tle oświetlonego tła i wygląda jak sylwetka z teatru cieni. Ubrany w czerwony garnitur, który pierwszy raz widzieliśmy w Talence i za którym zaczęłam tęsknić. Mika wygląda w nim jeszcze szczuplej!
I właściwie wiemy, co wydarzy się później. Czas na zmianę kostiumu. Mika schodzi ze sceny i powraca w zielonej pelerynie i z maską tygrysa. Tylko że…
Na widowni znajduje się drugi tygrys. I Mika zaprasza go na scenę.
To Melissa. Młoda fanka z Sycylii, która sama wykonała swoją maskę z papieru i kleju na bazie kasku kolarskiego.
I to jest wspaniałe zakończenie koncertu!!!!! To była radość, która ogarnęła całą publiczność. Mika zrobił piękne zakończenie, a Melissa wydawała się być kompletnie bez tremy tańcząc razem z Miką i imitując jego ruchy.
Czas na pożegnanie. Ale mały tygrys miał jeszcze bonus. Poszedł za kulisy razem z Miką 🙂
Po koncercie bardzo dużo osób czekało na Mikę. Po jakichś 30 minutach Mika przejechał obok nas nie zatrzymując się. Udało mi się jedynie nagrać, jak macha do nas ręką.
Oto zdjęcia, które zrobiłam Melisie przed koncertem.
Mika złożył autograf na masce Melissy 🙂 Love this. Love you. 2023. Mika. Chieti.
Ale żeby jeszcze lepiej zakończyć historię koncertu w Chieti, to jeszcze muszę Wam coś powiedzieć. Na drugi dzień rano miałam autobus do Rzymu. I jaka była moja radość, kiedy nagle zobaczyłam w drzwiach poczekalni Melissę z głową tygrysa zapakowaną w plastikową torbę, a zaraz potem weszła za nią jej siostra. Okazało się, że jadą tym samym autobusem. Niestety miejsca były numerowane i siedziałyśmy daleko od siebie. Zdążyłam tylko zamienić z nimi kilka słów, z których dowiedziałam się, że są siostrami ( anie mamą i córką jak myślałąm wcześniej) i wracają do Palermo.
I to są właśnie sytuacje, która mogą się przydarzyć, kiedy podróżujesz za Miką przez pół Europy 🙂
To był mój ostatni zaplanowany koncert. Teraz czekam na nowe wydarzenia jesienią i zimą tego roku. Bo mam nadzieję, że będzie jeszcze dużo okazji aby zobaczyć Mikę na scenie.